poniedziałek, 11 stycznia 2016

Miłość a może troska

Wiele osób powtarza, że jeśli mieliby wybrać troskę, pozostaliby przy rodzicach, oddani, poświęcając siebie i swoje szczęście. Wybierając miłość zdecydowali się na rozwój, realizację swoich aspiracji i celów wyznaczonych w młodości... Na pełny rozwój obu stron relacji... czyli kobiety i mężczyzny. Na wolność i niezależność, na wspieranie się, ale nie na "podpieranie jeden drugiego" - tak jak słupki, będące oparciem dla krzaków pomidora.
Inaczej nie mogą, nie potrafią tworzyć, żyć, pracować... patrzeć sobie w oczy, mówić "zależy mi na tobie, kocham...". Coraz mniej słów ciepłych i życzliwych przechodzi im przez gardło...

Dzisiejsze związki i relacje zawierane dość późno, w wieku coraz częściej już prawie balzakowskim, z większą pieczołowitością lub po prostu obawą, strachem, testowane, badane i sprawdzane - nie przypominają tych sprzed 20 - 30- czy 40-stu lat... Pewnie dlatego tamte, archaiczne, wytrzymują częściej trudne zdarzenia, nieuleczalne choroby, śmierć dziecka... Gorsze dni, porażki, utratę pracy i osoby bliskiej, konieczność wspierania siebie, by wyjść z takich czy innych np. finansowych tarapatów, emocjonalnej zapaści.

Wtedy też nie przechodziło tak łatwo przez gardło słowo "żegnaj, musimy się rozstać", bo dojrzałość i odpowiedzialność prowokowały nas do pracy nad relacją, do korekty postawy, do walki. Spasować, znaczyło stracić więcej - całą inwestycję życia i młodości.


Czasy zrobiły nam się teraz inne, rezygnacja, zamykanie i zrywanie więzi przychodzi nam zbyt łatwo, nie kosztuje wiele bo nikt zbyt głęboko w relacje nie angażuje się, nie nastawia się na pełne bycie "w". Każdy wchodzi "jedną nogą" w pracę, w obowiązki, w wychowanie, ale i w dom... Produkuje już wcześniej żale i pretensje, rości sobie prawa, bo już zawczasu "miał obawy", że się nie uda...

W życiu nic się nie "udaje"po prostu, nie ma się też niczego, na co się ciężko nie zapracowało. 

Jest takie piękne, starotestamentalne określenie "kto sieje wiatr, zbiera burze...", bo reszta naszych działań i aktywności rozsypuje się... Nie jest trwała - gdy nie ma korzenia, podstawy, mocnego skalnego fundamentu. 

A z naszym współczesnym problemem w dookreślaniu siebie, może nam się kolejny raz nie udać odróżnić -w czasie zbiorów - ziarna od plew.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz