Różnice tkwią nie tylko w słowie, w przedmiotach, w szczegółach - lecz w człowieku...
Nie brońmy się przed nimi. Otwierajmy się na te drobne szczegóły jakie nas dookreślają.
Chcesz zebrać kosz pełen grzybów... idź tam gdzie chcesz a nie tam gdzie musisz!!!
Dla części ludzi to "jedno i to samo"... "masło maślane" jak nazwalibyśmy to wykorzystując powszechnie używany pleonazm. Dwie postawy - choć przecież całkiem różne i mające u źródeł inną motywację, zlewają się tym samym - w jedno. Przenikają się tak, że dopiero po dłuższym zastanowieniu - odróżniamy je i dostrzegamy ich specyfikę... Tak... Po dłuższym poznaniu. Doświadczaniu...
Tę różnicę możemy zrozumieć właśnie z pewnej perspektywy, po latach. Ocenić ją, wtedy gdy trochę przeżyjemy... Gdy uzasadnimy rodzaj naszej aktywności - przyjrzymy się motywom i poziomowi jej zaangażowania. Zadamy sobie pytanie nie - co robić i czego nie, ale jak naprawdę pragniemy żyć....
Dzieje się tak zwykle po przeżyciu kilkudziesięciu lat i doznaniu wielu dobrych, lepszych oraz tych - niekoniecznie miłych rzeczy... Nie wcześniej.
Bo wcześniej, czyli w bardzo młodej dorosłości - wszystko się nam gmatwa, czasem z powodu niekonsekwencji, zagubienia, niepewności jaką odczuwamy, a kiedy indziej, właśnie przez nią. Bo ktoś inny zawsze decyzje podejmował za nas. Przez ten upór człowieczy... Ale i przez rezygnację z siebie, gubimy zapał i kierunek. I nasze doznanie i przeżywanie rzeczywistości często określamy jako "mieszane" lub bez satysfakcji. Czy też - określamy nasze życie i poziom satysfakcji jako "nie do końca zadowalające/y". No bo... Jestem spłoszony... jestem samotny... Nie odczuwam szczęścia. Nie czuję też nic pozytywnego. Żadnych wibracji...
Kiedy się poświęcamy czujemy przymus, najpierw zewnętrzny: trzeba, powinno się, jesteś mu to winny (pamięć o kimś? wspomnienie obietnicy?), bo... tak cię wychowałam (mama?). Bo "tak wypada" (ale jak?)... i wiele wiele innych "podpowiedzi" ukierunkowujących naszą rosnącą bezradność i brak pasji, zapału... One stają się konstruktami w naszej głowie od jakich ciężko się uwolnić. Są jak scenariusz czy mapa naszej aktywności. Wciąż czujemy się winni i w obowiązku...
Brak odczuwania satysfakcji rośnie szybciej, niż jesteśmy w stanie znaleźć kolejne uzasadnienie. Poświęcenie zakłada ten przymus, można się poświęcić dla rodziców - zostając na zawsze samotnym, z nimi w pustym domu, bez przyjaciela czy męża... swojej rodziny i dzieci. Nie ryzykować w ten sposób. Oddać się temu co znane - choć coraz trudniejsze. Niezrozumiałe! Można poświęcić "życie innych" w imię niepisanych zasad: zakładając, że siostra zaopiekują się niepełnosprawnym bratem. Ułożyć mu/jej przyszłość pod nasze dyktando, nie pytając o wolę i o decyzję. Można - już bardziej świadomie, myśląc i parafując ten fakt - oddać swój organ, narząd, szpik czy krew i osocze - innej osobie. A nawet jak w czasie wojny miało to miejsce, swoje życie...
Można poświęcić się czemuś lub komuś... Malarstwu i rzeźbie (Frida czy kochanka Rodena - słynna rzeźbiarka, ale dopiero po śmierci - Camille Claudel) bo uważam, że tylko ja tak mogę i potrafię. Tylko ja tak piszę, namaluję i wykreuję z bloku marmuru, tak zaśpiewam - choć ktoś inny będzie na tym żerował, pasł się... Bo ma nazwisko, pieniądze, sam jest autorytetem lub ma znajomości. Być może wstępnie będę żyła w "jego" cieniu... Jest znany, a ja zajmę się jego chorobą lub niepełnosprawnością... Jego charakterem...
Nie tak. Nie tylko tak... Choć cel, by tworzyć i móc działać czasem był tylko tak możliwy do osiągnięcia. Zostać pasjonatem - o tak!!! Trwać, być. Zostać zapamiętanym. W innym przypadku - koszt przewyższa zysk (tu poszukaj... Sylwia Plath i jej poezja).
No właśnie, a kim jest pasjonat?. Zaangażowanym na 100% człowiekiem, gotowym wejść w nieznaną dolinę - w jaskinię gdzie trzeba zaryzykować. Żyć pełnią życia i tworzyć, budować i być prawdziwym autorem "twórcą swojej rzeczywistości"...
Ufać sobie i żyć, w pełni i "na całej petardzie" jak pisał o swoim byciu i aktywności śp. ks. Jan Kaczkowski - doskonały ksiądz i opiekun hospicjum. Do samego końca życia pracujący i pomagający ludziom, realizujący swoje trudne plany i wielkie, nieprzystające do jego osoby marzenia - jak mówili inni, nieprzystające do jego kruchej i wątłego zdrowia osoby.
Iść w to, na czym ci najbardziej zależy. Biec za marzeniem... Bo życie takie czy inne, jest niewiadomą - jest nieznane, nowe i tajemnicze.
Nowe - bo to tajemnica, sama w sobie... Dzikie i niepowtarzalne, tak - bo dla każdego jest totalnie inne, choćby jego scenariusz i wybory - wydawały się podobne, a jednak - życie jest największą tajemnicą.
Jak fragment obrazu. Nie widzisz reszty. Dopiero zaczynasz malować... pierwsze rysy.