wtorek, 27 kwietnia 2021

Bądźmy dla siebie dobrzy

Czy pracujesz w domu, czy się uczysz, czy jesteś mamą czy tatą czy też dzieckiem, o niepokornym lub radosnym usposobieniu, żyj i pozwól innym odczuwać radość z tego, co i jak wykonują.

Zacznijmy my, ludzie, być dla siebie wyrozumiali, dobrzy, serdeczni...

Ciężar czujemy wszyscy, chorujemy lub współodczuwamy. Mamy kogoś w rodzinie, kto odszedł, zmarł, zniknął... Trudno jest każdemu z nas bo po roku zmęczenie i znużenie całą sytuacją pandemiczną bierze górę nad rozsądkiem i spokojem, stajemy się szydercami i prześmiewcami. Dlaczego? Bo tylko nas boli i tylko my - cierpimy, nikt inny nie czuje i nie jest mu trudno... Naprawdę, tylko my???

Proszę, otwórzmy oczy serca, podziękujmy za rzeczy małe. Za herbatę z cytryną zrobioną pospiesznie przez żonę, za bułkę z serkiem i szczypiorkiem wetkniętą w kieszeń płaszcza mężowi, gdy wybiega z domu załatwić sprawunki i zarobić na chleb dla rodziny.

Wspierajmy się - a nie popychajmy. 

Przytulmy to dziecko, które podejdzie i pragnie bliskości, a nie mówmy mu: "jesteś za duży na czułości", bo ta czułość teraz jak nigdy, pomoże stać nam na nogach... Pomoże wzrosnąć w siłę... Uspokoi, nada pewności.

Na miłość nie jest nigdy za wcześnie czy zbyt późno, ona nie jest ulotna. Nie da się jej zabić czy pogrzebać - zawsze ma krew i ciało, niech nie będzie dla nas - bo nie jest (!!!) pojęciem, regułką  czy patetycznym wierszem... Miłość nie jest jedynie pustym słowem, hasłem, wypełniaczem. 



środa, 7 kwietnia 2021

Jeśli nie przyjaźń - to co?

Wątpliwości na każdym kroku.

Podsycają je media, podsycają ci co ucierpieli, którzy stracili coś w relacji - godność, prawo do tajemnicy, do odejścia samemu, a nie - bycia porzuconym, odrzuconym...

Samotni z wyboru... Zdradzeni...

Przyjęło się to, że bronimy się przed wyborem innych częściej niż ufamy ślepo. Mówimy o starych przyjaciołach, gdy dzwonią po latach - właśnie się dowiedzieli gdzie mieszkamy lub że mamy stałą czy dobrą pracę, usłyszeli od naszych bliskich i/lub innych znajomych. Mówimy - "interesowny". Dzwoni, bo czegoś chce. Z niepokojem...

Z wyrzutem, ostrożnie czy podejrzliwie: "ma jakiś biznes". Odnawia starą znajomość, bo mu trudno. Sam lub w kryzysie. Bo zaległe przeprosiny? Nie, nawet nie zaczyna od przepraszam - znów fałszywie uwodzi... 

Tacy właśnie jesteśmy? Gdzieś głęboko, pod skórą? Ach, czuję pismo nosem (włącza się ta nasza pierwotna podejrzliwość), w kilku wariantach... 

1. Wiem, dzwoni, bo zależy mu na powrocie do "starego i sprawdzonego schematu". Chce wyjechać na wakacje ze mną, z nami... bo to zawsze korzystne i ciekawe, a miejscówka pozwala na prawdziwy relaks... 

2. Kiedy indziej, rzadko pamięta o mnie czy moim święcie. Przechodzi obok mnie bez słowa, nie zauważa w sklepie czy sytuacji publicznej, pomija wzrokiem, robi coś "mimo" i od niechcenia. 

3. Coś śmierdzi mi... On chyba "kluczy i kombinuje"... O co chodzi tak na prawdę. Gdzie jest to "drugie dno" i jaka towarzyszy mu motywacja.

Jesteśmy uwarunkowani naszą historią, dotychczasowymi doświadczeniami i przeżywanymi trudnościami oraz kryzysami. 

Dobro - gdy spotyka nas rzadko, od święta - zbyt słabo buduje przyzwyczajenia... Słabo cementuje nas, słabo wyposażeni łatwo dajemy się wciągnąć w spiralę podejrzliwości i lęku. 

Nie ufamy i nie wierzymy, zakładając czarny scenariusz... 

Dzieciństwo może nas ukształtować pięknie. Życie zaś z jego przewrotnymi doświadczeniami i osobami niekoniecznie nam przychylnymi, a spotkanymi wiele razy, wciąż i od nowa niesie zamęt. Odmieniając - zwyczajnie - tę idyllę.



Stąd tak ważne jest w życiu przeżywanie różnorodnych doświadczeń. By do czegoś nie przyzwyczaić się zanadto, nie przesiąknąć nieufnością i strachem. Wątpliwościami...

Przytulenie, bliskość osób w życiu, pomocne dłonie, odwdzięczanie się tym samym bez przeliczania - kalkulacji i konieczności odwzajemniania, to dobra szkoła życia... 

Dar z samego siebie, bez pozostawiania kogoś dłużnym i w obowiązku. Wspomnienie tego stanu, tego przeżywania, tego doświadczenia - pozostanie w pamięci: w każdej sferze - dotykowej (jak w rodzinie), skojarzeniu, powidokach... 

Doświadczając dobra, niesiemy je dalej, niesiemy je innym - też całym organizmem, w najdrobniejszych porach naszej skóry... A nawet, gdzieś głębiej, w naszym mózgu...