czwartek, 18 czerwca 2026

Praca psychologa z młodym człowiekiem

I jak tu pracować, gdy myśl goni myśl a dzień noc dopada...

Ścigasz się z tematem, a tu jeszcze rzeźbisz kilka. I gdyby się z tego wszystkiego dało jeszcze żyć. Mieć satysfakcję, radość, godne pieniądze i wszystko, wszystko... i na raz. 

Nie być ściganym, ani deptanym... za odmienne stany świadomości.



Zamknij oczy, otwórz serce. Znajdź dwoje podobnych dzieci w tłumie. Znajdź te, które możesz uratować i odłóż na bok te, które mówią "proszę mu pomóc, ja poradzę sobie sam". Odłóż na później.


Masz trudnego dzieciaka, masz chłopca - i wiesz, że jego nie da się nie lubić. Ma coś w sobie takiego, że uruchamia człowieka, do złości i chęci zamordowania go i wypisania z grupy, z listy czy klasy... Do relegowania. Jednocześnie - i coś takiego, w spojrzeniu i narracji, że wkrada się w serce, i zostaje...

Jeśli mogę to zobrazować przenośnią "jest jak ptak, jedno skrzydło złamane, poraniony - ale szalony, łopoczący - zrywa się nagle, i wpada w sieci łowieckie". Ale jest też dziecinny, taki prosty w konstrukcji, naiwny, i taki dziwny w tych intencjach... jakby chciał zaistnieć, ale tylko z tym, co ma i jaki jest - "ciężkawo" mu to wychodzi.

I wiem znów to jedno. 

Muszę wychować, jak własne. Bo inny człowiek (niż jego matka), wychowawca już go ma i tak jak umie i intuicja oraz wiedza podpowiada, wychowuje, często - jak własnego... Nic nowego, nic wielkiego. A jednak. Tylko bardziej trzeba ukształtować, bo robi się starszy, i ryzykuje coraz mocniej. 

Czasem trzeba łamać opór. Co zrobić... Bez przesuwania granic i otwarcia się na takiego kogoś trudno jest. I nie ruszymy z miejsca.

Psycholodzy tak mówią, że "(...)nie możesz w pracy/terapii z człowiekiem opierać się na brakach, na tym czego nie masz, na deficytach. To donikąd nie prowadzi. Musisz to uwzględnić - planując. Inaczej - wyjdzie klapa. Szkoda zaczynać". 

Możesz wykorzystać tylko to, co w człowieku jest, jaki jest, jak postępuje i co myśli, jak widzi świat... i zastanowić się - jak dobudować coś małego, lub całą resztę. Zawsze wyjdzie patchwork - chyba że dziecko to wchłonie, jak swoje. Z blizną...  No i warunek, czy dom do tego dorasta, czy trzeba równolegle z nim pracować, by nie bojkotował lub walczył ze zmianą... nawet pozornie deklarując współpracę.

Przed nami - kolejny ciekawy w przeżycia rok. Zapowiada się jak zwykle - pracowicie. Ale czy ja to chcę zmienić, urlopować się i uniknąć tego. No właśnie... Czego tak naprawdę chcę?.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Po co komuś wymagania?

 Wymagania i cele, do osiągnięcia - zoptymalizowane - ale zawsze "przed". Rozwój nie zostanie osiągnięty, gdy życzeniowo i dla świętego spokoju jedynie podkreślimy "cudowność" i wyjątkowość wykonania, pracy - gdy jej brak. To tylko życie złudzeniem. Bo ktoś inny - nie zwróci uwagi, nie zapewni tej samej informacji. Za wysiłek - tak... Ale nie nagradzajmy i nie budujmy złudzeń.

Starasz się podnieść z chaosu, po pracy i po licznych zmaganiach, niedospanych nocach?                    Ale po co - przesuń to wszystko lub zwal na ziemię, i znajdź odrobinę miejsca na coś jeszcze.                Na kawałek siebie! 


Jak nie żyć tylko pozorem, fałszywą nadzieją czy złudzeniem? Wnioskować i przewidywać... Czytać fakty, dostrzegać - przesuwać poprzeczkę i zawsze zwiększać wymagania. Jak w dźwiganiu ciężarów, jak w treningu. Dbać o wysiłek, on musi zmęczyć... rozwijając i posuwając człowieka na przód.

Dzieci nie doceniają oszukiwania ich, wprowadzania w błąd. Zwłaszcza w dalszej perspektywie. Szanują tego, kto widzi w nich człowieka i prawdę o człowieku docenia. Kto zachęca i motywuje, ale naprawdę, nie wyręcza... nie żyje za nas. Miłość rozumiejąca i zachęcająca - tak, ale oszukiwanie - stanowczo nie...

:  

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Żyć bańką sukcesu i bajką - a co potem?

Chwalić, czy dopingować??? Rzucić na głęboką wodę, czy asekurowac za wszelką cenę?

Towarzyszyć - a może wyręczać i pomagać, może - ukierunkować - tylko? 

Wydaje nam się, jako rodzicom i nauczycielom, że powinniśmy chwalić dziecko za wszystko, wynosić na piedestały i zachwycać się... a co z obiektywizowaniem osiągnięć i faktów. Z zastaną rzeczywistością czy też zestawianiem - porównywaniem się między naszymi dziećmi... z konkursami czy rywalizacją. Co, jeśli informacje i oceny są sprzeczne.

Co potem... jak wybrnąć z tej pułapki?

Wpadamy we własne sidła, mówiąc - chciałem dobrze. Wszędzie radzą i piszą "chwalić", nagradzać.



Nie możemy jednak nieustannie chwalić za to, co jest - co naturalnie się pojawia... 

Tak, tak - tylko za wysiłek, ale i zmianę, za przyrost. Za jakieś novum... za pokonanie trudności, przejście etapu i rozwijanie umiejętności, postęp jest godny pochwały, a nie to by starać się utrzymać fikcję, bo i to nie będzie wkrótce dla dziecka ważne, gdy zobaczy różnicę i przedmioty, prace, wykonanie czy sprawdzian innych koleżanek i kolegów.

Kształcić osobę to łamać schematy ale i roztrząsać dylematy, próbować i stosować zmienne techniki, to pasja i wytrwałość - pracowitość a czasem determinacja. 


Presja bodźców, presja hałasu...

Pomysł na strefy ciszy, nawet w pociągach czy pustych pomieszczeniach, pomieszczeniach wspólnego przebywania - jest dla mnie coraz bardziej aktualną potrzebą, ważną i wpływającą na dobrostan i bezpieczeństwo.

Uważność, jej ćwiczenie... rozwijanie jej. Skupienie się na sobie, i na najbliższej osobie z otoczenia. Próba wsłuchania się w potrzeby...

Czy potrafisz? Czy jesteś w stanie - bo tego nie można kupić - a można wykształcić w sobie w coraz większym stopniu... np.:  Stać w miejscu. Stać, i wsłuchać się w najbliższy dźwięk? A najdalszy? Usiąść i siedzieć w bezruchu. Oddychać i wsłuchać się w swój oddech. Zauważyć rośliny, kolory... Zauważyć inne osoby. Kto to jest. Jak wygląda. Jaki ma kolor oczu.

Od próby - treningu aż do relacji...

Po co nam "biały szum". Nam dorosłym - do relaksacji i nauki. Dzieciom, do lepszego snu. Skupienia. Znalezienia drogi, oddzielenia warstw. Wsłuchania się w potrzebę i ochronienia przed napastliwymi, pojedynczymi dźwiękami. Dlaczego dziś tak rozpaczliwie szukamy "zobojętniających" i monotonnych dźwięków. Czy umiemy wykorzystać dźwięki natury. Czy naprawdę wracamy do melodii łona matki? Szumu pompowanej przez serce krwi? Ale i oddechu płuc - z charakterystycznym dźwiękiem trzaskających lekko oskrzeli.

Czy możemy ochronić się sami? 

Trochę hałasu to jeszcze nic, ale trudem staje się taka rzeczywistość w jakiej przebywanie wiąże się z ciągłym przeciążeniem. Szukamy bodźców, nie potrafimy znieść ciszy czy po prostu patrzenia w przestrzeń, przed siebie. Z dużo większym przymusem scrollujemy ekrany, poszukujemy i karmimy się obrazami w ruchu - ale z ekranu... Nie z przestrzeni.

Czy można pracować ciszą. W ciszy. Oczekiwać w milczeniu... Milczenie szybko nas denerwuje, irytuje... Staje się kłopotliwe. Staramy się je zapełnić szybko, warunkowo. Czymkolwiek zanim zaczniemy cierpieć lub wątpić. Warto spróbować... warto doświadczyć.

Bo my dorośli sprawdzamy czy potrafimy odraczać, czy mamy - znamy cierpliwość. Czy znamy oddech i jego rytm. Czy wiemy, ile czasu pozostajemy w tym neutralnym stanie. Komu zawdzięczamy te zmiany... Komu cisza przeszkadza.

Ekspresja tak - hałas - nie... Poszukiwanie przestrzeni na nudę, zaraz nam przyjdzie do głowy...



 

Odciążyć siebie - pozbawiając trudnych i napastliwych dźwięków.