Deprywacja przynosi nie tylko pierwsze symptomy w kolejnych tygodniach życia, ale jej sygnały nie mijają tak łatwo i szybko, jakbyśmy tego pragnęli.
Jednym z bardzo ważnych doświadczeń początkowych, jest drobna ale codzienna - powszechna z pozoru sytuacja, kiedy dziecko karmione piersią patrzy na matkę i nawiązuje z
nią kontakt wzrokowy – np. uśmiecha się, czeka na jej reakcję, gaworzy, dotyka, ściska czy podszczypuje... Pragnie jej tylko dla siebie. Ma do tego prawo... Tego się spodziewa.
W tym nawiązywaniu kontaktu wzrokowego my sami mamy do czynienia z pierwotną stymulacją i z budowaniem się wzorców kontaktu, jesteśmy świadkami tworzenia się #"neuronów lustrzanych", tak ważnych dla społecznego i emocjonalnego - prawidłowego rozwoju młodego człowieka...
Dlaczego ważny jest kontakt.
Dlaczego jest ważne jego bogactwo i urozmaicanie wzorców???
Bo istotny jest poziom relacji - nie tylko samo karmienie piersią. Wszak wiele matek szybko przechodzi na butelkę, nie wracając nigdy do piersi.
Ważne, żeby mimo wszystko - matka
odpowiedziała spojrzeniem na spojrzenie, zareagowała, a nie - na przykład - patrzyła wtedy w telefon, rozmawiała, robiła inne rzeczy - obiad, pranie, była pochłonięta jakąś rozmową... Inną relacją...
Aby deprecjonowała potrzeby swojego potomka, ignorowała go.
Wiele czynności jakie nas absorbują, powodują rwanie takiej więzi lub niebudowanie jej wcale, w życiu. Przez całe życie tak można, ale czy trzeba?
Zmiana osób opiekujących się dzieckiem i niski poziom bycia w relacji, powodują, że gubimy to "coś".
Jedynie czynności opiekuńcze - karmić, prać, zmieniać pieluchy, kąpać i wietrzyć - nie wystarczają. Nie zapewniają dobrego i prawidłowego rozwoju emocjonalnego - nie ofiarowują tego, co zdrowe i mądre, pełne równowagi. Wreszcie tego, co niezbędne na co dzień i konieczne dla właściwego wzrostu dziecka.
Zakończę ten wstęp do zjawiska "depresji u dzieci i młodzieży" - czyimś mądrym i pięknym zdaniem. Takim zdaniem, jakie oddaje sens pierwszych kontaktów z człowiekiem, z osobą ważną.
Zaproponuję takie znalezione zdanie specjalisty...
A propos jednej z ostatnich przed kwarantanną lekcji wychowawczych z jedną z moich klas 7, gdy w dniu kobiet omawialiśmy nie tylko znane kobiety (tu o aktywność poprosiłam chłopców, w trakcie zajęć). I wymieniali, te postaci i nazwiska jakie kojarzą, jakie zapadają lub w toku życia zapadły im w pamięć - było też trzech naszych uczniów Ukraińców - i oni dorzucili kobiety dla nich ważne - polityków i naukowców - wymieniali zasługi i osiągnięcia tych pań. Wymienili też dziewczynkę, która odważyła się zawołać, jak ważna jest dla niej planeta - GretęThunberg. Potem przeszliśmy do zwyczajnych, towarzyszących nam od lat w życiu kobiet - zawodów jakie wykonują: pielęgniarek, przedszkolanek, położnych... jakim zawdzięczają swoje zdrowie i życie... wreszcie po naprowadzeniu na cel - nauczycielek. Kobiet wokół nich. Nikt nie powiedział o mamie, a jedna osoba tylko - przez pomyłkę o wychowawczyni, bo nieobecna, bo chora... Bo jej nie ma długo. Ot - tak się jakoś wyrwało jej to sensowne pytanie i odpowiedź jednoczesna.
Te mądre słowa, o znaczeniu relacji, prawdziwej i głębokiej, wypowiedziała psychiatra, czynny terapeuta dziecięcy:
„Opieka przedszkolna powinna być podobna do domowej – małe grupy,
stali i niezmienni opiekunowie. To powinno być takie gniazdowanie”, powiedziała to - dr Jolanta Paruszkiewicz.
Czy można, czy powinno się w tej dobie, w czasie gdy tak liczne są zaburzenia - szczególnie zaburzenia depresyjne wśród młodzieży i dzieci, oraz inne choroby psychiczne. Gdy wzrasta wciąż ilość samobójstw wśród tej grupy, samotność i poczucie pustki, liczba samookaleczeń i prób samobójczych.
Czy można nadal mieć wątpliwości, co do znaczenia więzi??? Tej pozytywnej i co do samej roli kobiety w życiu maleńkiego dziecka??? Chyba nie.