środa, 2 stycznia 2019

Uczmy dzieci przegrywać

Nie tylko trzeba umieć przegrywać, ale zaakceptować tę przegraną... przyjąć ją.
Wydaje nam się, że nasze życie jest tak skomponowane aby jedynie odnosić sukcesy, gromadzić dobra - na półkach stawiać tylko puchary, a ściany zdobić medalami i dyplomami... W życiu zaś obecne są te momenty, gdy grają nam hymn triumfalny, ale i te, gdy zwycięża ktoś inny. 

Czy jesteśmy przygotowani na obie te ewentualności...

Bolączką naszych czasów jest chronienie przed doświadczeniami niosącymi trudności, frustracje, ból czy ryzyko utraty... snujemy wizje i plany ale przecież ich cząstka, jest skazana obiektywnie na niepowodzenie. 



Klęska izoluje nas od siebie, czasem powoduje też samotność, brak wsparcia czy brak relacji ze strony drugiego człowieka - starzy znajomi przestają nas poznawać na ulicy, w pracy... 
Ludzie rozwijają się i rosną, kwitną przy zwycięzcy. Wzrastają na jego tle - wydają się sobie lepsi, mocniejsi i potężni... potrafią czerpać z innych i karmić się cudzą wygraną. Symbolicznie i nie tylko. Trwanie przy zwycięzcy jest jednak ograniczone w czasie... 
To symbioza o określonym czasie trwania. 
Porażka lub ich seria - zmienia ten przywilej i początkowy zysk w uciążliwą obecność, a potem podpowiada tylko jeden scenariusz - ucieczkę, wycofanie się. Wytrwać przy przegranym lub towarzyszyć mu w niemocy czy życiowym kryzysie, w trudnych chwilach to zadanie dla naprawdę odważnych i wiernych.





My - za wszelką cenę walczymy o sukces. Ale finał może być różny...  
Przecież łatwiej i przyjemniej jest wygrywać. Dzielić się sukcesem niż porażką...

Nie uczymy dzieci, że w ich ciągłym rozwoju, w życiu - spotka ich nie tylko pasmo sukcesów ale też trudności, kłopoty i przestoje, samotność, frustrujące momenty "ciemnych nocy Nikodema"... Czas załamania i brak wiary w siebie. 
Momenty gdy zadajemy pytania - w pustkę, w niebyt. Wszystko może być dla nas osłabiające. Ale też możemy przekuć je w sukces. Zmianę rozwojową - szczególną sytuację mobilizującą do wysiłku....
Momenty utraty i samotności... To, że ludzie odchodzą - umierają i chorują, przenoszą się i wyprowadzają daleko, porzucają nas dla innych. Powinniśmy wiedzieć, że potrzebne są te wszystkie braki, deficyty i rozstania, bo uczą nas nie tylko adaptacji, zgody ale i prowokują do zmiany. Do poszukiwania... Do otwarcia się na nowe warunki. 
Nawet wirusy i bakterie zmieniają się, mutują, by przetrwać lub by rozwijać się jeszcze silniej! A my???

Uczmy się, że w zmianie trzeba poszukać dobra. A z przegranej możemy wyciągać wnioski, bo w życiu doświadczymy i sukcesów, i porażek. Należy oswajać się i z jednymi, i z drugimi... 

Uczmy się cieszyć ze szczęścia, odnoszonych sukcesów i osiągnięć innych ludzi. Nie tylko własnego - bo to zmienna passa, a umieć pogratulować, to wielka zaleta. Znika wtedy chorobliwa zazdrość. To bardziej przecież ludzkie i  w dodatku przynosi dobro!

Uczmy się i zmieniajmy repertuar zachowań, pozwalajmy na przybliżenie się do nas większej grupie ludzi, oswajajmy rzeczywistość przystosowując się do niej a nie odnosząc wszystko "ksobnie", tylko do siebie...

Uczmy się siebie, nawzajem. 
Wzrastamy bowiem przy innych. 
Rozwijamy się bowiem poznając jeden, drugiego, będąc dla siebie pomocą i wsparciem... 

Tego wszystkiego - w nowym roku bardzo i coraz mocniej wam wszystkim, życzę!