Szczęka mi tężeje w momentach gdy rodzice niewinnie - pozornie oczywiście - informują mnie, że chcą się starać o zaświadczenie, papier na okoliczność np. dysgrafii czy dysortografii dziecka, czytam między wierszami: "zwolnić siebie i dziecko z odpowiedzialności za język jakiego używa, jaki stosuje i jego ubóstwo w całej mierze"...
Proszę powiedzieć gdzie i jak to zrobić.
Na moje szybkie - "... trzeba ćwiczyć, wykazać się znajomością zasad ortografii - pisowni i interpunkcji", odganiają niecierpliwie dłonią muchy, taaa taaa.
Zaczynam się irytować, biorę cieniutki zeszyt i instruuję, cierpliwie zwracając uwagę ile czasu potrzeba i ile muszą go poświęcić sami, ćwiczącemu dziecku.
Po co ja to mówię, przecież im chodzi nadal tylko o świstek papieru z licznymi pieczątkami który da im spokój, prawo do nie zadawania pytań, a ich dziecko zwolni od tego nadmiaru uważności i pracy...
Najgorzej właśnie i najmniej pracują ci z uczniów, którzy już posiedli ten cenny papier... hulaj dusza, piekło mnie nie spotka... niech się martwi nauczyciel.
Nie ma nawet pozorów czy chęci pracy, nawet deklaracji, obawy - że ktoś sprawdzi, że będzie to systematyczna kontrola, i tak właśnie duch w narodzie umiera, gaśnie, dogorywa.
Ojczysta mowa chyli się ku upadkowi, powszednieje i staje się ciężarem - przecież wkrótce my wszyscy będziemy się posługiwać jedynie obcymi nam językami rozmawiając i korespondując z obojętnymi nam, równie obcymi ludźmi...
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
piątek, 30 października 2015
czwartek, 8 października 2015
Test na miłość
Miłość. Gotowość na prawdę o drugim człowieku.
Postawa a nigdy uczucie.
Dlaczego tak często sprawdzamy naszą gotowość na miłość, na uczucie jakie drzemie w nas... a co z postawą miłości?? Wypracowaną, sprawdzoną, wykutą w stali.
Chłopak często pyta o "taki dowód", dziewczyna chce potwierdzenia w jakiś darach. Drobiazgach,biżuterii czy przedmiotach - licznych substytutach.
Obiecujemy ją dozgonnie, często nie bardzo wiedząc, o czym tak naprawdę mówimy, co stanowi o "źródłach miłości".
Nie mówię tu o zakochaniu, ale o postawie, która dojrzewa i rodzi się przez wiele lat, sprawdza się w działaniu i trudnych sytuacjach. Nie o pożywce dla mediów czy portali społecznościowych. Nie o zamianie partnerów czy eksperymentach...
O miłości można mówić, gdy przetrwała ona trudna chwile.
Gdy już zyskała postać...
Wiele kłótni i trudnych słów, szukania i dociekania kto mądrzejszy i kto zrobił więcej. Przepychanie "kto lepszy"... I nagle choroba, trudna i poważna, rozwijająca się, z wieloma dramatycznymi nawrotami. Operacje, słabe zdrowie... Lepsze i gorsze dni, organizm różnie reagujący na stosowane leki i chemię, i gdzieś podskórne pytanie: czy nadal mogę na ciebie liczyć, czy mnie nie zostawisz, czy nie opuścisz, jak kiedyś obiecałeś...
Miłość sprawdza się w ogniu, na pierwszej linii, na zakrętach, na wyboistych drogach.
Zbyt wiele wierszy i piosenek, a tu po prostu "proza walki", tej o życie i o godność. Czasem nawet o godne umieranie, odchodzenie. I kiedy masz do kogo się przytulić, ktoś trzyma cię za rękę, chcesz być... Tak naprawdę zależy ci na tym. Czujesz, że warto... I nie chodzi o ilość, o długość tego bycia razem, ale właśnie wtedy o tę jakość, trwałość, o to "na dobre, na gorsze i na złe...". O to "w zdrowiu i w chorobie", nie tylko obiecane, ale i zrealizowane. Przebyte, przeżyte wspólne, to dane... Ofiarowane.
O jakieś człowiecze świadectwo. O wierność słowu.
Ludzie z łatwością teraz rezygnują i porzucają to, co trudne, co wymaga decyzji, poświęcenia. Tyłem oddalają się, chyłkiem. Taki ruch nigdy nie jest łatwy - decyzja o pozostaniu wymaga przełamania oporu a często - strachu, paniki i egoizmu. Wyjścia poza siebie...
Tak, jesteśmy egoistami, i często boimy się o siebie. Życie nas przerasta, choroba też nas przerasta, jej obraz, jej następstwa. Także brzydota czy starość. Niedołężność.
W dzisiejszych czasach próżno szukać ideałów.
Skupmy się na byciu ludźmi. Na początek - człowiekiem, dla człowieka.
Postawa a nigdy uczucie.
Dlaczego tak często sprawdzamy naszą gotowość na miłość, na uczucie jakie drzemie w nas... a co z postawą miłości?? Wypracowaną, sprawdzoną, wykutą w stali.
Chłopak często pyta o "taki dowód", dziewczyna chce potwierdzenia w jakiś darach. Drobiazgach,biżuterii czy przedmiotach - licznych substytutach.
Obiecujemy ją dozgonnie, często nie bardzo wiedząc, o czym tak naprawdę mówimy, co stanowi o "źródłach miłości".
Nie mówię tu o zakochaniu, ale o postawie, która dojrzewa i rodzi się przez wiele lat, sprawdza się w działaniu i trudnych sytuacjach. Nie o pożywce dla mediów czy portali społecznościowych. Nie o zamianie partnerów czy eksperymentach...
O miłości można mówić, gdy przetrwała ona trudna chwile.
Gdy już zyskała postać...
Wiele kłótni i trudnych słów, szukania i dociekania kto mądrzejszy i kto zrobił więcej. Przepychanie "kto lepszy"... I nagle choroba, trudna i poważna, rozwijająca się, z wieloma dramatycznymi nawrotami. Operacje, słabe zdrowie... Lepsze i gorsze dni, organizm różnie reagujący na stosowane leki i chemię, i gdzieś podskórne pytanie: czy nadal mogę na ciebie liczyć, czy mnie nie zostawisz, czy nie opuścisz, jak kiedyś obiecałeś...
Miłość sprawdza się w ogniu, na pierwszej linii, na zakrętach, na wyboistych drogach.
Zbyt wiele wierszy i piosenek, a tu po prostu "proza walki", tej o życie i o godność. Czasem nawet o godne umieranie, odchodzenie. I kiedy masz do kogo się przytulić, ktoś trzyma cię za rękę, chcesz być... Tak naprawdę zależy ci na tym. Czujesz, że warto... I nie chodzi o ilość, o długość tego bycia razem, ale właśnie wtedy o tę jakość, trwałość, o to "na dobre, na gorsze i na złe...". O to "w zdrowiu i w chorobie", nie tylko obiecane, ale i zrealizowane. Przebyte, przeżyte wspólne, to dane... Ofiarowane.
O jakieś człowiecze świadectwo. O wierność słowu.
Ludzie z łatwością teraz rezygnują i porzucają to, co trudne, co wymaga decyzji, poświęcenia. Tyłem oddalają się, chyłkiem. Taki ruch nigdy nie jest łatwy - decyzja o pozostaniu wymaga przełamania oporu a często - strachu, paniki i egoizmu. Wyjścia poza siebie...
Tak, jesteśmy egoistami, i często boimy się o siebie. Życie nas przerasta, choroba też nas przerasta, jej obraz, jej następstwa. Także brzydota czy starość. Niedołężność.
W dzisiejszych czasach próżno szukać ideałów.
Skupmy się na byciu ludźmi. Na początek - człowiekiem, dla człowieka.
Narkotyki kradną wolność
Nie do końca wiem, czy młody człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest już sam wobec wyborów. Gdy zaczyna wypuszczać się poza granice domu, miejsca bezpiecznego i przyjaznego, przebywać z innymi na domówce, prywatce czy dyskotece i wystawiać się na zachętę i pokusy ze strony otoczenia...
Narkotyki i dopalacze rujnują nasz kręgosłup, każą sprawdzać przekonania i prawdy jakie niesiemy z sobą... weryfikują niezależność sądów i wyborów.
Najczęściej nie ma wtedy przy nas nikogo, nikogo życzliwego...
Diler, nawet jeśli nam coś ofiarowuje, nie robi tego z przyjaźni i troski. Nie zbliża się do nas emocjonalnie, Nie jest odpowiedzią na braki, deficyty. Nie ratuje z opresji, lecz osacza powoli...
Zabiera coś, a nie daje...
Co zabierają nam narkotyki i dopalacze??? Pozbawiają autonomii, wolności, jedynego naszego bogactwa. Naszego prawa do samostanowienia i niezależności, do szczęścia. Wpadamy w pułapkę - bo samotność, bo nikt nas tak dobrze nie zna i nie rozumie... bo ktoś nas skreślił, odrzucił czy zostawił.
Bo przestaliśmy samych siebie lubić i cenić, wierzyć w odmianę trudnej sytuacji...
Tak ważne jest by nie być samemu w czasie, gdy kryzys goni kryzys, gdy samotność zbiera żniwo.
Samotność jest trudna. Brak nadziei - jest straszny... A najbardziej jego wyolbrzymianie, to, jak rośnie w nas z każdą chwilą... Przytłacza nas, przygniata, umniejsza...
Przepełnia nas ta sama gorycz samotności i porażki.
Czujemy się zagubieni - tak to prawda... Ale nie pozostawajmy wtedy sami, bo stajemy się mniej czujni na zagrożenie. Przyjaciele nie są tak daleko, możemy ich wezwać, zaprosić, poprosić o pomoc.
Gdy ktoś obiecuje fałsz i nieprawdę, nie brnijmy w fikcję. Wolności nie ma na zewnątrz, ona mieszka w nas, nie oddalajmy się od niej, nie sprzedawajmy jej za substytuty.
Narkotyki wiążą nam ręce, umysł, serce...
Nie ma dziś nic za darmo... prócz prawdziwej miłości i prawdziwej przyjaźni.
Dowiadujemy się tej zaskakującej, ale wiecznej prawdy, gdy komuś prawdziwie zależy na nas!
Narkotyki i dopalacze rujnują nasz kręgosłup, każą sprawdzać przekonania i prawdy jakie niesiemy z sobą... weryfikują niezależność sądów i wyborów.
Najczęściej nie ma wtedy przy nas nikogo, nikogo życzliwego...
Diler, nawet jeśli nam coś ofiarowuje, nie robi tego z przyjaźni i troski. Nie zbliża się do nas emocjonalnie, Nie jest odpowiedzią na braki, deficyty. Nie ratuje z opresji, lecz osacza powoli...
Zabiera coś, a nie daje...
Co zabierają nam narkotyki i dopalacze??? Pozbawiają autonomii, wolności, jedynego naszego bogactwa. Naszego prawa do samostanowienia i niezależności, do szczęścia. Wpadamy w pułapkę - bo samotność, bo nikt nas tak dobrze nie zna i nie rozumie... bo ktoś nas skreślił, odrzucił czy zostawił.
Bo przestaliśmy samych siebie lubić i cenić, wierzyć w odmianę trudnej sytuacji...
Tak ważne jest by nie być samemu w czasie, gdy kryzys goni kryzys, gdy samotność zbiera żniwo.
Samotność jest trudna. Brak nadziei - jest straszny... A najbardziej jego wyolbrzymianie, to, jak rośnie w nas z każdą chwilą... Przytłacza nas, przygniata, umniejsza...
Przepełnia nas ta sama gorycz samotności i porażki.
Czujemy się zagubieni - tak to prawda... Ale nie pozostawajmy wtedy sami, bo stajemy się mniej czujni na zagrożenie. Przyjaciele nie są tak daleko, możemy ich wezwać, zaprosić, poprosić o pomoc.
Gdy ktoś obiecuje fałsz i nieprawdę, nie brnijmy w fikcję. Wolności nie ma na zewnątrz, ona mieszka w nas, nie oddalajmy się od niej, nie sprzedawajmy jej za substytuty.
Narkotyki wiążą nam ręce, umysł, serce...
Nie ma dziś nic za darmo... prócz prawdziwej miłości i prawdziwej przyjaźni.
Dowiadujemy się tej zaskakującej, ale wiecznej prawdy, gdy komuś prawdziwie zależy na nas!
poniedziałek, 5 października 2015
Dziecko i depresja
W głębokiej depresji dziecko potrafi zaprzeczyć każdej swojej potrzebie, temu że jest, że potrafi się uśmiechać, że ma marzenia. Oddala się i wycisza ale często jest i pozostaje w domu, co usypia naszą czujność.
Jesteśmy zadowoleni, bo czasem przyjdzie zjeść zupę, mamy go w zasięgu wzroku. Choć coraz mniej doświadczamy go w relacji. Nie zgłasza potrzeb, rzadziej się uśmiecha i nie chce wychodzić nawet do znajomych mu osób.
Zwrócić trzeba uwagę na pierwsze sygnały zmiany zachowania i samopoczucia dziecka to niezwykle istotne. Czasem jest to zaniedbanie wyglądu zewnętrznego, ubioru czy higieny - a kiedy indziej - cisza, brak zgłaszanych potrzeb.
Niewychodzenie z pokoju czy łóżka, jest sygnałem, że nawet atrakcyjne z pozoru aktywności przestają cieszyć czy relaksować młodą osobę. Nawet w weekend nasze dziecko nie odpoczywa, mimo że śpi naprawdę długo...
Z takimi sygnałami już warto zgłosić się do człowieka życzliwego, znającego rodzinę lub do specjalisty z prośbą o konsultację - o wypowiedzenie swojej opinii. Nie oczekujmy tego, że dorastający człowiek wyartykułuje nam potrzebę, on sam nie wie dokładnie co odczuwa, poza niewygodą, smutkiem i obawą. Nie wie, skąd wynikają zmiany. Sam czuje się nieuporządkowany, często niezrozumiany, zaszczuty lub samotny...
Depresja nie dotyka tylko osób dorosłych i tylko - samotnych.
Coraz częściej samotność i pustka obezwładnia osoby młode, pozornie te - w sile wieku.
Więcej czasu, wnikliwej obserwacji. Czujności...
Bycia dla kogoś, kogo znamy już tak długo. Elastyczności i ciekawości, zainteresowania człowiekiem, który jest blisko nas...
Pomożemy sobie i drugiej osobie.
Lepiej być, warto być...
Jesteśmy zadowoleni, bo czasem przyjdzie zjeść zupę, mamy go w zasięgu wzroku. Choć coraz mniej doświadczamy go w relacji. Nie zgłasza potrzeb, rzadziej się uśmiecha i nie chce wychodzić nawet do znajomych mu osób.
Zwrócić trzeba uwagę na pierwsze sygnały zmiany zachowania i samopoczucia dziecka to niezwykle istotne. Czasem jest to zaniedbanie wyglądu zewnętrznego, ubioru czy higieny - a kiedy indziej - cisza, brak zgłaszanych potrzeb.
Niewychodzenie z pokoju czy łóżka, jest sygnałem, że nawet atrakcyjne z pozoru aktywności przestają cieszyć czy relaksować młodą osobę. Nawet w weekend nasze dziecko nie odpoczywa, mimo że śpi naprawdę długo...
Z takimi sygnałami już warto zgłosić się do człowieka życzliwego, znającego rodzinę lub do specjalisty z prośbą o konsultację - o wypowiedzenie swojej opinii. Nie oczekujmy tego, że dorastający człowiek wyartykułuje nam potrzebę, on sam nie wie dokładnie co odczuwa, poza niewygodą, smutkiem i obawą. Nie wie, skąd wynikają zmiany. Sam czuje się nieuporządkowany, często niezrozumiany, zaszczuty lub samotny...
Depresja nie dotyka tylko osób dorosłych i tylko - samotnych.
Coraz częściej samotność i pustka obezwładnia osoby młode, pozornie te - w sile wieku.
Więcej czasu, wnikliwej obserwacji. Czujności...
Bycia dla kogoś, kogo znamy już tak długo. Elastyczności i ciekawości, zainteresowania człowiekiem, który jest blisko nas...
Pomożemy sobie i drugiej osobie.
Lepiej być, warto być...
Być i słuchać
Czasem trzeba tak niewiele by zbudować i utrzymać relację.
Na siłę walczymy by przekonać drugą osobę do naszych racji, zmienić jego nastawienie, aby pomóc mu przewartościować życie. Ale czy jest to to, o co nas prosi.
Czasem wystarczy spokojnie usiąść, poczekać, towarzyszyć...
I choć milczenie i ciszę trudno jest przeczekać, przetrwać to jest to warte swojej ceny. Zwłaszcza jeśli walczymy o młodego człowieka. To nam się wydaje, że wiemy wszystko, że mamy odpowiedź na każde pytanie. Że w razie wątpliwości wiemy, którą książkę otworzyć, jak mądrym cytatem spuentować zdarzenie... ale czy to jest to, o co prosi nas druga osoba.
Czy umiemy spokojnie usiąść i poczekać na przyzwolenie, na zaproszenie nas do cudzego świata - do życia... Czy wytrzymujemy bez udzielania dobrych rad i wskazówek. Czy nasze "na twoim miejscu..." i "ja bym w tej sytuacji..." są lepsze, właściwsze czy mądrzejsze. I skąd ta pewność???
Takie wartościowanie potrafi zamknąć i zakończyć najlepszą relację. Naszą przyjaźń czy jej zapowiedź.
Nawet nie wyobrażamy sobie, jak drugi człowiek, zwłaszcza młody, potrafi być delikatny. Wrażliwe na to "moje" i "ja".
Dajmy sobie szansę.
Usiądźmy, poczekajmy. Tak wiele możemy nauczyć się jeden od drugiego.
Na siłę walczymy by przekonać drugą osobę do naszych racji, zmienić jego nastawienie, aby pomóc mu przewartościować życie. Ale czy jest to to, o co nas prosi.
Czasem wystarczy spokojnie usiąść, poczekać, towarzyszyć...
I choć milczenie i ciszę trudno jest przeczekać, przetrwać to jest to warte swojej ceny. Zwłaszcza jeśli walczymy o młodego człowieka. To nam się wydaje, że wiemy wszystko, że mamy odpowiedź na każde pytanie. Że w razie wątpliwości wiemy, którą książkę otworzyć, jak mądrym cytatem spuentować zdarzenie... ale czy to jest to, o co prosi nas druga osoba.
Czy umiemy spokojnie usiąść i poczekać na przyzwolenie, na zaproszenie nas do cudzego świata - do życia... Czy wytrzymujemy bez udzielania dobrych rad i wskazówek. Czy nasze "na twoim miejscu..." i "ja bym w tej sytuacji..." są lepsze, właściwsze czy mądrzejsze. I skąd ta pewność???
Takie wartościowanie potrafi zamknąć i zakończyć najlepszą relację. Naszą przyjaźń czy jej zapowiedź.
Nawet nie wyobrażamy sobie, jak drugi człowiek, zwłaszcza młody, potrafi być delikatny. Wrażliwe na to "moje" i "ja".
Dajmy sobie szansę.
Usiądźmy, poczekajmy. Tak wiele możemy nauczyć się jeden od drugiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

