poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Najbliżej życia... O edukacji włączającej

Kto chce, umie i potrafi wytrzymać bliskość... Powiedzieć "znam, rozumiem, lubię go/ją takiego/taką, jaki/jaka jest. 

Poznać i być jak najbliżej życia. Doświadczyć...

Żeby się nauczyć tak naprawdę tej bliskości, poczuć ją i przybliżyć się do drugiego, nie wystarczy czytać o tym czy też wziąć udział w jednorazowym kursie. Taka przygoda, doświadczenia - i złe, i dobre, i trudne i rozwijające, uwypuklają się z czasem z mocnym akcentem i wykorzystaniem znaczenia i wagi tych rozlicznych umiejętności (i ich kompilacji), które rozwijaliśmy w ramach różnych doświadczeń, spotkań, rozmów czy wreszcie w ramach przedmiotów szkolnych.

Ważne jest też to, że tak naprawdę zdobywamy je i potwierdzamy w kontekście codziennego rozwiązywania problemów, stawania w szranki, konkurowania, zmagania z samym sobą, wysiłku ponad stan, ale też - współpracy w grupie. 

Przykładowo - nawet uczenie się wiersza na pamięć, definicji czy zasad dynamiki Newtona to nie tylko trening poznawczy i poprawa naszej pojemności, ale także w dużej mierze - trening emocjonalny. Bowiem musimy szerzej potraktować to, co nowe i to co początkowo nas przerasta. Zdajemy sobie sprawę, że stajemy przed wyzwaniem jakie wymaga poradzenia sobie z zadaniem, pomimo doświadczanych trudności, obaw i braku natychmiastowych efektów. Mało tego, czasem też zmierzenia się z porażką w tym względzie. W tym procesie bierzemy pod uwagę całokształt funkcjonowania człowieka jako ucznia, jako studenta, kursanta a nawet wcześniej, przedszkolaka. 

Ważne są cechy jego osobowości, motywacja, kompetencje emocjonalne, a także wsparcie otrzymywane od innych. Po co nam wtedy mama, tata, instruktor, towarzysz, nauczyciel... No właśnie, po co nam te osoby.

Czy w procesie nauki, uczenia siebie i innych - edukacji - jesteśmy sami??? 

No nie.... Wtedy trochę działa siła przekazu, pasja uczącej nas osoby, stymulacja - oraz nasza podatność, ciekawość (poznawcza, świata, czujność), sprawczość, pasja i samodzielność. Nasza bardziej, ale i - towarzyszącej osoby, tutora, mistrza. 

A co z tymi, którzy już na starcie mają trudniej... Których biologiczne wyposażenie już na starcie ograniczyło, deficyty pogłębiły się. Którzy stracili w wyniku wypadku, choroby... Uszkodzenia, utraty... 

Co w sytuacji, gdy mówimy - możliwa jest tylko i aż, magiczna "edukacja włączająca". Wtedy wracamy do szerszego spojrzenia na inne atrakcyjne, kombinowane i łączone zgrabnie, różnorodne metody nauczania. Metody pamiętające o funkcjach tych co są i tych, co ich brakuje. Dzięki nim każdemu z uczniów możemy wskazać lub razem z nim odnaleźć, odkryć - najlepszy dla siebie, dla niego sposób nauki. 

I jeszcze, warte podkreślenia jest to, że szanse dotyczą też elastycznych sposobów, metod oceniania. Nie szeregujących, rangujących, ale z nastawieniem na motywowanie do rozwoju i na wskazywanie innych, mocnych stron uczniów, a nie jedynie błędów i odstępstw od przyjętych standardów. 



Wraca tu stara prawda, że ocena ma być środkiem do celu - a to przede wszystkim informacja zwrotna, wypowiedź o uczniu jako indywidualności, o dziecku jako podmiocie naszych działań, bo.... mamy nie tylko ocenić - ale docenić. Dostrzec połączenie wysiłku i pracy. 

A w swej warstwie informacyjnej wskazujemy w niej kierunek i sposób poprawy, postępu i kolejnych zadań do realizacji. 

Tak wiem, wymaga to czułości i postawy tolerancji, mądrości i otwartości na indywidualne cechy każdego z dzieci, i nieograniczonej cierpliwości, poszukiwania nowych metod w otwartości na jednostkę i jej rówieśników. Współpracy i wspierania w ich różnorodności... Tylko tak, damy radę rozwinąć się wszystkim. A nie w oderwaniu od tego co jest, jak jest. 

Zagłębieni w ich "inności". Z akceptacją. 

Odwagi... ja jestem, jak to powiedział - zapewniając o niesłychanej cierpliwości i akceptacji dla słabości i strachu innych, dla bezradności, choroby i stanu strachu... - Jezus. Do uczniów w łodzi. Na środku Genezaret. Tyberiadzkiego, i do Marii Magdaleny - na słowo RaBBUNI: "(...) NIE ZATRZYMUJ MNIE..... JESZCZE NIE WSZEDŁEM DO DOMU MOJEGO I TWOJEGO OJCA... TWOJEGO I MOJEGO BOGA, ...."  

;)))))

piątek, 12 kwietnia 2024

Po co mi mama? Tata?

Ostatnio bardzo często przychodzą do mnie zasmucone czy wręcz zapłakane (....) po kilku już słowach mamy dzieci, z pytaniem: "jak on czy ona mogą mi to robić..." (....) "Serce mi pęka, krzywdzi mnie - a ja go tak kocham, przecież urodziłam ją czy jego, jest dla mnie wszystkim. Jest całym moim światem (...)".

Urodziłam - to jedno, wychowałam lub przyzwyczaiłam, do pewnych stanów i sytuacji - a tu wszystko jest innaczej niż zamierzaliśmy. A ja, mama, patrzę, i cierpię... Dlaczego??? Ktoś mówi do mnie o moim dziecku, sama też często go doświadczam i widzę, wiem co potrafi...

 Każda z nas chce urodzić i donieść go/ją do nastoletniości. Tylko co potem? Już, już mam wrażenie, że staje na swoich nogach, lub tylko się podnosi z kolan... A tu - syneczek, córeczka nadal w symbiozie... Inaczej, nie inaczej. 

Tak, całe dni obawa, ból, wątpliwości i to, że zawiodło nasze oczekiwania. Z tego zbudowana jest mama, ale też tata. Z nadziei i poczucia krzywdy lub zawodu. A można powiedzieć, że spóźniona, że potem przychodzi weryfikacja. Czas "sprawdzania" i eksperymentowania: jak, w jaki sposób młody człowiek przystaje do rzeczywistości, w co go wyposażyliśmy, co sam zdobył, walcząc w świecie i mierząc się ze światem jako nastolatek. 

Jak go ukierunkowaliśmy. A może w ogóle do świata - nie przystaje? Do nikogo i do niczego... Nic nie wie. Zguba, zagubił się. Oślepł od świateł.

I co ja, jako mama - mogę, czego tak naprawdę chcę. Co jeszcze jestem w stanie zrobić, poprawić, przekształcić. Co wreszcie przyjdzie mi przeżywać... Co usłyszę. O nim, o niej, jakie zwrotne informacje, pochwały czy nagany o dziecku swoim usłyszę, co pomyślą i powiedzą?

Świat przyniesie odpowiedzi i dostarczy wielu informacji zwrotnych.





Przecież człowiek, jak światło i cień - nabiera kształtu, to nie jest woda. Bezkształtna. W całości tak mokra, nie "ściskliwa" i nie "kurczliwa" całość. Człowiek to nie tylko woda, nie woda, która przyjmuje jedynie kształt naczynia, jakie wypełnia.

To owoc.

Zwolnić się czy nie od całkowitej odpowiedzialności za owoc? Okopać i trwać... Przetrwać najgorsze? Zapaść się w sobie ze wstydu i smutku... Co robić jak rodzic żyjąc, z codziennym targaniem wnętrza, i odruchami serca. Czemu dać wiarę, czy działać - czy też może zamarznąć w sobie, przeczekać kryzys i liczne eksperymenty, próby. Uderzenia czy zarzuty. Może warto odpuścić... A może po prostu - odpuścić sobie. Coś zrobił już, zrobiłeś.

Jest tak wiele pytań, a odpowiedzi są niepewne, ryzykowne, mało standardowe. Bo nie ma tu standardu, brak uniwersalnego podejścia. Nawet trudno mówić o "racji" - bo o czyjej... 

Mama czy ojciec, zawsze będą jak mur, bęben, żywe ciało wobec którego nastąpi zwrot, wypłata - odpłata... Razy kierowane przez sprawcę, innego obcego, czy ofiarę naszej pociechy, poszkodowanego. Żonę lub męża, biorącego za siebie odpowiedzialność, za siebie i męża, czy za żonę w sumie. Skarżącego się na.... Co poprawiać wciąż musi. A nasze???? Kształtować się musi i będzie do końca życia, nabierać kolorów, nie płowieć, a wybarwiać się. A łatwe to wszystko nie jest, i nie będzie... 

Wychowanie to proces. Życie - to ogromny proces a nie stan, zmiana, jak w jądrze Ziemi. Zmiana energetyczna, czasem niszcząca i pochłaniająca, czasem - obdarowująca i dająca radość. 

Po owocach - wszystko to poznacie...