środa, 20 listopada 2024

Pani Dobra Rada

Uwielbiam wszelkiego rodzaju doradców... Ekspertów którzy najpierw odmienili swoje życie, odkryli siebie na nowo, a teraz tę wiedzę tajemną chcą przekazać innym. 

Oni mają patent i sposób na wszystko, mają rację. Czasem nawet biorą za to spore pieniądze. Nie zaraz że towarzyszą, ale stawiają przed nami wyzwania, wytyczają cele, budują ścieżkę działań czy kariery - trochę jak w sporcie czy w wyczynie. Trening mentalny, połączony z obudową i nadbudową ideologiczną.

Przyspieszają zmianę nawet kosztem jej trwałości. Wydają poradniki lub cale książki... Lansują się w mediach, jak gdyby ich produkt był uniwersalny. Unikalny i uniwersalny jednocześnie... Są jak alchemicy, którzy pierwsi wpadli jak z ołowiu zrobić złoto, coś z niczego. 

Oddalają pracę i wysiłek, pot i łzy na rzecz "szczęśliwych rozwiązań". W ogóle są to takie oczywistości, że za chwilę głupio nam i żałujemy, że sami na to nie wpadliśmy. Rozwiązanie problemu było oczywiste i znajdowało się tak blisko, że tylko my mamy problem ze wzrokiem czy innymi doznaniami. Jasnowidze... Siedzą w naszych głowach, a my - w ich kieszeniach.

Co innego cała rzesza osób pomagających, przyjaciół, specjalistów "niższego rzędu" czyli tych co mozolnie służą na szczeblach przedszkoli czy szkół, diagnozując lub wspierając - pracują z dziećmi w grupie, w klasie. Wiecie, taki perm czy kreda... dinozaury dookoła, las paproci, grad meteorów i gdzieś tam - my... Archaiczne czasy, archaiczne metody - obserwacja, wywiad, zabawa, rysunek i rozmowa. 

Wiecie jak wygląda ta codzienność bez fajerwerków, makijażu i ulepszaczy??? No właśnie, to niezliczona ilość powtórzeń i prób, uników i kolejnych podejść. Reagowania na opór, negację a czasem na wycofanie się i ucieczkę. Taka ludzka codzienność, czasem nudna, często szara. 

Zbawcza misja, szereg niepowodzeń i jak borowiki w lesie, z rzadka - takie cuda. 

wtorek, 19 listopada 2024

Przemoc wobec dzieci

Dziecko ma prawa. Gdyby można było odwrócić proporcje - to te mniejsze dzieci, powinny mieć największe prawa - do życia, bezpiecznego i dostatniego oraz w ogóle, do przyjścia na świat chciane i kochane.

I te zwyczajowe, i te zapisane... Wszystkie one zostały nazwane i sformułowane w Międzynarodowej Konwencji Praw Dziecka, strzeże ich przyjęty międzynarodowy dokument, chroni Unicef. Już jutro my w Polsce będziemy obchodzić 35 rocznicę ratyfikacji tej konwencji. Z dumą... ale czasem z zakłopotaniem, co nam zostało i (z) czym żyjemy dziś. 

Prawie codziennie pojawia się informacja w mediach o krzywdzie dziecka lub dzieci, wiele z nich czeka na dom i kochającą rodzinę. W wypadkach - tracą rodziców lub innych bliskich. Dziecko ma gorzej, samo sobie nie może pomóc, postanowić, zmienić sytuacji tak łatwo i szybko, wyprowadzić się czy zadecydować o sobie. Jego autonomia jest zawsze warunkowa...

Jesteśmy na ulicy, w sklepie, w urzędzie czy na placu zabaw wielokrotnie świadkami nadużywania władzy i zwyczajnej przewagi przez dorosłych. Patrzymy, ale boimy się zareagować, wkroczyć, powiedzieć - wyrazić swoje zdanie... Ratować. Odnieść się do sytuacji kiedy dziecko reaguje niepokojem, krzykiem czy nieposłuszeństwem, bo może jest zmęczone... Oczekiwaniem, tłokiem, zamieszaniem czy krzykiem. W późnej godzinie popołudnia każdy miałby dosyć - ono też już swoje godziny spędziło w głośnej grupie w przedszkolu czy żłobku. Tak jak my - potrzebuje już ciszy, bezpiecznej przystani, spokoju. Kolejne zakupy, kolejka u lekarza czy droga w autobusie do domu, też męczą. Po kilku godzinach nie są żadną przyjemnością. Albo ogłupia je tablet, albo zagłusza hałas muzyki zapętlonej na hali marketu.

Jeśli widzimy już zniecierpliwionego rodzica, a czasem jesteśmy świadkiem poniżających wyzwisk, szarpania i bicia – musimy zareagować. Nie liczmy, że ktoś inny to zrobi za nas. Trzeba pokonać swój strach, obawę przed nadużyciem - poprosić spokojnie i stanowczo, by rodzic przestał. Warto opowiedzieć się po jego stronie - jest słabsze i samo się nie zasłoni, a przecież widzimy i wiemy - jak się czuje to dziecko, czasem samo mówi czego potrzebuje, kiedy indziej - zróbmy wysiłek i zadajmy to magiczne pytanie właśnie jemu.

A gdy zza ściany dobiega rozdzierający płacz i krzyk, trwa lub zrywa się z czasem, ktoś milknie, warto by samemu być spokojnym – po prostu zapukać do drzwi i sprawdzić, co się dzieje. 

Jeśli dzieje się źle – musimy dodatkowo zadzwonić na policję. To oni pomogą rozpoznać sytuację, a my - odzyskamy spokój. Wiem, istnieje obawa bo to nasz sąsiad. Bo spotykamy się w windzie. Obawa, że ktoś kogo znamy naje się wstydu, odczuje jakieś piętno, ocenę? Trudno. Czasem wstyd daje do myślenia. Czasem to pierwszy kro do zmiany, do zatrzymania się - opamiętania... 

Jeśli w końcu całe społeczeństwo zacznie reagować na przemoc wobec najmłodszych, powstanie nowa wartość - i nowa reguła: dziecko także zasługuje na szacunek. Może nawet zrealizujemy tę, jaka zarysowana jest na papierze. Dogonimy w końcu w tej dziedzinie postęp cywilizacyjny, jaki nastąpił gdzie indziej, a u nas - raczkuje.

Ostatecznie odniesiemy się w życiu i postępowaniu do słów Jezusa: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. No chyba, że nie uczyniliśmy!

piątek, 15 listopada 2024

Worek ziemniaków

Czasem gdy przypatruję się relacjom domowym oraz słucham wypowiedzi rodziców, zaczynam myśleć, że dzieci - lub tylko któreś dziecko są przeszkodą w realizacji planów, celów, kłopotem w karierze, kimś z kim się borykamy, bo potrzebuje czasu i uwagi. Rodzic chce się rozwijać i zmieniać, budować swój potencjał, kończyć kolejne studia i kursy... Awansować, móc zostać w pracy po godzinach, uczestniczyć w spotkaniach integracyjnych nawet gdy ma do przygotowania wigilijne przysmaki. Podróżować bez "przeszkód" i hałasu. Bawić się lub wykańczać dom - gniazdo, ale "coś", "ktoś" wiecznie wiąże go i domaga się obecności, wyłączności - poświęcenia... Przytulenia na dobranoc. Poczytania przed snem. No właśnie...

W imię czego i w jakiej perspektywie - dla kogo podejmujemy te starania. My dorośli, w dłuższej perspektywie samotni i oderwani od korzeni. Dopiero sami domagaliśmy się czasu i miejsca w życiu naszych rodziców i bliskich, cieszyły nas wspólne święta, wakacje i podróże. Teraz nie chcemy, i nie dajemy tego samego, (nie "podajemy" dalej).

Dokąd zmierzamy, i co stanie się z tymi domami i gniazdami z chłodnym wnętrzem. Wyłożonymi marmurami i pięknym drewnem, betonem komórkowym i stalą. Oderwanymi od ziemi. Oderwanymi od serca... Wyrwanymi z ramion czułych i ciepłych.

Nikt potem - tak jak matka, rodzic, nie nauczy i nie zapewni dobrej, pierwotnej więzi, nie nada sensu pierwszym latom życia. Macierzyństwo to nie tylko uprać, ugotować i nakarmić, ubrać czysto i wypchnąć z domu, to też nie zapłacić za zajęcia i  zawieźć... 

Nie traktujmy dzieci na równi z workiem ziemniaków, które da się dostarczyć i które zabezpieczają nas na zimę, zimę życia... Bo szybko staniemy się samotni w przestrzeniach pustych domów - jakich nie ogrzeje pompa ciepła czy piec konwekcyjny... 

Każda relacja jest niepowtarzalna, i każda ma swój czas...

Ma własną drogę, chwilę i moment... swój bieg.

czwartek, 14 listopada 2024

Nie moje dziecko!!!

Wypowiedzi rodziców już coraz mniej mnie zaskakują, mniej poruszają, im bardziej oderwane są od rzeczywistości, od tematu rozmowy i spotkania. Coraz mniej nawiązują do osoby, która uczestniczyła w zdarzeniu. Wszystko dziś jest zaskoczeniem dla rodziców, zwykle - niemiłym... Na samą propozycję, by przyszli na rozmowę, i że podczas niej będzie kilka osób... już uruchamiają się wszelkie obrony. 

Hasłami jakie budzą u mnie uśmiech, ale nie zrozumienie czy wzruszenie, są: 

Moje dziecko jest niewinne. To nie on/ona... Ono nic nie zrobiło... Broniło się tylko.

Proszę mi pomóc, proszę to załatwić. Dla nas zabrakło (czasu, terminu, uwagi, pomocy).

Żądam... Nie wyobrażam sobie. Jak mogło to właśnie nas spotkać.

To nie ja powinnam dziś tu być, wyjaśniać, wstydzić się -  to znów jakaś on/ona... To oni powinni inaczej wychowywać, zakazać, zmienić się i to szybko, odejść, wypisać się...

Nigdy nie używa takich słów, nie on/ona. Uczymy zupełnie czegoś innego. 

To klasa/grupa. To szok dla nas wszystkich. Był/była zaskoczona.

Uwzięli się...

….

Nie ma już dawno w rozmowie otwartości, gotowości, pokory. Nie ma też spokoju, raczej bliżej wszystkim do histerii. Nie ma rozmowy, jest starcie, spięcie lub walka, przepychanie się, szturmowanie... odwoływanie się do...

Do kogo. Kto jeszcze ma tu być. Prócz nas... Tyle miejsca, tyle zadań - i brak ochoty do zmiany w sobie oraz chęci, by wysłuchać do końca. Przecież jakiś "inny" nie może mieć racji...

piątek, 24 maja 2024

Do szeolu

Najpierw trzeba zstąpić do szeolu, by z niego wyjść. Upadać tyle razy - ile trzeba, wypada, można. Ile wlezie. Potem szukać podparcia, ściany, sprawdzić jak głęboka jest czeluść, jama czy woda.
Przypomina mi się technika uczenia mojego ojca. Nie wiem czy tak uczył, przepytywał mnie tylko - czy moją siostrę a potem, długo długo - i brata. Bo moich braci bliźniaków - nie poznał... nie zaznał zbyt długo, tylko i aż, przez całą ciążę. A ja...
Technika pływania. Morze, polskie morze, woda 14-17 a może 20 stopni... mam 7-9 lat. Trzyma moje ręce, jestem na brzuchu w wodzie. jak deska, krzyczy. Usztywnij się - nawija, myśląc pewnie, że ja wiem o co chodzi, o co come-on.
I kolejny raz w życiu, szlag, idę na dno... ale takie bliskie. Tylko woda szczypie, bo słona. Nie wiem czy jeszcze moje łzy, nie dodają jej smaku. Myślę o wszystkich księżniczkach, co te łzy wylewały... ale ich musiało przede mną być.
A ślimaki na ręce, na fotkach w Przegorzałach. A moja spódniczka w kratę. A szalik - wiązany koledze Grześkowi w przedszkolu. A pierwszy papierosek, płonący stóg słomy. Nie siana. Słomy, jaka miała grzać truskawki na grządkach. 
Kto to spisze??? Kto zapamięta. Kto wróci w tamte momenty i chwile. Kto ma to w oczach - te obrazy, wspomnienia, ludzi. Sytuacje, postęp. Wszystkie ryzyka, Rzeczy piękne i nowe, i straszne, i głupie... jak Orla perć - która mami i zachęca. Góry mówią że zawsze dasz radę, jak mój tata kiedyś powtarzał. Zawsze, a co... Kiedyś nie dałaś (jej)?
Ojciec "dobra rada". Nie zwyczajny.... psycholog "dobra rada". Też nie. Człowiek. Ja - jak ty i ja. Nie mechaniczna, nie sztuczna, a inteligencja....
Niemierzalna, i dobrze. Bajeczna i kolorowa, i ok.
Zdrowa, chichot tu - a chora. Uśmiechnięta, bo obudzona. Ale jak można nie budzić takiego dobra, jak się je ma w pobliżu...
Nie niszczyć, nie drzeć, budzić - nie burząc. Mieć, a nie posiadać. Pytać, a nie czekać na odpowiedź. Milczeć wewnątrz. Słodko patrzeć. Słodycz jeść. Łkać - jak obolała, jak wykorzystana. Jak tank.... Otrzepać się, wstać, i jechać dalej... Jak tank. Jak młodzi wilcy. Jak byk, taurus... któremu świeci tylko jedna gwiazda, i wskazuje tylko czas, bez granic, zbudowany z miłości... dla nas. Za horyzont.
Tam gdzie droga, i to ta, co nie daje stęchłym zapachem... Prawdziwa, nie z "etykietą zastępczą", prawdziwa i ogromna, oddalona Droga Mleczna.
Raj. Zwariować idzie. Zwariować jest!!!! Lepiej już zwariować, niż szalonym i ślepym - być z wyboru!!!! Dzikim, jak koper i jak źrebak. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Najbliżej życia... O edukacji włączającej

Kto chce, umie i potrafi wytrzymać bliskość... Powiedzieć "znam, rozumiem, lubię go/ją takiego/taką, jaki/jaka jest. 

Poznać i być jak najbliżej życia. Doświadczyć...

Żeby się nauczyć tak naprawdę tej bliskości, poczuć ją i przybliżyć się do drugiego, nie wystarczy czytać o tym czy też wziąć udział w jednorazowym kursie. Taka przygoda, doświadczenia - i złe, i dobre, i trudne i rozwijające, uwypuklają się z czasem z mocnym akcentem i wykorzystaniem znaczenia i wagi tych rozlicznych umiejętności (i ich kompilacji), które rozwijaliśmy w ramach różnych doświadczeń, spotkań, rozmów czy wreszcie w ramach przedmiotów szkolnych.

Ważne jest też to, że tak naprawdę zdobywamy je i potwierdzamy w kontekście codziennego rozwiązywania problemów, stawania w szranki, konkurowania, zmagania z samym sobą, wysiłku ponad stan, ale też - współpracy w grupie. 

Przykładowo - nawet uczenie się wiersza na pamięć, definicji czy zasad dynamiki Newtona to nie tylko trening poznawczy i poprawa naszej pojemności, ale także w dużej mierze - trening emocjonalny. Bowiem musimy szerzej potraktować to, co nowe i to co początkowo nas przerasta. Zdajemy sobie sprawę, że stajemy przed wyzwaniem jakie wymaga poradzenia sobie z zadaniem, pomimo doświadczanych trudności, obaw i braku natychmiastowych efektów. Mało tego, czasem też zmierzenia się z porażką w tym względzie. W tym procesie bierzemy pod uwagę całokształt funkcjonowania człowieka jako ucznia, jako studenta, kursanta a nawet wcześniej, przedszkolaka. 

Ważne są cechy jego osobowości, motywacja, kompetencje emocjonalne, a także wsparcie otrzymywane od innych. Po co nam wtedy mama, tata, instruktor, towarzysz, nauczyciel... No właśnie, po co nam te osoby.

Czy w procesie nauki, uczenia siebie i innych - edukacji - jesteśmy sami??? 

No nie.... Wtedy trochę działa siła przekazu, pasja uczącej nas osoby, stymulacja - oraz nasza podatność, ciekawość (poznawcza, świata, czujność), sprawczość, pasja i samodzielność. Nasza bardziej, ale i - towarzyszącej osoby, tutora, mistrza. 

A co z tymi, którzy już na starcie mają trudniej... Których biologiczne wyposażenie już na starcie ograniczyło, deficyty pogłębiły się. Którzy stracili w wyniku wypadku, choroby... Uszkodzenia, utraty... 

Co w sytuacji, gdy mówimy - możliwa jest tylko i aż, magiczna "edukacja włączająca". Wtedy wracamy do szerszego spojrzenia na inne atrakcyjne, kombinowane i łączone zgrabnie, różnorodne metody nauczania. Metody pamiętające o funkcjach tych co są i tych, co ich brakuje. Dzięki nim każdemu z uczniów możemy wskazać lub razem z nim odnaleźć, odkryć - najlepszy dla siebie, dla niego sposób nauki. 

I jeszcze, warte podkreślenia jest to, że szanse dotyczą też elastycznych sposobów, metod oceniania. Nie szeregujących, rangujących, ale z nastawieniem na motywowanie do rozwoju i na wskazywanie innych, mocnych stron uczniów, a nie jedynie błędów i odstępstw od przyjętych standardów. 



Wraca tu stara prawda, że ocena ma być środkiem do celu - a to przede wszystkim informacja zwrotna, wypowiedź o uczniu jako indywidualności, o dziecku jako podmiocie naszych działań, bo.... mamy nie tylko ocenić - ale docenić. Dostrzec połączenie wysiłku i pracy. 

A w swej warstwie informacyjnej wskazujemy w niej kierunek i sposób poprawy, postępu i kolejnych zadań do realizacji. 

Tak wiem, wymaga to czułości i postawy tolerancji, mądrości i otwartości na indywidualne cechy każdego z dzieci, i nieograniczonej cierpliwości, poszukiwania nowych metod w otwartości na jednostkę i jej rówieśników. Współpracy i wspierania w ich różnorodności... Tylko tak, damy radę rozwinąć się wszystkim. A nie w oderwaniu od tego co jest, jak jest. 

Zagłębieni w ich "inności". Z akceptacją. 

Odwagi... ja jestem, jak to powiedział - zapewniając o niesłychanej cierpliwości i akceptacji dla słabości i strachu innych, dla bezradności, choroby i stanu strachu... - Jezus. Do uczniów w łodzi. Na środku Genezaret. Tyberiadzkiego, i do Marii Magdaleny - na słowo RaBBUNI: "(...) NIE ZATRZYMUJ MNIE..... JESZCZE NIE WSZEDŁEM DO DOMU MOJEGO I TWOJEGO OJCA... TWOJEGO I MOJEGO BOGA, ...."  

;)))))

piątek, 12 kwietnia 2024

Po co mi mama? Tata?

Ostatnio bardzo często przychodzą do mnie zasmucone czy wręcz zapłakane (....) po kilku już słowach mamy dzieci, z pytaniem: "jak on czy ona mogą mi to robić..." (....) "Serce mi pęka, krzywdzi mnie - a ja go tak kocham, przecież urodziłam ją czy jego, jest dla mnie wszystkim. Jest całym moim światem (...)".

Urodziłam - to jedno, wychowałam lub przyzwyczaiłam, do pewnych stanów i sytuacji - a tu wszystko jest innaczej niż zamierzaliśmy. A ja, mama, patrzę, i cierpię... Dlaczego??? Ktoś mówi do mnie o moim dziecku, sama też często go doświadczam i widzę, wiem co potrafi...

 Każda z nas chce urodzić i donieść go/ją do nastoletniości. Tylko co potem? Już, już mam wrażenie, że staje na swoich nogach, lub tylko się podnosi z kolan... A tu - syneczek, córeczka nadal w symbiozie... Inaczej, nie inaczej. 

Tak, całe dni obawa, ból, wątpliwości i to, że zawiodło nasze oczekiwania. Z tego zbudowana jest mama, ale też tata. Z nadziei i poczucia krzywdy lub zawodu. A można powiedzieć, że spóźniona, że potem przychodzi weryfikacja. Czas "sprawdzania" i eksperymentowania: jak, w jaki sposób młody człowiek przystaje do rzeczywistości, w co go wyposażyliśmy, co sam zdobył, walcząc w świecie i mierząc się ze światem jako nastolatek. 

Jak go ukierunkowaliśmy. A może w ogóle do świata - nie przystaje? Do nikogo i do niczego... Nic nie wie. Zguba, zagubił się. Oślepł od świateł.

I co ja, jako mama - mogę, czego tak naprawdę chcę. Co jeszcze jestem w stanie zrobić, poprawić, przekształcić. Co wreszcie przyjdzie mi przeżywać... Co usłyszę. O nim, o niej, jakie zwrotne informacje, pochwały czy nagany o dziecku swoim usłyszę, co pomyślą i powiedzą?

Świat przyniesie odpowiedzi i dostarczy wielu informacji zwrotnych.





Przecież człowiek, jak światło i cień - nabiera kształtu, to nie jest woda. Bezkształtna. W całości tak mokra, nie "ściskliwa" i nie "kurczliwa" całość. Człowiek to nie tylko woda, nie woda, która przyjmuje jedynie kształt naczynia, jakie wypełnia.

To owoc.

Zwolnić się czy nie od całkowitej odpowiedzialności za owoc? Okopać i trwać... Przetrwać najgorsze? Zapaść się w sobie ze wstydu i smutku... Co robić jak rodzic żyjąc, z codziennym targaniem wnętrza, i odruchami serca. Czemu dać wiarę, czy działać - czy też może zamarznąć w sobie, przeczekać kryzys i liczne eksperymenty, próby. Uderzenia czy zarzuty. Może warto odpuścić... A może po prostu - odpuścić sobie. Coś zrobił już, zrobiłeś.

Jest tak wiele pytań, a odpowiedzi są niepewne, ryzykowne, mało standardowe. Bo nie ma tu standardu, brak uniwersalnego podejścia. Nawet trudno mówić o "racji" - bo o czyjej... 

Mama czy ojciec, zawsze będą jak mur, bęben, żywe ciało wobec którego nastąpi zwrot, wypłata - odpłata... Razy kierowane przez sprawcę, innego obcego, czy ofiarę naszej pociechy, poszkodowanego. Żonę lub męża, biorącego za siebie odpowiedzialność, za siebie i męża, czy za żonę w sumie. Skarżącego się na.... Co poprawiać wciąż musi. A nasze???? Kształtować się musi i będzie do końca życia, nabierać kolorów, nie płowieć, a wybarwiać się. A łatwe to wszystko nie jest, i nie będzie... 

Wychowanie to proces. Życie - to ogromny proces a nie stan, zmiana, jak w jądrze Ziemi. Zmiana energetyczna, czasem niszcząca i pochłaniająca, czasem - obdarowująca i dająca radość. 

Po owocach - wszystko to poznacie... 

czwartek, 18 stycznia 2024

Bycie nowym i anonimowym


Każdy z nas jest jak warowny zamek otoczony fosą, ale przecież i on czeka na zamieszkanie w nim

Każdy z nas, jak tu stoimy - w środowisku w jakie wchodzi klasie, pracy, miejscu jakie poznaje - najpierw próbuje się wpasować, rozeznać a potem dopiero prezentuje swoje zdanie, przekonania, sądy czy wartości... W naszym najlepszym interesie i dbając o poczucie bezpieczeństwa, nie narażamy się na potencjalne urazy, na odparowanie ataku czy odepchnięcie. 

To co staramy się wypowiedzieć i jak zaistnieć, jest okrojone i dostosowane do okoliczności zewnętrznych. Zbyt duże ryzyko po prostu się nie opłaca. Boli... Wraca dana sytuacja i uderza w nas samych ze zdwojoną siłą. Możemy tego pożałować.  Dlaczego? Bo drugiej szansy już nie dostaniemy...

Ludzie są pamiętliwi. Prędzej zapominają i wybaczają sobie, tłumacząc się - niż drugiemu. Stwarzają kolejne sytuacje ryzyka, prowokują, by konflikt trwał i się zaognił... Jątrzą gdy trzeba, by wyjść na lepszych, niż są. Wynika to z prawdziwej małostkowości, ograniczenia i niskiej samooceny. Depcząc innych i zrzucając z drabiny prościej dostać się na szczyt, niż ciężko pracując każdego dnia, oddając się chwili. Można wiele przegrać, nie zyskując niczego... Można też zostać zupełnie samemu.


Można też być outsiderem, nikim ważnym. W oddaleniu, trzymając się na zewnątrz grupy. Nie ryzykuję wtedy odrzucenia, bo się nigdy nie zbliżam. Ale żal tylko, że nawet podobni sobie - nie wspieramy się, nie otaczamy opieką. 

Człowiek, nie zawsze okazuje człowiekowi przychylność i obdarza uśmiechem. Raczej towarzyszy mu zacięta twarz i upór w relacji, w grupie, bez porównania. Skąd to wszystko, gdzie upatrywać pomysłu na zmianę. Szukam rozwiązań, rozbijam komitywy, układy, i zawsze wspieram jednostkę. Najwyżej do niej kieruję podpowiedzi, co zmienić, co robić a czego nie... 

Boli mnie zawsze ta bezrefleksyjna i buńczuczna siła i uderzenie grupy. To "ich" dobro ważniejsze niż ofiary, niż "nowej osoby". My nie musimy, ale ona/on powinna... Robi się trudno, i robi się smutno.