Doskonali, jedyni, wyjątkowi - bo za takich się mamy - niepowtarzalni. Po prostu chodzące ideały. Tylko my... i nikt inny więcej - nie przedstawia w tym świecie wartości.
Przekonujemy siebie i innych tak głośno i wyraźnie, aby nie odczuwać codziennie dysonansu poznawczego.
Po jakimś czasie znów i znów, powtarzamy się - niczym chorzy na Alzheimera - "taki jest tych słów owoc". Taka zasługa, że wkrótce wyłączymy całkowicie myślenie. I rozpędzamy jak wiatr - nasze wątpliwości. I coraz rzadziej dopuścimy też w tej sytuacji - do głosu - nasz zdrowy rozsądek lub nasze wyrzuty sumienia. Milczy i głos wewnętrzny - coraz rzadziej i ciszej nas napominający.I mamy zimę, w sercu i umyśle.
Jak to ona, Pani Zima - zaczyna mrozić i zamrażać głęboko, wnika w samo serce każdego Kaja, z baśni o "Królowej śniegu". I musimy czekać pomocy ze strony Gerdy...
A potem, w dorosłym życiu, już nie mamy wątpliwości. Tkwimy w "wydumanej prawdzie", że tylko "ja" i "wszystko moje" jest ważne. Jesteśmy o tym przekonani i boli to dzielenie się - jego konieczność. Współdzielenie i wspólnota wszystkich (nas).
I jeszcze, na dodatek, doskonalimy jak jacyś chorzy i urzeczeni - nasze superego. Karykaturalne i niespójne z rzeczywistością: my, niewieczni - my trudni, żałośni i krnąbrni... My nieskromni.
W tej napuszonej jak ogon pawia - pseudo doskonałości, zatrzymujemy się też (niestety) w pracy nad sobą. W wewnętrznej zmianie i rozwoju osobistym. "Bo czyż można rozwijać i zmieniać to, co jest tak wspaniałe, doskonałe i idealne (...)" - pytamy jeden - tego drugiego - w lustrze... Taaaa Tiiii taaaa. Uhmmm
Ostatnia próba oswojenia siebie.
Kruche szkło, krucha lodowa kra, pełne zanurzenie w lodowatej wodzie.
Utonięcie na mieliźnie - nie głębszej niż łokieć...
A dalej - jedynie z rzadka - w życie i jego trud, zanurzamy nasze kolana.
W tej napuszonej jak ogon pawia - pseudo doskonałości, zatrzymujemy się też (niestety) w pracy nad sobą. W wewnętrznej zmianie i rozwoju osobistym. "Bo czyż można rozwijać i zmieniać to, co jest tak wspaniałe, doskonałe i idealne (...)" - pytamy jeden - tego drugiego - w lustrze... Taaaa Tiiii taaaa. Uhmmm
Po takim blaaa, blaaaa i solówce, niczym jakieś balonowe "bleeee", nasze życie kurczy się, ropieje a potem - kruszy się jak wysuszona trawa...
Życiorys gęstnieje od zasług, ale też - łamie się jak tafla lodu lub szkła.
Także i my - ludzie, łamiemy się "na połówkę".
Oduczenia - abstynencji i terapii, nieupajania się sobą...
"Nieupijania się" własnym ego.
Kruche szkło, krucha lodowa kra, pełne zanurzenie w lodowatej wodzie.
Utonięcie na mieliźnie - nie głębszej niż łokieć...
A dalej - jedynie z rzadka - w życie i jego trud, zanurzamy nasze kolana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz