Można generalnie powiedzieć, że mamy które są szczęśliwe, usatysfakcjonowane i oddane swoim pasjom, mają szczęśliwe dzieciaki.
Dlaczego???
Bo mama jest uśmiechnięta, realizuje swe marzenia. Nie tkwi w miejscu. Inspiruje siebie i innych, cieszy się tym co robi - jest w ruchu i realizuje swoje życiowe pasje. Czasem odnosi sukces - kiedy indziej, porażkę. Ale - buduje ją to... i różnorodność aktywności powoduje, że sama jako kobieta, mama i żona, spoczywa we względnej równowadze. Jej emocje - i radość, i satysfakcja i spokój - zasadzają się w niej i relacjach pomiędzy nią i bliskimi. Dzięki temu łatwiej jej przejść przez chwile trudne, stawiać czoła obciążeniom, dłużej też i cierpliwiej oczekiwać na sukces.
Szczęśliwa mama to mama, która kocha samą siebie i kocha innych, dzięki temu jej akumulatory są nie do wyczerpania... teoretycznie, oczywiście (nie sprawdzajcie tego zbyt często!). Pomóżcie takiej kobiecie, przyszłej mamie lub odpoczywającej - babci np. być sobą, realizować się twórczo, czytać... czasem coś namalować lub zrobić piękny szal na drutach...
Chcemy i my mieć miło, ciepluchno i ładniuchno??? ... dajmy także tego doświadczyć i innym.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
poniedziałek, 28 października 2013
sobota, 26 października 2013
Błogosławieństwo i ryzyko
Dziecko po 40-stce... Lub w jej okolicy.
Owoc miłości, czasem przypadku, czasem grzechu czy fali pożądania...
Bez kontroli, spontanicznie, nieodpowiedzialnie - wreszcie...
Zaskoczenie i uniesienie chwili mające konsekwencje w przyszłości, przyszłości własnej i tego małego człowieka. Rzadko myślimy wtedy ile już mamy lat i ile będziemy, gdy ono dojdzie do pełnoletności. Bywa, że czasem - walczyliśmy o nie całe swe życie!!!
Nie, nie wolno odpuścić sobie wtedy, bo ile bylibyśmy wtedy warci jako dorośli, jako rodzice, jako "obiekty miłości i nadziei". Nie po to przecież niepowtarzalną część siebie (dwóch osób) i okruch miłości oraz wszechświata ktoś rzucił w nasze dłonie...
Miłość potrafi wszystko przetrwać, zdecydowana i dojrzała, umożliwić nam zebranie sił, myśli oraz zaplanowanie tego co w najbliższych tygodniach mniej ważne a co na pierwszym miejscu. I to, że czasem przyjdzie zrezygnować z pracy i dodatkowych obowiązków, trudno. Pojawienie się dziecka, fakt jego poczęcia przeniesie nas może w inne, fascynujace światy i sfery - w poznanie jeszcze raz siebie, w zadawanie pytań, zrewidowanie prawd ukrytych, zgłębienie tajemnic, odkrycie w sobie nietylko potrzeby przygotowania się do narodzin przez przegląd zawartości szafy, piwnicy i pokojów... ale serca.
Naszej wewnętrzej gotowości, otwarcia na nowe, przeżycia zaskoczenia - w nowym obiekcie miłości. Dziecko, cały mój świat...
Owoc miłości, czasem przypadku, czasem grzechu czy fali pożądania...
Bez kontroli, spontanicznie, nieodpowiedzialnie - wreszcie...
Zaskoczenie i uniesienie chwili mające konsekwencje w przyszłości, przyszłości własnej i tego małego człowieka. Rzadko myślimy wtedy ile już mamy lat i ile będziemy, gdy ono dojdzie do pełnoletności. Bywa, że czasem - walczyliśmy o nie całe swe życie!!!
Nie, nie wolno odpuścić sobie wtedy, bo ile bylibyśmy wtedy warci jako dorośli, jako rodzice, jako "obiekty miłości i nadziei". Nie po to przecież niepowtarzalną część siebie (dwóch osób) i okruch miłości oraz wszechświata ktoś rzucił w nasze dłonie...
Miłość potrafi wszystko przetrwać, zdecydowana i dojrzała, umożliwić nam zebranie sił, myśli oraz zaplanowanie tego co w najbliższych tygodniach mniej ważne a co na pierwszym miejscu. I to, że czasem przyjdzie zrezygnować z pracy i dodatkowych obowiązków, trudno. Pojawienie się dziecka, fakt jego poczęcia przeniesie nas może w inne, fascynujace światy i sfery - w poznanie jeszcze raz siebie, w zadawanie pytań, zrewidowanie prawd ukrytych, zgłębienie tajemnic, odkrycie w sobie nietylko potrzeby przygotowania się do narodzin przez przegląd zawartości szafy, piwnicy i pokojów... ale serca.
Naszej wewnętrzej gotowości, otwarcia na nowe, przeżycia zaskoczenia - w nowym obiekcie miłości. Dziecko, cały mój świat...
niedziela, 6 października 2013
Home - sweet home
Czasem nawet ja nie wierzę w te słowa... Wiele razy młodzi ludzie czy dorośli, wracając wspomnieniami do lat młodości, nie wspominają tak swoich domów.
Dla mnie jednak pozytywnym jest, że polski zwyczaj rozmowy o środowisku domowym, rodzinie i bliskich - to raczej "sielanka o domu". Uśmiech, błogość na twarzy, marzenie, wspomnienie zapachów, smaków, uścisków... wspólnych spotkań i zjazdów, zdjęcia, pamiątki...
Zmienia się to, niestety.
Czasem za sprawą mediów, wybiórczego spojrzenia na rodzinne tajemnice, na wypierane przez nas historie, na mroczne - skandalizujące wydarzenia.
A czasem celebryta - istnieje właśnie dzięki takim "wspominkom", lub może zaistnieć w brukowej prasie i tabloidach na nowo...
Czy jako rodzic chcielibyście usłyszeć, po latach, o sobie "cierpiałem tam...", "krzywdzili mnie...", "było mi trudno...", "nigdy nie pomyślałabym że on/ona..." - nie od swoich dzieci, bezpośrednio, lecz - od reportera czy autora sensacji przed jakim twoje dziecko po latach się otworzyło.
Dom moją świątynią, miejscem spokoju, miłości, równowagi... królestwem w którym każdy chciałby przeżywać swoje szczęście i dobro... Strzeżmy się przed "mrokiem", który drzemie w każdym człowieku, bo prawdą jest - że jakaś cząstka nas lubi "ostro grać, grać nie fair".
Jasna strona - uśmiech i ofiarność. Bliskość... Tego się trzymajmy, za wszelką cenę. Nawet w trudnych sytuacjach, możemy liczyć na siebie wzajemnie.
Dla mnie jednak pozytywnym jest, że polski zwyczaj rozmowy o środowisku domowym, rodzinie i bliskich - to raczej "sielanka o domu". Uśmiech, błogość na twarzy, marzenie, wspomnienie zapachów, smaków, uścisków... wspólnych spotkań i zjazdów, zdjęcia, pamiątki...
Zmienia się to, niestety.
Czasem za sprawą mediów, wybiórczego spojrzenia na rodzinne tajemnice, na wypierane przez nas historie, na mroczne - skandalizujące wydarzenia.
A czasem celebryta - istnieje właśnie dzięki takim "wspominkom", lub może zaistnieć w brukowej prasie i tabloidach na nowo...
Czy jako rodzic chcielibyście usłyszeć, po latach, o sobie "cierpiałem tam...", "krzywdzili mnie...", "było mi trudno...", "nigdy nie pomyślałabym że on/ona..." - nie od swoich dzieci, bezpośrednio, lecz - od reportera czy autora sensacji przed jakim twoje dziecko po latach się otworzyło.
Dom moją świątynią, miejscem spokoju, miłości, równowagi... królestwem w którym każdy chciałby przeżywać swoje szczęście i dobro... Strzeżmy się przed "mrokiem", który drzemie w każdym człowieku, bo prawdą jest - że jakaś cząstka nas lubi "ostro grać, grać nie fair".
Jasna strona - uśmiech i ofiarność. Bliskość... Tego się trzymajmy, za wszelką cenę. Nawet w trudnych sytuacjach, możemy liczyć na siebie wzajemnie.
Poświęcając siebie, zatracajmy siebie
Opiekujemy się, marzymy, rodzimy i rościmy sobie prawa, snujemy plany...
Mamy nadzieje, żądamy ich spełnienia, kruszymy kopie o zasady. Stawiamy czasem ponadludzkie wymagania, czasem zbyt małe, pobłażając lub przytulając w sprzecznościach na nowo do serca. Chroniąc.
Hodujemy, wychowujemy, chuchamy lub też sucho i rzeczowo wymagamy, trzymając "młode wilki" na dystans...
Chcemy by odeszli i się usamodzielnili, potafimy to teoretycznie uzasadnić a czasem w ogóle nie akceptujemy autonomii. W naszych intuicjach czujemy się bogami... w domowych pieleszach... ciepłych i miękkich kapciach, wiemy - co i jak. Mobilizujemy się, by dać z siebie wszystko wychowując młode pokolenia. Czasem za dużo dajemy, nie potrafimy nic wziąć. Cierpimy. Łzy i ból to nasz chleb powszedni... Zwłaszcza matek...
Coś jak z tym ziarnem, które jeśli nie obumrze, to nie odrodzi się na nowo... Nie ma innego porządku. Nie ma innych szans.
Więc może warto dać umrzeć tym naszym wszystkim "zasadom", sprawdzonym, czasem kruchym czy też nie, ale naszym. Tak, aby kolejne nowe pokolenie, szukało i wybierało w zgodzie ze sobą a nie wbrew nam, w złości i napięciu. Czasem - w nienawiści pokoleń.
Niech szukają i pytają, konfrontują, burzą coś, co my zbudowaliśmy - dajmy im na to zgodę, pomóżmy czasem, bo taka jest natura rzeczy.
Natura zastępowania (następowania nowych) pokoleń.
I nie ma się czemu dziwić, negować, wątpić - burzyć wobec czego - nasze dzieci zbudują swój świat i oby, oby było w nim nadal dla nas miejsce.
Mamy nadzieje, żądamy ich spełnienia, kruszymy kopie o zasady. Stawiamy czasem ponadludzkie wymagania, czasem zbyt małe, pobłażając lub przytulając w sprzecznościach na nowo do serca. Chroniąc.
Hodujemy, wychowujemy, chuchamy lub też sucho i rzeczowo wymagamy, trzymając "młode wilki" na dystans...
Chcemy by odeszli i się usamodzielnili, potafimy to teoretycznie uzasadnić a czasem w ogóle nie akceptujemy autonomii. W naszych intuicjach czujemy się bogami... w domowych pieleszach... ciepłych i miękkich kapciach, wiemy - co i jak. Mobilizujemy się, by dać z siebie wszystko wychowując młode pokolenia. Czasem za dużo dajemy, nie potrafimy nic wziąć. Cierpimy. Łzy i ból to nasz chleb powszedni... Zwłaszcza matek...
Coś jak z tym ziarnem, które jeśli nie obumrze, to nie odrodzi się na nowo... Nie ma innego porządku. Nie ma innych szans.
Więc może warto dać umrzeć tym naszym wszystkim "zasadom", sprawdzonym, czasem kruchym czy też nie, ale naszym. Tak, aby kolejne nowe pokolenie, szukało i wybierało w zgodzie ze sobą a nie wbrew nam, w złości i napięciu. Czasem - w nienawiści pokoleń.
Niech szukają i pytają, konfrontują, burzą coś, co my zbudowaliśmy - dajmy im na to zgodę, pomóżmy czasem, bo taka jest natura rzeczy.
Natura zastępowania (następowania nowych) pokoleń.
I nie ma się czemu dziwić, negować, wątpić - burzyć wobec czego - nasze dzieci zbudują swój świat i oby, oby było w nim nadal dla nas miejsce.
piątek, 24 maja 2013
Dlaczego boimy się zaryzykować czyli "dać wolność"... - zamiast stale, chronicznie, przymusowo i chorobliwie.... a delikatnie mówiąc, staramy się kultywować tradycję: "zapewnić, przymusić, pokierować, pchnąć nasze dziecko.... A nasze wewnętrzne dziecko??? Naszą wolność i potrzebę niezależności, swobody??? Naszą naturalną młodą pasję, błysk w oku i potrzebę ekspansji - w stronę "słońca"...
Po co???
By patrzyło na świat, dostrzegało jaśniej, myślało samo, już się uczyło na własnych potknięciach, wyborach i błędach i... wreszcie samo, autonomicznie i dojrzale w y b i e r a ł o.
Było bardziej świadome. Lecz także - świadome konsekwencji swych działań.
Hhhhmm, dlaczego??? Ano, jak to mówią: "jano...podkiwano".
Długo myjemy im ręce i buzię. za nich i im, szorujemy (ich) wszystkie "kłapacze", dokładnie. Zęby, uszy... nie, nie ufam ci. Oczy, skóra buzi i rączki.... "musisz mieć 'dokładniej i bielej' potraktowane...
Skarbie. Czytaj nadal: -"Nie ufam ci wcale !!! ".
To mamy pod skórą, oraz "nie potrafisz, jeszcze nie... nie umiesz. Wiesz??? Ty??? Nie może być....
Wreszcie: "Ja wiem lepiej. Cicho. Szaa"
Hmmm, szkoda. Wielka.
Po co???
By patrzyło na świat, dostrzegało jaśniej, myślało samo, już się uczyło na własnych potknięciach, wyborach i błędach i... wreszcie samo, autonomicznie i dojrzale w y b i e r a ł o.
Było bardziej świadome. Lecz także - świadome konsekwencji swych działań.
Hhhhmm, dlaczego??? Ano, jak to mówią: "jano...podkiwano".
Długo myjemy im ręce i buzię. za nich i im, szorujemy (ich) wszystkie "kłapacze", dokładnie. Zęby, uszy... nie, nie ufam ci. Oczy, skóra buzi i rączki.... "musisz mieć 'dokładniej i bielej' potraktowane...
Skarbie. Czytaj nadal: -"Nie ufam ci wcale !!! ".
To mamy pod skórą, oraz "nie potrafisz, jeszcze nie... nie umiesz. Wiesz??? Ty??? Nie może być....
Wreszcie: "Ja wiem lepiej. Cicho. Szaa"
Hmmm, szkoda. Wielka.
piątek, 26 kwietnia 2013
PORÓWNUJ nie PORÓWNUJĄC
Każde dziecko jest inne...
Jedno ma oczy jak niezapominajki czy fiołki, inne - włosy jak len a oczy barwy zimnej stali. Czasem urodzi się nam kruczoczarny mały urwis z miodowymi tęczówkami o długich, biegłych w grze na skrzypcach i flecie chłopak. Kiedy indziej - zamaszysty i ,puszysty nieco, "damski" bokser czy piłkarz uzdolniony, biegacz średniodystansowy.... oszczepnik, o dalekim i długim rozmachu...
Czy to książę z bajki, czy panna z bardziej lub mniej mokrą czupryną, ruda jak wiewiórka czy brązowowłosa, jak oko kasztana... nie pojąłby tego i tych zależności nikt: nie-od-nas-samych-to- zależy...
Pamiętajmy zawsze .... nigdy nie zależało....
Każde i każda z nich, każdy także z nas -
dziecko dorosły czy starzec jest autonomiczną i odrębną jednostką...
I ..... ważne jest to, że ta niepowtarzalność ubogaca nas i zawsze ma moc taką, że niepostrzeżenie i z korzyścią dla każdego z nas, ta oryginalność oraz te malutkie okruchy różniące nas są ważne, dopełniają ten smutny i szary, ciężkawy świat, niosą złote promyki nadziei...
Czy więc warto zestawiać, porównywać i klasyfikować, rangować dzieci??? Budować bariery....i miejsca specjalnego przeznaczenia dla bardziej wymagających, dla tych "smutniejszych i bardziej samotnych". Tym samym, tworzymy tylko pozorną, a nie - prawdziwą - bliskość z dzieckiem.
Wsparcie ma wiele wspólnego z akceptacją.
Nie może bazować na "taaaak, ale....". Akceptujemy właśnie to, co mniej więcej "dookreślone", często więc próbujemy uporządkować zewnętrzny świat....na siłę dookreślamy wątpliwe prawdy, szukamy racji, małych potwierdzeń dla podejmowanych działań.
A ja, mam pytanie, do publiczności.... hmmmm, czy te różnice, mogą i muszą zaprzepaścić procentowość - zawartość człowieka w człowieku. Matki w matce czy też, odłożyć na kołek i zostawić by okrzepła ta nasza.... miłość.... Uczucie i postawa wobec każdej jednostki z osobna.
Ani mocną, ani słabą, po prostu miłość...wielki dziejowy motor dyskusji .... o nadzwyczajnej prawdzie diabełka i aniołka na ramieniu", gdy drugą połówkę pomarańczy, chowasz w dłoniach.
Jedno ma oczy jak niezapominajki czy fiołki, inne - włosy jak len a oczy barwy zimnej stali. Czasem urodzi się nam kruczoczarny mały urwis z miodowymi tęczówkami o długich, biegłych w grze na skrzypcach i flecie chłopak. Kiedy indziej - zamaszysty i ,puszysty nieco, "damski" bokser czy piłkarz uzdolniony, biegacz średniodystansowy.... oszczepnik, o dalekim i długim rozmachu...
Czy to książę z bajki, czy panna z bardziej lub mniej mokrą czupryną, ruda jak wiewiórka czy brązowowłosa, jak oko kasztana... nie pojąłby tego i tych zależności nikt: nie-od-nas-samych-to- zależy...
Pamiętajmy zawsze .... nigdy nie zależało....
Każde i każda z nich, każdy także z nas -
dziecko dorosły czy starzec jest autonomiczną i odrębną jednostką...
I ..... ważne jest to, że ta niepowtarzalność ubogaca nas i zawsze ma moc taką, że niepostrzeżenie i z korzyścią dla każdego z nas, ta oryginalność oraz te malutkie okruchy różniące nas są ważne, dopełniają ten smutny i szary, ciężkawy świat, niosą złote promyki nadziei...
Czy więc warto zestawiać, porównywać i klasyfikować, rangować dzieci??? Budować bariery....i miejsca specjalnego przeznaczenia dla bardziej wymagających, dla tych "smutniejszych i bardziej samotnych". Tym samym, tworzymy tylko pozorną, a nie - prawdziwą - bliskość z dzieckiem.
Wsparcie ma wiele wspólnego z akceptacją.
Nie może bazować na "taaaak, ale....". Akceptujemy właśnie to, co mniej więcej "dookreślone", często więc próbujemy uporządkować zewnętrzny świat....na siłę dookreślamy wątpliwe prawdy, szukamy racji, małych potwierdzeń dla podejmowanych działań.
A ja, mam pytanie, do publiczności.... hmmmm, czy te różnice, mogą i muszą zaprzepaścić procentowość - zawartość człowieka w człowieku. Matki w matce czy też, odłożyć na kołek i zostawić by okrzepła ta nasza.... miłość.... Uczucie i postawa wobec każdej jednostki z osobna.
Ani mocną, ani słabą, po prostu miłość...wielki dziejowy motor dyskusji .... o nadzwyczajnej prawdzie diabełka i aniołka na ramieniu", gdy drugą połówkę pomarańczy, chowasz w dłoniach.
piątek, 8 marca 2013
Istoty mniejsze..... just call me human-being....
Wściekam się widząc, iż nadal potrzebna jest taka ilość społecznych akcji ratujących życie wilkom, wolność rysiom i innym drapieżnym w Polsce, w USA.... w chwilach gdy waży się ich życie. Zycie ich młodych które wykrada się z nor, z gniazd i legowisk.
Czy my naprawdę jesteśmy istotami myślącymi, czującymi. Czy można nam powierzyć czyjeś życie i bezpieczeństwo???
O kogo walczymy i dla kogo jest ten świat??? Czy tylko dla nas???
Faktycznie św. Franciszek jest ostatnią chyba ikoną w myśleniu "żyj i pozwól żyć innym", dla każdego jest kawałek ziemi pod tym wspólnym niebem.
Zaczynam wierzyć w to, że za chwilę dzikie zwierze o jakim oglądniemy pasjonujący film, polujące i igrające, opiekujące się potomstwem.... to będzie nasz własny i domowy kot. Wybić wszystko i wszystkie rasy "konkurencyjne" jest w stanie chyba tylko człowiek. Będąc okrutnym, stanowczym, bezwzględnym.... bez litości i łzy, bez wyrzutu sumienia. Egoistyczny i zachłanny. palący i strzelający.... do uciekającej zwierzyny. Fotografie wyblakną, filmy - poginą. A nawet ogrody zoologiczne można będzie zaorać, bo zwierzaki nie wytrzymają tego "kurczenia się ich świata" .... oddadzą dobrowolnie lub w walce, zginą ostatnie....
Jeśli nie powiemy "nie", stop i wystarczy....
to dla naszych dzieci i wnuków.... nie zostanie z dzikiej przyrody nikt i nic....
Jak z rdzennych mieszkańców Ameryki, goląc im głowy, niszcząc kulturę i miejsca kultu Bogów, wyrywając ich atrybuty... i serca.... z nich też stworzyliśmy "salonowe pluszaki". Pluszaki o smutnych, szklanych oczach. Pijane, pijane "szczęściem" jakie im zafundowaliśmy....
Czy my naprawdę jesteśmy istotami myślącymi, czującymi. Czy można nam powierzyć czyjeś życie i bezpieczeństwo???
O kogo walczymy i dla kogo jest ten świat??? Czy tylko dla nas???
Faktycznie św. Franciszek jest ostatnią chyba ikoną w myśleniu "żyj i pozwól żyć innym", dla każdego jest kawałek ziemi pod tym wspólnym niebem.
Zaczynam wierzyć w to, że za chwilę dzikie zwierze o jakim oglądniemy pasjonujący film, polujące i igrające, opiekujące się potomstwem.... to będzie nasz własny i domowy kot. Wybić wszystko i wszystkie rasy "konkurencyjne" jest w stanie chyba tylko człowiek. Będąc okrutnym, stanowczym, bezwzględnym.... bez litości i łzy, bez wyrzutu sumienia. Egoistyczny i zachłanny. palący i strzelający.... do uciekającej zwierzyny. Fotografie wyblakną, filmy - poginą. A nawet ogrody zoologiczne można będzie zaorać, bo zwierzaki nie wytrzymają tego "kurczenia się ich świata" .... oddadzą dobrowolnie lub w walce, zginą ostatnie....
Jeśli nie powiemy "nie", stop i wystarczy....
to dla naszych dzieci i wnuków.... nie zostanie z dzikiej przyrody nikt i nic....
Jak z rdzennych mieszkańców Ameryki, goląc im głowy, niszcząc kulturę i miejsca kultu Bogów, wyrywając ich atrybuty... i serca.... z nich też stworzyliśmy "salonowe pluszaki". Pluszaki o smutnych, szklanych oczach. Pijane, pijane "szczęściem" jakie im zafundowaliśmy....
środa, 27 lutego 2013
Bliskość
Na bliskości nie ma co oszczędzać, jest albo jej nie ma. Szkoda się łudzić, że da się oszczędzić na tej formie bliskości lub że może się nam nie opłacić... Niekoniecznie.
Cała zabawa polega na tym, że na zawołanie "to tak nie ma", po prostu nie działa, sprawa jest całkiem beznadziejna, gdy ktoś chce taki być na siłę.... albo gdy przypomniał sobie po latach.
Teraz??? czy nie za późno. A jeśli, to po co robić to właśnie teraz....
Taka niema kalkulacja. Człowiecza.
Więc jeśli tej bliskości nie było, nie narodziła się i nie wytworzyła żadna więź. Jest chłód i pustka między pozornie znającymi się osobami, czasem trwajaca wiele lat.
Jak u roślinki, która pozbawiona jest ziemi, wody, słońca, powietrza.... tlenu. Nie ma światła. Ciemność.
Ten chłód mógłby konserwować - ale niszczy. Daje dużo mniej niż mało.
Istotą rodziny jest bliskość - dawanie, pewna ofiara. Oszczędzać można na wysokości rachunków, zużyciu paliwa, oszczędzać można w wydatkach na kiecki. Nie fundujmy bliskim chłodu w zamian za wszystko dobre, czym nas obdarzają, nie oddalajmy się w taki sposób. To nie ekonomia ani oznaka oszczędności czy bycia EKO.
To zanik człowieczeństwa i zrywane więzi: typowy stan dla współczesnego oddalenia "człowieka od człowieka". Ale my nie musimy się z nim utożsamiać. Prawda???
Cała zabawa polega na tym, że na zawołanie "to tak nie ma", po prostu nie działa, sprawa jest całkiem beznadziejna, gdy ktoś chce taki być na siłę.... albo gdy przypomniał sobie po latach.
Teraz??? czy nie za późno. A jeśli, to po co robić to właśnie teraz....
Taka niema kalkulacja. Człowiecza.
Więc jeśli tej bliskości nie było, nie narodziła się i nie wytworzyła żadna więź. Jest chłód i pustka między pozornie znającymi się osobami, czasem trwajaca wiele lat.
Jak u roślinki, która pozbawiona jest ziemi, wody, słońca, powietrza.... tlenu. Nie ma światła. Ciemność.
Ten chłód mógłby konserwować - ale niszczy. Daje dużo mniej niż mało.
Istotą rodziny jest bliskość - dawanie, pewna ofiara. Oszczędzać można na wysokości rachunków, zużyciu paliwa, oszczędzać można w wydatkach na kiecki. Nie fundujmy bliskim chłodu w zamian za wszystko dobre, czym nas obdarzają, nie oddalajmy się w taki sposób. To nie ekonomia ani oznaka oszczędności czy bycia EKO.
To zanik człowieczeństwa i zrywane więzi: typowy stan dla współczesnego oddalenia "człowieka od człowieka". Ale my nie musimy się z nim utożsamiać. Prawda???
środa, 20 lutego 2013
Samotne drzewo.... samotna wyspa
Nikt z nas nie jest samotną wyspą, tym bardziej drzewem. Samotnych wysp już nie ma, bezludnych - też. Wszędzie tłok, ścisk, jak nie klaksony - to krzyki. Nie ma czasu na sen czy drzemkę, bo panuje deficyt i reglamentacja czasu, nie ma nawet często okazji do "pobycia samemu ze sobą". Momentów - by zatrzymać się w biegu.
Skazani na gromadę i gwar. Nie samotni - ale w szyku lub tłumie.
Czy zdrowo??? czy blisko natury - czasem kompletnie sprzecznie z nią. Gdy przestajemy słuchać siebie, nie zostaje już wiele, a znaczna część nas samych zanika. Reszta - powszednieje i powszechnieje.... szarobura i blada.... cieknąca nudą.
Nie ma tego w programie, nie mam tego w zwyczaju, to nie jest zaplanowane, to jest ponad program.... bez nutki szaleństwa i spontaniczności, nie ma ciekawości, pasji, lekkości.... brak turbodoładowania - aby żyć... a smutek i nuda.... nie są lekarstwem na monotonię....
Więc może poużywać w tej codzienności choć złudzeń i czaru, cienia....Drzewa i kreować nasze.... Wyspy Zaczarowane, zanim zarośniemy chwastem, trawą i lasem... a wszystkie wyspy i archipelagi.... staną się tylko pomostami na kolejną ludzką pustynię....
Skazani na gromadę i gwar. Nie samotni - ale w szyku lub tłumie.
Czy zdrowo??? czy blisko natury - czasem kompletnie sprzecznie z nią. Gdy przestajemy słuchać siebie, nie zostaje już wiele, a znaczna część nas samych zanika. Reszta - powszednieje i powszechnieje.... szarobura i blada.... cieknąca nudą.
Nie ma tego w programie, nie mam tego w zwyczaju, to nie jest zaplanowane, to jest ponad program.... bez nutki szaleństwa i spontaniczności, nie ma ciekawości, pasji, lekkości.... brak turbodoładowania - aby żyć... a smutek i nuda.... nie są lekarstwem na monotonię....
Więc może poużywać w tej codzienności choć złudzeń i czaru, cienia....Drzewa i kreować nasze.... Wyspy Zaczarowane, zanim zarośniemy chwastem, trawą i lasem... a wszystkie wyspy i archipelagi.... staną się tylko pomostami na kolejną ludzką pustynię....
piątek, 8 lutego 2013
Wsparcie
Wsparcie dotyczy każdego członka rodziny. Osoby dorosłej i nastolatka. Jego potrzeba zaś, potrzeba wsparcia - specyficzna jest bardziej dla osoby młodej. Z racji przeżyć, doświadczeń oraz ukształtowanej osobowości - wsparcia winien udzielać dorosły.
Dziecko czuje problem, wie o nim więcej, niż powiedzą rodzice, obserwuje, ma intuicję silniejszą niż osoba dorosła, zbiera wszelkie - niewerbalne sygnały. Nie potrafi jednak rozwiązać problemów. Zaradzić trudnościom. Nie jest gotowe. Nie będzie nigdy - naszym zdaniem....
To osoba dorosła jest do tego delegowana. Otoczyć opieką, utrzymywać, opiekować się, troszczyć.
Wsparcie nie odnosi się tylko do walorów czysto materialnych i fizycznych, naważniejsze jest to mentalne... czasem wystarczy samo doświadczenie "bycia zaopiekowanym", to że kogoś zajmujemy, interesujemy, ktoś się o nas szczerze martwi. To jest taki rodzaj zmartwienia, o którym myślimy: "jestem tu, a on/ona cały czas zastanawia się czy jest mi dobrze, wygodnie, czy jestem bezpieczny".
Wsparcie to czasem "bycie ślepym na sygnały" te realne, zapewnienia innych osób. Miłość pzresłania nam wszystko - łącznie z rozsądkiem i czujnością. Z instynktem...
Bo to miłość. Ta oddana i ślepa, uszkodzona jakoś tak - jak czasowo założona maska karnawałowa.
Dlatego czasem matki chronią do końca i wbrew faktom i rozsądkowi.... syna przestępcę czy córkę, która zawiniła, oszukała... Ale wsparcie trwa i jest możliwe pomimo granic, dystansu i oddalenia. Choroby i słabości, tego też, że nie możemy nic poradzić wobec tragicznego losu.
Ważne - byśmy po prostu trwali i byli. Razem i wspólnie. To rodzaj siły, którą gdy dzielimy, wtedy się cudownie mnoży. Wieczna.... i stała. Niczym wieczna skała....
Po to jesteśmy... Dlatego tworzymy tę małą, rodzinną, intymność i rzeczywistość...
Dziecko czuje problem, wie o nim więcej, niż powiedzą rodzice, obserwuje, ma intuicję silniejszą niż osoba dorosła, zbiera wszelkie - niewerbalne sygnały. Nie potrafi jednak rozwiązać problemów. Zaradzić trudnościom. Nie jest gotowe. Nie będzie nigdy - naszym zdaniem....
To osoba dorosła jest do tego delegowana. Otoczyć opieką, utrzymywać, opiekować się, troszczyć.
Wsparcie nie odnosi się tylko do walorów czysto materialnych i fizycznych, naważniejsze jest to mentalne... czasem wystarczy samo doświadczenie "bycia zaopiekowanym", to że kogoś zajmujemy, interesujemy, ktoś się o nas szczerze martwi. To jest taki rodzaj zmartwienia, o którym myślimy: "jestem tu, a on/ona cały czas zastanawia się czy jest mi dobrze, wygodnie, czy jestem bezpieczny".
Wsparcie to czasem "bycie ślepym na sygnały" te realne, zapewnienia innych osób. Miłość pzresłania nam wszystko - łącznie z rozsądkiem i czujnością. Z instynktem...
Bo to miłość. Ta oddana i ślepa, uszkodzona jakoś tak - jak czasowo założona maska karnawałowa.
Dlatego czasem matki chronią do końca i wbrew faktom i rozsądkowi.... syna przestępcę czy córkę, która zawiniła, oszukała... Ale wsparcie trwa i jest możliwe pomimo granic, dystansu i oddalenia. Choroby i słabości, tego też, że nie możemy nic poradzić wobec tragicznego losu.
Ważne - byśmy po prostu trwali i byli. Razem i wspólnie. To rodzaj siły, którą gdy dzielimy, wtedy się cudownie mnoży. Wieczna.... i stała. Niczym wieczna skała....
Po to jesteśmy... Dlatego tworzymy tę małą, rodzinną, intymność i rzeczywistość...
czwartek, 7 lutego 2013
Nastolatek w domu
Jak wiemy, przechodzenie z wieku dzieciństwa w wiek dojrzały dokonuje się
burzliwie, w sposób skomplikowany oraz trwa wyjątkowo długo. Jest równocześnie
problemem tak indywidualnym, że nie sposób porównać jednej jednostki z kimś zupełnie innym.
Każde dziecko i jego problemy są wyjątkowe, jednocześnie – ten sam problem u
dwóch różnych młodych ludzi, wywołuje zupełnie inne następstwa.
Warto też pamiętać, że jest to ostatni okres, w którym można wpływać w
sposób skuteczny na somatyczne oraz psychiczne właściwości naszego dziecka. Trzeba
też pamiętać, że niewłaściwe oddziaływania czy też ich proporcje, mogą wpłynąć
negatywnie i ukształtować jednostkę nie tak, jak byśmy tego chcieli, ze szkodą
dla niej samej. Dlatego też, czasem wybiera się np. psychologiczne wzmacnianie jej psychiki,
modelowanie zachowań i pomoc w rozwiązywaniu problemów osobistych. Lepiej pomóc dzieciakowi, nawet kosztem wyposażania go w tym czasie w podręcznikową wiedzę i umiejętności szkolne. Często –
za przyzwoleniem domu, dysfunkcyjnego, oczekującego pomocy i wsparcia lub też
wyręczenia, pracuję z dzieckiem ucząc go podstawowych umiejętności,
pozostawiając czas na późniejsze nadrobienie zaległości, uzupełnienie wiedzy. Nauka to kwestia chęci i czasu, pewnej dojrzałości i odczucia potrzeby.
Często też
sytuacje rodzinne (ubóstwo, alkoholizm, przemoc w domu, choroba rodziców,
wyjazdy i opieka rodzin zastępczych) zakładają, że niewątpliwe trudności
dziecka potęgują się.
Wiek dorastania to przecież okres wzmożonej
emocjonalności, niezwykłej intensywności oraz żywiołowości przeżyć, które tkwią
w młodzieży jeszcze przez wiele lat. Chwiejność emocji, nadmierne wzruszanie
się i przeżywanie, współodczuwanie a zaraz potem, okazywana twardość,
nieugiętość czy okrucieństwo są dla tego wieku typowe.
Najbardziej charakterystyczne dla tego wieku potrzeby to przynależność do
grupy koleżeńskiej, "paczki" oraz samodzielności i niezależności. To, czego młody
człowiek nie znajduje wśród bliskich dorosłych czy w oczach nauczycieli –
otrzymuje w wyniku współdziałania z rówieśnikami w grupach często o charakterze
przemocowym, przestępczym – młodzi ludzie identyfikują się bowiem ze sobą ale i z pewnym stylem życia, przejmują wzorce i opinie, pragną
w ten sposób współdziałać i uczyć się współpracy, rozładować napięcia
pojawiające się w kontaktach z dorosłymi.
To tu, mają zapewnione poczucie
bezpieczeństwa, często w opozycji do świata naszych wartości i do nas, osób dorosłych.
Manifestują swą odrębność, potrzeby, często kontestując uznane zdobycze, wartości, osiągnięte cele i
prawidłowości funkcjonujące w świecie dorosłych.
Rodzina i....
Każdemu wydaje się, że rodzina to tylko ja i ty (para) oraz nasze dzieci. Jeśli one są oczywiście. Nikt inny i nic nie ma na nie wpływu, tylko my - ich rodzice. Bajka...
Tak naprawdę rodzina zawieszona jest w ogromnej bańce problemów - co jeść, gdzie dokonywać zakupów, o czym rozmawiać, czy pozwolić na, jak wychować, w jaki sposób się utrzymać, jak planować wakacje.... Wybory...
Mnóstwo tematów pojawiajacych się przy stole, dzięki przeczytanej książce lub gazecie, dzięki odbytej rozmowie w pracy, bo problem.... bo wspomnienia.... bo tak nas wychowali....
Ta bańka i przestrzeń, to także otaczajacy nas świat, pędzący w pośpiechu, mało wrażliwy, wymagający, budujacy wyzwania oraz wiążący nas zobowiązaniami.... Ale prócz banków, kredytów i domu, jaki trzeba wyposażyć, są marzenia, są pragnienia i są cele jakie sobie wyznaczamy. Te niematerialne. Te uczłowieczające nas.
Jeśli są nam właściwe, bliskie i rozsądne oraz podążamy w ich głąb zgodnie z marzeniami i planami, z tym jacy jesteśmy i co jest dla nas ważne, to utrzymujemy się w ekologicznym, naturalnym nurcie.
Ekologicznie można jeść, wypoczywać czy wychowywać, można oszczędzać zasoby środowiska i kochać wszystko to, co żywe, nie szkodząc.
O wychowaniu i budowaniu rodziny - napiszę w ekologii problemów rodzinnych.
O tym jak żyć, by nie szkodzić środowisku - w publikacjach "zielono mi". Eko spanie i jedzenie, wypoczynek.
O odnawialnych źródłach energii, jak z nich korzystać - napomknę tylko, i pokieruję dalej, bo wiem, że warto mniej płacić za coś, co dostajemy wszyscy by nas grzało, dawało nam i światło i ochłodę. Za wodę i słońce.... Wykorzystać to co dookoła a nie niszczyć zasoby bezpowrotnie.
O tym co wolno a czego powinniśmy się wystrzegać w rodzinie, układach rodzinnych, trochę o psychologii i o stosunkach ludzkich, o pułapkach w jakie wpadamy.... mojej domenie - z przyjemnością w każdym moim poście i we wpisach. Czytajcie, dzielmy się tym - co mamy...
Tak naprawdę rodzina zawieszona jest w ogromnej bańce problemów - co jeść, gdzie dokonywać zakupów, o czym rozmawiać, czy pozwolić na, jak wychować, w jaki sposób się utrzymać, jak planować wakacje.... Wybory...
Mnóstwo tematów pojawiajacych się przy stole, dzięki przeczytanej książce lub gazecie, dzięki odbytej rozmowie w pracy, bo problem.... bo wspomnienia.... bo tak nas wychowali....
Ta bańka i przestrzeń, to także otaczajacy nas świat, pędzący w pośpiechu, mało wrażliwy, wymagający, budujacy wyzwania oraz wiążący nas zobowiązaniami.... Ale prócz banków, kredytów i domu, jaki trzeba wyposażyć, są marzenia, są pragnienia i są cele jakie sobie wyznaczamy. Te niematerialne. Te uczłowieczające nas.
Jeśli są nam właściwe, bliskie i rozsądne oraz podążamy w ich głąb zgodnie z marzeniami i planami, z tym jacy jesteśmy i co jest dla nas ważne, to utrzymujemy się w ekologicznym, naturalnym nurcie.
Ekologicznie można jeść, wypoczywać czy wychowywać, można oszczędzać zasoby środowiska i kochać wszystko to, co żywe, nie szkodząc.
O wychowaniu i budowaniu rodziny - napiszę w ekologii problemów rodzinnych.
O tym jak żyć, by nie szkodzić środowisku - w publikacjach "zielono mi". Eko spanie i jedzenie, wypoczynek.
O odnawialnych źródłach energii, jak z nich korzystać - napomknę tylko, i pokieruję dalej, bo wiem, że warto mniej płacić za coś, co dostajemy wszyscy by nas grzało, dawało nam i światło i ochłodę. Za wodę i słońce.... Wykorzystać to co dookoła a nie niszczyć zasoby bezpowrotnie.
O tym co wolno a czego powinniśmy się wystrzegać w rodzinie, układach rodzinnych, trochę o psychologii i o stosunkach ludzkich, o pułapkach w jakie wpadamy.... mojej domenie - z przyjemnością w każdym moim poście i we wpisach. Czytajcie, dzielmy się tym - co mamy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)