Czy pracujesz w domu, czy się uczysz, czy jesteś mamą czy tatą czy też dzieckiem, o niepokornym lub radosnym usposobieniu, żyj i pozwól innym odczuwać radość z tego, co i jak wykonują.
Zacznijmy my, ludzie, być dla siebie wyrozumiali, dobrzy, serdeczni...
Ciężar czujemy wszyscy, chorujemy lub współodczuwamy. Mamy kogoś w rodzinie, kto odszedł, zmarł, zniknął... Trudno jest każdemu z nas bo po roku zmęczenie i znużenie całą sytuacją pandemiczną bierze górę nad rozsądkiem i spokojem, stajemy się szydercami i prześmiewcami. Dlaczego? Bo tylko nas boli i tylko my - cierpimy, nikt inny nie czuje i nie jest mu trudno... Naprawdę, tylko my???
Proszę, otwórzmy oczy serca, podziękujmy za rzeczy małe. Za herbatę z cytryną zrobioną pospiesznie przez żonę, za bułkę z serkiem i szczypiorkiem wetkniętą w kieszeń płaszcza mężowi, gdy wybiega z domu załatwić sprawunki i zarobić na chleb dla rodziny.
Wspierajmy się - a nie popychajmy.
Przytulmy to dziecko, które podejdzie i pragnie bliskości, a nie mówmy mu: "jesteś za duży na czułości", bo ta czułość teraz jak nigdy, pomoże stać nam na nogach... Pomoże wzrosnąć w siłę... Uspokoi, nada pewności.
Na miłość nie jest nigdy za wcześnie czy zbyt późno, ona nie jest ulotna. Nie da się jej zabić czy pogrzebać - zawsze ma krew i ciało, niech nie będzie dla nas - bo nie jest (!!!) pojęciem, regułką czy patetycznym wierszem... Miłość nie jest jedynie pustym słowem, hasłem, wypełniaczem.
