Czasem mówi się "chcieć to móc", lecz niewielu chciałoby to połączyć: wysiłek i wolę realizacji. Determinację. W imię czego? Dla kogo niby miałoby to się "zadziać", na jak długo starczy nam zapału i sił?
Oczywiście gdy to jest ktoś bliski naszemu sercu, gdy go znamy i wtedy przychodzi nam go dopingować czy - obdarzać - takim trudem, poświęceniem, taką pracą.
Własnym wysiłkiem ale i, z troską, podkreślać swoje i jego zasługi (jego - jako pokornego i posłusznego biorcy...).
Wtedy wysilanie się, przychodzi nam łatwiej...
Jednak warto zdać sobie sprawę, że gdyby nie przymus czy sytuacja, czasem dług wdzięczności - nigdy nie zdecydowalibyśmy sami o tym wysiłku.
Przychodzi nam przekroczyć siebie.
Jednak warto zdać sobie sprawę, że gdyby nie przymus czy sytuacja, czasem dług wdzięczności - nigdy nie zdecydowalibyśmy sami o tym wysiłku.
Przychodzi nam przekroczyć siebie.
Swoje ograniczenia, chaos organizacyjny, czasem lenistwo czy brak dyscypliny.
Zwykłe odkładanie prac na potem, zajmowanie się tzw. byle czym - jakie przynosi nam radość, swobodę i daje rozrywkę...
Z czym się kojarzy wysilanie się??? Wysiłek...
A no z pracą, z zadaniem i terminem.
A no z pracą, z zadaniem i terminem.
Z czymś co występuje dodatkowo - ponad wymiarowo. Już chcielibyśmy wrócić do domu, pożegnać codzienne obowiązki - biuro czy szkołę...
A tu nagle - wysiłek, praca, trud i zwykle, towarzyszący temu dodatkowy czas, ten: zaplanowany i ograniczony, poświęcony z już posiadanego przecież małego zasobu - mój czas.
Ale my tego przecież się uczymy, bo mój czas także należy do innych, ma tę specyfikę, zazębia się i spotyka w "ludzkim spotkaniu" ale też gdy wspólnie "spędzam go z innymi", podczas wypoczynku czy wyjazdu chętnie go razem "trawimy, marnujemy czy przegadujemy". Pływamy, czytamy, siedzimy i po prostu - przegadujemy go czy śmiejemy się wtedy razem, czując że ciało i umysł się relaksują i chwytają balans...
Więc czemu mamy taki opór gdy połączymy go (musimy...) z wysiłkiem i pracą. Gdy okazuje się darowany ale też i - pozornie tracony, bezproduktywnie odebrany nam. I jeszcze - bez gratyfikacji, zadośćuczynienia.
A tu nagle - wysiłek, praca, trud i zwykle, towarzyszący temu dodatkowy czas, ten: zaplanowany i ograniczony, poświęcony z już posiadanego przecież małego zasobu - mój czas.
Ale my tego przecież się uczymy, bo mój czas także należy do innych, ma tę specyfikę, zazębia się i spotyka w "ludzkim spotkaniu" ale też gdy wspólnie "spędzam go z innymi", podczas wypoczynku czy wyjazdu chętnie go razem "trawimy, marnujemy czy przegadujemy". Pływamy, czytamy, siedzimy i po prostu - przegadujemy go czy śmiejemy się wtedy razem, czując że ciało i umysł się relaksują i chwytają balans...
Więc czemu mamy taki opór gdy połączymy go (musimy...) z wysiłkiem i pracą. Gdy okazuje się darowany ale też i - pozornie tracony, bezproduktywnie odebrany nam. I jeszcze - bez gratyfikacji, zadośćuczynienia.
Za "Bóg zapłać" czy jałowe i drobne "dziękuję ci".
Gdy wymaga tego sprawa... Gdy już to komuś obiecaliśmy...
Bo??? Bo...
Bo tego wymaga.
Bo potrzeba tej naszej zgody, naszego "tak".
Bo tego wymaga.
Bo potrzeba tej naszej zgody, naszego "tak".
Bo dojrzałość i odpowiedzialność kształtuje w nas przekonanie, że warto - bo bez wysiłku, coś wydaje się takie mało ważne, miałkie... Osiągnięte zbyt łatwo i szybko, tanie - tanie...
Bo ona rodzi systematyczność, gotowość i kształtuje charakter człowieka.
Wreszcie - wymaga żelaznej dyscypliny, punktualności i zaplanowania dnia i życia.
Czy teraz możemy nadal twierdzić, że wysiłek nie ma sensu. Że go nie warto czynić, że to tylko zewnętrzny lub wewnętrzny - wykształcony w nas przez rodziców lub społeczeństwo - przymus i nakaz??? Że tylko ten fakt czyni nas do niego zdolnymi?
Ależ ma znaczenie i ma wartość...
To, że nie wiąże się z nim korzyść ani zysk...
Bo ona rodzi systematyczność, gotowość i kształtuje charakter człowieka.
Wreszcie - wymaga żelaznej dyscypliny, punktualności i zaplanowania dnia i życia.
Czy teraz możemy nadal twierdzić, że wysiłek nie ma sensu. Że go nie warto czynić, że to tylko zewnętrzny lub wewnętrzny - wykształcony w nas przez rodziców lub społeczeństwo - przymus i nakaz??? Że tylko ten fakt czyni nas do niego zdolnymi?
Ależ ma znaczenie i ma wartość...
To, że nie wiąże się z nim korzyść ani zysk...
Ale i to, że jest immanentnie wpisany w życie, choć ten przymus - będziemy odczuwali i przeżywali zawsze. Lecz może właśnie przez ten fakt i dla niego - warto.
Bo bo życie nie składa się z samych tylko przyjemności i zabawy, z taniej rozrywki i mało ważnej wiedzy.
Czasem właśnie to przeżywane "trzeba" lub "muszę wstać i iść" - czyni z nas prawdziwych - kobietę lub mężczyznę, matkę czy ojca. Człowieka... Ludzi....
Czasem właśnie to przeżywane "trzeba" lub "muszę wstać i iść" - czyni z nas prawdziwych - kobietę lub mężczyznę, matkę czy ojca. Człowieka... Ludzi....


