środa, 28 września 2016

Przyjaciel z Internetu

Z podrasowanego zdjęcia uśmiecha się do nas założyciel fb - Mark Zucherberg, lekki na duchu bez cienia emocjonalnej manipulacji. Czekamy - w naszej głowie, w podświadomości zapisując ten szczery uśmiech - właśnie na takiego gościa, znajomego czy przyjaciela na odległość, który otwiera dla nas swe serce, nieograniczony limit czasu, dzieli się pasją i zainteresowaniami, podtrzymuje nas i...
No właśnie, co jeszcze nam się wydaje. Co jest za tak szczerym uśmiechem człowieka, który otworzył dla nas wirtualne serce i mówi, że chce być blisko każdego, on i cały sztab maszyny, pracowników tego giganta... Mark przy tej okazji budowania imperium, wyciął z innych miejsc cały sztab młodych pasjonatów z google, marketingowców i projektantów marek oraz haseł sprzedaży, reklamy, marketingu i innych. Porwał ludzi, dosłownie i w przenośni... Jego pomysł globalnego współzawodnictwa w tworzeniu aplikacji i programowaniu, dodał skrzydeł młodym i jeszcze nieznanym utalentowanym ludziom.

Wszystko dla nas, użytkowników i niewolników sieci. Nie ma cię w sieci, nie ma cię wcale... Nie istniejesz bez tych komputerowych i sieciowych więzi, relacji, znajomości ale i aktywnych wymian, klasycznych - materiałami, zdjęciami, produktami, efektami swojej twórczości...
Dawniej ten rynek był lokalny, znany i przewidywalny, oswojony i bezpieczny - teraz - stał się globalny. Mocno agresywny...

Pomyślmy, nasze dziecko ale często i my, jesteśmy wrzuceni w ten wir, w ten kierat czy tego chcemy, czy tego pragniemy, czy też - nie. I ono i my jesteśmy nie podmiotem tych działań ale przedmiotem transakcji, to nami "obracają", nas proponuje się jako klienta, jako konsumenta usługi. Oddajemy się w posiadanie... w zastaw.

Oderwać się nie sposób, ignorować - nie wypada... płyniemy trochę jak ludzka rzeka istnień, pośród niebezpieczeństw i burz...
Wydaje się nam że okres niewolnictwa już dawno mamy za sobą, teraz jest ono misternie skrojone - dobrowolne, subtelne... lgniemy do sytuacji sztucznie stworzonej, zaproponowanej, wciąż nowej, tracąc dystans i tym samym - instynkt samozachowawczy.

Jesteśmy coraz bardziej cyfrą, rzeczą, rekordem w tabeli, pozycją, postrzegani przez cechę i jak cecha klasyfikowani. Wciąż na nowo dołączani jak metka do towaru, jak kod paskowy - do jakiejś potrzeby w nas wywołanej, sprowokowanej i podsycanej. Obcą ręką przecież, w nas, rozbudzonej.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz