poniedziałek, 15 maja 2017

Wybaczajmy i zapominajmy

Dwa zdarzenia nie przystające czasem do siebie, dwa światy trudne do pogodzenia... Rzeczywistości nie przystające, jak kąty w geometrii, płaszczyzny, jak figury...

Czasem jesteśmy gotowi przepracować jakąś trudną relację, podjąć decyzję o skutkach bolesnych i trudnych w warunkach wyższej konieczności. Odchodzący rodzice, umierając - przy łóżku proszą - o pogodzenie się i gest pojednania pomiędzy dziećmi czy wnukami. Pozostawiają do realizacji pakiet pilnych "zadań" do wykonania: - miłość, - odnowienie relacji, - słowo pierwszy raz wypowiedziane do siebie, od lat...
Zadanie domowe lub zadanie życiowe - "do wykonania". Czasem obarczają dodatkowo - swoją odpowiedzialnością, kiedy indziej, obwiniają za nieudolność i lata przeżyte w gniewie i nienawiści. Nie potrafią żyć i nie mogą odejść niespokojni o to, co pozostawiają.

Ludzkie relacje nie są łatwe, te w rodzinach - raczej kruche i delikatne, wrażliwe są na zmiany, naciski i ingerencje. Przestajemy się lubić, potępiamy za pojedyncze słowa, oddalając się - palimy mosty i zaminowujemy drogi prowadzące do zbliżenia i rozmowy. 

Czasem trzeba osób trzecich lub rodzinnej tragedii, by naprawić bardzo stare rany, pozwolić się im zamknąć, zabliźnić, zarosnąć świeżym mchem,pokrzywami, trawą - czy też - lepiej, bo cudownie, zalać je uzdrawiającymi: oliwą i winem...   

Nigdy nie wiemy, rozpoczynając cały korowód - czy nasza rozmowa i podjęte działania nie wywołają dużo trudniejszych emocji i bólu. Jaki będzie ich dalszy scenariusz i przebieg. Jednak noszenie w sercu bólu, pretensji i zawiści, cierpienie ponad miarę - a męczeńsko utrwalane, z czasem gorzej wygląda. A my - funkcjonujemy chorobliwie, jak zombie, fatalnie znosimy tę nienawiść, pogardę i złość w bezsilności.

Zadra pielęgnowana w sercu, działa na nas bardzo źle. Uzdatnia nas zbyt często do dalszego, konsekwentnego czynienia zła i paskudzenia wokół siebie... W innych obszarach, w stosunku do kolejnych ludzi - w domu i pracy... Potrzebujemy wtedy, tak sobie to tłumaczymy, dalszego udowadniania i uzasadniania tego, co robimy. Mówimy coraz odważniej, raniąc inne osoby, dlaczego cię nie lubię, gardzę tobą, śmieszysz mnie - myślimy to i wypowiadamy bez względu na konsekwencje, i tylko to, co złe - o drugim człowieku... 
Szukamy argumentów z czasem produkując kolejne... "tak, ale...": szykany, złośliwości - z lęku, złości i bezsilności - wskakujemy w ludzką pogardę.

Mamy szansę wybaczyć, nie musimy zapomnieć do końca. Ale takie pielęgnowanie urazy tylko szkodzi. Uleczenie zaś relacji - jest dojrzałą odpowiedzią na wiele trudnych emocji i na cierpienie. Uleczenie ducha i woli, miłość i jej rozpalenie w sobie - to ulga i powrót mocy człowieka. Jeśli nie możesz tego uczynić, zamilknij. 

Nie jesteś w stanie pokochać na nowo i zapomnieć???
Oddalić od siebie???
Przyjmij i ofiaruj to cierpienie i doznawane krzywdy dla i za innych, bardziej rozrywanych emocjami i życiem. Ofiaruj je w sercu Temu, który cię miłuje bez granic, bez warunków, bez wszystkich "ale". Bo zna siebie i zna ciebie, kocha -mimo wszystko, mimo tego ludzkiego brudu i naszych dołów.



 

Spacer po jednej pięciolinii

Spacer po tej samej pięciolinii, czy mogę tak nazwać to zapoznanie, tę aktywność???
Moment gdy chore lub mocno zagubione, zaburzone dziecko zaprasza mnie do swojego świata przeżyć, odczuć i związków. Do śladów jakie odcisnęli na nim ludzie, do swoich motyli i ptaków ale też do strachów i potworów... Bo ten świat czasem jest bajką i ułudą, a czasem mrocznym i fantastycznym horrorem bez wyjścia. Labiryntem w którym mrok z lubością przepędza dzień...

Zagubienie dziecka, zwłaszcza zanim zostanie zdiagnozowane przypomina jakąś malarską mroczność. Ten czas jest trudny dla wszystkich stron, jest w nim więcej pytań niż odpowiedzi. Każda osoba cierpi w tym oddaleniu, nieufności, w pytaniach i wątpliwościach - ale też w poczuciu winy jakie na siebie bierze, naciąga jak używaną skórę... 
Tak szybko padamy, rezygnujemy, załamujemy się. Porównujemy się do tych, co mają lepiej, są zdrowsi i piękniejsi, posiadają to, czego nam brak... 

Nie radzimy sobie z trudnością w jaką życie i los wrzuca nas jak wiśnię w kompot. 
Jak ciało w grób, w pustkę - jak zwierzę w pułapkę...

To zaproszenie do "wspólnej wędrówki po pięciolinii" jest pierwszą próbą nawiązania relacji, kontaktu, gdy nawet do współpracy i zrozumienia jeszcze daleko. 
To trochę tak, jak zobaczyć twarz nadziei, anioła... jak dostrzec światło. 
To trochę tak, jak barwa - zwiastun tęczy, danej od naszego Stwórcy, by zakończyć potop, deszcz, powódź czy pożogę. Sygnał i jasny komunikat - żeby pozostać i trwać, jeszcze nie rezygnować, nie dać za wygraną...

Dziecko nie wyrazi potrzeby, nie powie o co mu chodzi, co w nim tkwi, z czym się mierzy... Jest najczęściej pozostawione i czuje się obco, samotne na pełnej łez ziemi, samotne w kosmosie. Dookoła wrogi świat, jego przedstawiciele - smutni, poważni i zatroskani, przejęci - lecz nieumiejętnie pomagający lub wcale...

To jego życie, a takie inne niż wszystkich. Scenariusz z jakiejś dziwnej i niepowtarzalnej historii, dramatu, który trwa i śni się - mimo porannego otwarcia oczu.
  
Ono trwa w prawdziwym oku cyklonu, bezpieczne. Tam - gdzie znalazło spokój i ukojenie, choć dookoła rozpętała się burza i trwa wycie, hałas, szum, wszystko w nerwach chce oprzeć się i stanąć na ziemi. Możliwie szybko i sprawnie powrócić do równowagi.

Dziecko jest od tego dalekie, ale jest też izolowane... W swej niewiedzy i strachu, zablokowane i smutne, a wszystko to, co je otacza - wygląda podejrzanie tajemniczo. Wsparcie jakie możemy ofiarować jest bezcenne, na samo zaproszenie do jego utworu, do jego życia, na pięciolinię - możemy być wdzięczni...


Zachęcam mocno, łapmy te momenty, te błyski i flashe... Być może jesteśmy "tu i teraz" jedynymi ludźmi dopuszczonymi tak blisko do tajemnicy, do trudności... Cicho odpowiadajmy na pytanie: jakie jest nasze zadanie, po co stanęliśmy na czyjejś drodze - bo nie musimy wiedzieć i rozumieć już, od razu... Tajemnice innych ludzi otaczają nas przecież dość szczelnie, wypełniając przestrzeń. 
Był czas, gdy sami tkwiliśmy w kłopocie, w klinczu, w pułapce...

Nasz świat i świat dziecka przenikają się ale nie są ani tożsame, ani przystające do siebie... 
Nie znajdziemy tu podobieństw czy analogii i nie próbujmy szukać ich na siłę. 

To spotkanie małego człowieka - ono zawsze będzie i niespodzianką, i nową historią, którą warto zgłębić.        

poniedziałek, 8 maja 2017

Otwierajmy serca, uczmy tego innych

Otwierajmy serca i drzwi naszych domów. Gościnnie, wiosna - czas gdy rodzą się szczeniaki i kociaki. Te bardzo chciane i poszukiwane i te mniej, te na których zarabiają hodowcy ale przede wszystkim przychodzą zaskakująco tam, gdzie ani czas ani rzeczywistość nie jest przygotowana na ich przyjęcie.
Ich domem staje się podwórko, szopa a często - pustostan, ogródek działkowy czy las... Otwarty teren...

Jeśli mamy pojemne serca, naprawdę dobre i otwarte, trochę woli by wesprzeć,pomóc i ofiarować czas oraz ruch, to i my możemy być dawcami ich szczęścia i spełnienia. Miłości i troski. Ten dom oraz szansa, może być tym jedynym, tą właściwą... Nic tylko dać się pokochać i zauroczyć jakiemuś stworzeniu, czasem czekającemu przez wiele lat na adopcję, na dach nad głową i dobrą strawę...

Ale najważniejsza jest miłość - otwarta, akceptująca, przełamująca i opór, i naturalną już nieufność. Poczucie braku nadziei, zawód jaki zwierzę przeżywa dotkliwie towarzyszy mu do końca... Żyje w nim skrywana obawa przed odrzuceniem, ono nie zna innego - dotąd - scenariusza, jak bezdomność, samotność, strach i niepewność kolejnego dnia.

Dajmy szansę pociechom, które oddać nam mogą całe swoje serce i dozgonną, czystą wierność. Te oczy, spojrzenie - bezcenne.Uwielbienie i przekonanie o tym, że mają dom kochający i na zawsze swoje miejsce w rodzinie... To nic, że kapcie czasem obślinione lub pogryzione, że czasem wymaga uprzątnięcia podłoga czy "podcerowania" kanapa, płaszcz czy fotel... Wyprania spodnie ubrudzone niecierpliwymi łapami po spacerze... 

Ta miłość nie ma ceny... nie ma miary żadnej. Nie kończy się wraz z końcem życia... 
Bo ona jest nieskończenie niepojęta i piękna. Tak piękne potrafi być tylko całe dobre życie...