piątek, 8 marca 2013

Istoty mniejsze..... just call me human-being....

Wściekam się widząc, iż nadal potrzebna jest taka ilość społecznych akcji ratujących życie wilkom, wolność rysiom i innym drapieżnym w Polsce, w USA.... w chwilach gdy waży się ich życie. Zycie ich młodych które wykrada się z nor, z gniazd i legowisk.
Czy my naprawdę jesteśmy istotami myślącymi, czującymi. Czy można nam powierzyć czyjeś życie i bezpieczeństwo???
O kogo walczymy i dla kogo jest ten świat??? Czy tylko dla nas???
Faktycznie św. Franciszek jest ostatnią chyba ikoną w myśleniu "żyj i pozwól żyć innym", dla każdego jest kawałek ziemi pod tym wspólnym niebem.

Zaczynam wierzyć w to, że za chwilę dzikie zwierze o jakim oglądniemy pasjonujący film, polujące i igrające, opiekujące się potomstwem.... to będzie nasz własny i domowy kot. Wybić wszystko i wszystkie rasy  "konkurencyjne" jest w stanie chyba tylko człowiek. Będąc okrutnym, stanowczym, bezwzględnym.... bez litości i łzy, bez wyrzutu sumienia. Egoistyczny i zachłanny. palący i strzelający.... do uciekającej zwierzyny. Fotografie wyblakną, filmy - poginą. A nawet ogrody zoologiczne można będzie zaorać, bo zwierzaki nie wytrzymają tego "kurczenia się ich świata" .... oddadzą dobrowolnie lub w walce, zginą ostatnie....

Jeśli nie powiemy "nie", stop i wystarczy....
to dla naszych dzieci i wnuków.... nie zostanie z dzikiej przyrody nikt i nic....
Jak z rdzennych mieszkańców Ameryki, goląc im głowy, niszcząc kulturę i miejsca kultu Bogów, wyrywając ich atrybuty... i serca.... z nich też stworzyliśmy "salonowe pluszaki". Pluszaki o smutnych, szklanych oczach. Pijane, pijane "szczęściem" jakie im zafundowaliśmy....