Rodzina??? Nieznana.
Nieznana im, choć mieszkają razem. Nikt nie jest ciekawy nikogo. Nudzi się w obliczu otwartych wyznań. Chowa w sobie niepewność, trudności. Skamle o uwagę a potem odrzuca, bo przyjąć jej nie umie, nie potrafi, boi się...
Czy potrafimy nie krzywdzić się wzajemnie i szanować emocje jakie rodzą się w nas. Czy uczymy tego bliskich. Czy wreszcie poza emocjami budujemy nasze postawy??? Nasze życie jest nieustannym poligonem ale też ziemią jaką użyźniamy codziennie, marząc, że nasza praca przyniesie dobry, cenny owoc... Wyjątkowy i drogocenny.
Że podzielimy się nim z innymi, że wzbudzimy zachwyt...
Czasem nawet zdaje się nam, że emanujemy szczęściem. Udaje się nam dobrze przeżyć dzień i to nas cieszy niezwykle. Mamy siłę i ochotę na jeszcze, na powtórzenie tego...
Kiedy indziej - nie zwracamy uwagi na siebie, nie dlatego, że jej nie potrzebujemy.
W domu, w rodzinie, w małżeństwie jesteśmy nieciekawi siebie. Zamykamy nie tylko oczy ale i serce na drugiego - męczy nas i nudzi, nie wpisuje się w wyobrażenie.
Nieuważni, niedelikatni.
Odrzucamy - bo tak prościej i łatwiej. A czasem z powodu głęboko tkwiącego w nas egoizmu, w odczuciu osobistego zagrożenia. Boimy się odkrywania siebie, jakby groziło to katastrofą naszej integralności.
Może nikt wcześniej z nami tak nie postępował. Nie otaczał ciepłem, opieką, nie ofiarował
i nie nauczył "bycia blisko".
A może szybko przekonaliśmy się sami, że to tylko pozory i gra.
Ale życie to nie jest gra... Prawda??? Ono jest jednorazowe. Dane jest nam raz na zawsze
i tylko nam. Reflektujmy więc i sprawdzajmy wszystkie możliwości tak, by na końcu nie żałować, że nie zrobiliśmy tego, co w głębi serca uważaliśmy za słuszne...
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
czwartek, 26 lutego 2015
Gruba kreska
Odcięcie się od krzywdzącej rzeczywistości, od tego, co dom... co inni zrobili nam...
Tak często mówią młodzi, "chciałbym", "potrzebuję"... "Pragnę" aby zacząć żyć inaczej, świadomie, samodzielnie, bez ciągłego wracania i tarzania się w tym, do czego już nie możemy odwrócić, zaprzeczyć temu i wpłynąć na zmianę rzeczywistości lub przeszłości...
Wielu żyje w poczuciu krzywdy i dramatu - odrzucenia, deprywacji potrzeb, skandalicznego poniżania. Braku wiary w możliwości, wyśmiewania prób, ironizowania planów...
Zbyt młode matki miały kiedyś i teraz, mają dzieci, a nie odniosły się jeszcze (nie zdążyły) do siebie i swoich potrzeb, marzeń, planów. I nagle dane im jest błądzić i kraść drogę życia innych - swoich dzieci...
Odrzucone dziewczyny, młode kobiety, skreślone na starcie... O niewykształconej jeszcze autonomii - pozbawiane złudzeń, "snów o potędze" i marzeń. Nie, nie w kulturze islamskiej, nie tylko na zachodzie Europy - lecz tu, w kraju, obok nas...
Traktowane inaczej. Zaprzecza się ich potrzebom, wyśmiewa marzenia. Trywializuje plany i zamierzenia. Nazywa je złudzeniami.
Pozwala im się żyć, lecz nie wierzyć. Nie uwierzyć w siebie... Nie rozwijać skrzydeł. łamie im się zawiązki skrzydeł chętnie i nieodwracalnie.
Tak często mówią młodzi, "chciałbym", "potrzebuję"... "Pragnę" aby zacząć żyć inaczej, świadomie, samodzielnie, bez ciągłego wracania i tarzania się w tym, do czego już nie możemy odwrócić, zaprzeczyć temu i wpłynąć na zmianę rzeczywistości lub przeszłości...
Wielu żyje w poczuciu krzywdy i dramatu - odrzucenia, deprywacji potrzeb, skandalicznego poniżania. Braku wiary w możliwości, wyśmiewania prób, ironizowania planów...
Zbyt młode matki miały kiedyś i teraz, mają dzieci, a nie odniosły się jeszcze (nie zdążyły) do siebie i swoich potrzeb, marzeń, planów. I nagle dane im jest błądzić i kraść drogę życia innych - swoich dzieci...
Odrzucone dziewczyny, młode kobiety, skreślone na starcie... O niewykształconej jeszcze autonomii - pozbawiane złudzeń, "snów o potędze" i marzeń. Nie, nie w kulturze islamskiej, nie tylko na zachodzie Europy - lecz tu, w kraju, obok nas...
Traktowane inaczej. Zaprzecza się ich potrzebom, wyśmiewa marzenia. Trywializuje plany i zamierzenia. Nazywa je złudzeniami.
Pozwala im się żyć, lecz nie wierzyć. Nie uwierzyć w siebie... Nie rozwijać skrzydeł. łamie im się zawiązki skrzydeł chętnie i nieodwracalnie.
Dziecko, które się nudzi... "Mamo, nic mnie nie stymuluje..."
Dziecko które się nudzi... odrzucone, smutne, samotne. O małej wyobraźni i symbolicznych, niewielkich zainteresowaniach. Porzucone...
Nie tylko zabawki elektroniczne i gadżety, przedmioty powszechnego uwielbienia "rangujące" dziecko w hierarchii młodzieży (rówieśników). Dziecko czeka na coś innego. Na uwagę kogoś innego. Na miłość, zauważenie, na obecność człowieka.
Każdy przedmiot w pewnym momencie nudzi się, powszednieje. Zastępuje go inny, i tak za każdym razem. Czy chcemy nauczyć takiego "zastępowania" przez niego osób???
Takiej uważności na człowieka, która odziera ze złudzeń.
Przeliczania i otwierania portfela a nie serca. Sprawdzania stanu konta...
To człowiek dla człowieka winien być wartością i jego obecność, jego czas oraz uważne słuchanie, zrozumienie, akceptacja dla naszych skrajnie różnych stanów emocjonalnych.
Nie głód wrażeń i przeżyć. Nie elektroniczna stymulacja grami i filmami. Papka. Słodka jak papaja - a nie, wytrawny, wysokiej klasy dżem z dyni z domieszką goździków...
Mój mąż często powtarza, że powoli kończą się te czasy gdy przy jednym stole, na wyjeździe, na wakacjach czy na podwórku spotykają się dzieci i tych, którzy mają bardzo trudną sytuację materialną i ci "dziani" i zaradni, dzieci z innych, bogatych kast. Spotyka się i przyjaźni margines, wykluczeni - biedni - oraz osoby ze skrajnie innej rzeczywistości u których każdy wydatek jest akceptowalny, dobry, satysfakcjonujący...
Prawda walczy o swoje racje. Czas nas sprawdza...
Społeczeństwo zdaje swoisty egzamin z lojalności i prawdy swoich uczuć.
Egzamin z racji "na człowieka" a nie zabawkę. Nie na wrażenie i emocję, która tylko chwilę trwa i zniknie, nim rozpocznie się nowy, pogodny dzień.
Ostatnie momenty, gdy liczy się człowiek. Związki pomiędzy ludźmi. Ich trwałość, sprawdzalność. Wierność w przyjaźni, braterskość, oddanie...
Nie tylko zabawki elektroniczne i gadżety, przedmioty powszechnego uwielbienia "rangujące" dziecko w hierarchii młodzieży (rówieśników). Dziecko czeka na coś innego. Na uwagę kogoś innego. Na miłość, zauważenie, na obecność człowieka.
Każdy przedmiot w pewnym momencie nudzi się, powszednieje. Zastępuje go inny, i tak za każdym razem. Czy chcemy nauczyć takiego "zastępowania" przez niego osób???
Takiej uważności na człowieka, która odziera ze złudzeń.
Przeliczania i otwierania portfela a nie serca. Sprawdzania stanu konta...
To człowiek dla człowieka winien być wartością i jego obecność, jego czas oraz uważne słuchanie, zrozumienie, akceptacja dla naszych skrajnie różnych stanów emocjonalnych.
Nie głód wrażeń i przeżyć. Nie elektroniczna stymulacja grami i filmami. Papka. Słodka jak papaja - a nie, wytrawny, wysokiej klasy dżem z dyni z domieszką goździków...
Mój mąż często powtarza, że powoli kończą się te czasy gdy przy jednym stole, na wyjeździe, na wakacjach czy na podwórku spotykają się dzieci i tych, którzy mają bardzo trudną sytuację materialną i ci "dziani" i zaradni, dzieci z innych, bogatych kast. Spotyka się i przyjaźni margines, wykluczeni - biedni - oraz osoby ze skrajnie innej rzeczywistości u których każdy wydatek jest akceptowalny, dobry, satysfakcjonujący...
Prawda walczy o swoje racje. Czas nas sprawdza...
Społeczeństwo zdaje swoisty egzamin z lojalności i prawdy swoich uczuć.
Egzamin z racji "na człowieka" a nie zabawkę. Nie na wrażenie i emocję, która tylko chwilę trwa i zniknie, nim rozpocznie się nowy, pogodny dzień.
Ostatnie momenty, gdy liczy się człowiek. Związki pomiędzy ludźmi. Ich trwałość, sprawdzalność. Wierność w przyjaźni, braterskość, oddanie...
poniedziałek, 9 lutego 2015
Jeść ekologicznie
Czy wychowanie może być ekologiczne, nie tylko modne i na czasie, ale w pełnej równowadze i ze zdrowiem w tle??? W zgodzie z naturą i z jej towarzyszeniem???
Chętnie ciągniemy nasze dzieciaki w każdy zakątek świata, w upale i deszczu zwiedzamy cuda natury, dbamy - aby nie zostawiać w górach śmieci, odpadków i butelek po sobie, nie karmić lisów - no chyba tylko wiewiórki. Pochylamy się nad rzadkimi gatunkami, endemity obchodzimy bosą stopą z szacunkiem.
I jeszcze tylko to myślenie...
Zostawić po sobie coś dla innych.
Do tego, trzeba by dodać - uczenie chodzenia z siatką czy płócienną torbą na zakupy - zamiast reklamówek, uczenie by zamykać kran gdy szorujemy z dbałością zęby, uczyć recyclingu i w szkole i w domu, i w przedszkolu już - z makulatury, plastiku a i innych zbiorów - jak szkło, da się zrobić użytek. To te produkty, które mogą posłużyć wiele razy.
Każdy eko-człowiek sprowadza filozofię do pokarmu... Jestem tym, co jem, do eko-produktów, orzechów brazylijskich zamiast proszku - do innej jakości w żywieniu, głębszej filozofii.
A tu, u nas w domach... Czasem na talerzu warto zmienić kolory, proporcje, zaakcentować dany smak, walor i kolor - po prostu. Czy to jest z eko-farmy czy ze społeczności dzielącej się dobrymi i pewnymi wyrobami???
Od zaprzyjaźnionego rolnika czy babci i cioci... Czasem warto soki i warzywa oswoić z naszą pociechą.
Poza tym pokazać jak wyciskamy sok i robimy powidła, to nie grzech. Nawet jak uda nam się spalić przy tym garnek, nie tracimy nic na autorytecie, smaczniej jest zjeść pajdę chleba z własnym dżemem, gdy owoce zbieraliśmy u babci na działce sami. Wiemy co i dlaczego tak pachnie, smakuje...
Dzieci okrywają z nami smak zapachów i barw, zobaczą i skosztują też miejsca, które mamy szansę zachować i dla innych. Nie zapominajmy, że planeta robi się ciasna i że to my zarzucamy ją naszymi odpadkami i śmieciami. Wygląda i pachnie dzięki nam - nieciekawie.
Wbić się i pojechać wszędzie, to nasz cel i marzenie. Ale zaraz przyjdzie taki moment, że nie zostanie już nic zadeptanego, zepsutego, zniszczonego, zaznaczonego naszą ręką... Odciskając ślady, róbmy mniej szkody. Zwierzaki, będą nam bardzo wdzięczne jeśli ocalimy i ich i nasz świat, choć troszeczkę...
Chętnie ciągniemy nasze dzieciaki w każdy zakątek świata, w upale i deszczu zwiedzamy cuda natury, dbamy - aby nie zostawiać w górach śmieci, odpadków i butelek po sobie, nie karmić lisów - no chyba tylko wiewiórki. Pochylamy się nad rzadkimi gatunkami, endemity obchodzimy bosą stopą z szacunkiem.
I jeszcze tylko to myślenie...
Zostawić po sobie coś dla innych.
Do tego, trzeba by dodać - uczenie chodzenia z siatką czy płócienną torbą na zakupy - zamiast reklamówek, uczenie by zamykać kran gdy szorujemy z dbałością zęby, uczyć recyclingu i w szkole i w domu, i w przedszkolu już - z makulatury, plastiku a i innych zbiorów - jak szkło, da się zrobić użytek. To te produkty, które mogą posłużyć wiele razy.
Każdy eko-człowiek sprowadza filozofię do pokarmu... Jestem tym, co jem, do eko-produktów, orzechów brazylijskich zamiast proszku - do innej jakości w żywieniu, głębszej filozofii.
A tu, u nas w domach... Czasem na talerzu warto zmienić kolory, proporcje, zaakcentować dany smak, walor i kolor - po prostu. Czy to jest z eko-farmy czy ze społeczności dzielącej się dobrymi i pewnymi wyrobami???
Od zaprzyjaźnionego rolnika czy babci i cioci... Czasem warto soki i warzywa oswoić z naszą pociechą.
Poza tym pokazać jak wyciskamy sok i robimy powidła, to nie grzech. Nawet jak uda nam się spalić przy tym garnek, nie tracimy nic na autorytecie, smaczniej jest zjeść pajdę chleba z własnym dżemem, gdy owoce zbieraliśmy u babci na działce sami. Wiemy co i dlaczego tak pachnie, smakuje...
Dzieci okrywają z nami smak zapachów i barw, zobaczą i skosztują też miejsca, które mamy szansę zachować i dla innych. Nie zapominajmy, że planeta robi się ciasna i że to my zarzucamy ją naszymi odpadkami i śmieciami. Wygląda i pachnie dzięki nam - nieciekawie.
Wbić się i pojechać wszędzie, to nasz cel i marzenie. Ale zaraz przyjdzie taki moment, że nie zostanie już nic zadeptanego, zepsutego, zniszczonego, zaznaczonego naszą ręką... Odciskając ślady, róbmy mniej szkody. Zwierzaki, będą nam bardzo wdzięczne jeśli ocalimy i ich i nasz świat, choć troszeczkę...
Ciche dni
W relacji pomiędzy dwojgiem ludzi bywa różnie. Czasem nie wystarcza nam sił i pasji aby trwać przy sobie, aby się wspierać i walczyć przy sobie. Koncentrujemy się na walce ze sobą, często też - wbrew sobie. Co innego podpowiada nam logika, co innego - serce...
W naszej rzeczywistości wielu ludzi odpuszcza sobie związki, relacje. Nie wkłada wysiłku w ich podtrzymanie, odbudowę. Tak jak łatwiej nam zastąpić stary telewizor czy meble w kuchni nowymi, tak staramy się zrobić i ze związkami z ludźmi.
Zerwać, oddalić, odsunąć - często zniechęcić.
Przedsmak stanowią "ciche dni", trudne do zniesienia milczenie, kłopotliwe sytuacje gdy pod jednym dachem mijamy się bez słowa. Nie kończymy wypowiedzi, tylko czynimy jakieś obojętne gesty. Potem mijamy się nawet przy posiłkach, przy stole. Chcielibyśmy może by druga strona nas rozumiała, pojęła intencje, ale nie wytłumaczymy za skarby o co nam chodzi...
W zawieszeniu, cierpiący - ale z zadartą bródką w górę...
Pojęcie wygranej, nie pasuje tu... Tyle tylko, że nie oddajemy pola.
Wściekle zajadli, pewni swego, dumni z pełnego uzbrojenia i gotowości do starcia w każdym momencie...
Życie podtrzymuje w nas tę fikcję, że nie pracuje się z meblem czy rzeczą uszkodzoną, zepsutą... przestaje się człowiek przywiązywać do czegokolwiek i kogokolwiek. Oddaje pola... Z czasem odchodzi, oddala się. Szuka zamienników lub uzupełnienia gdzieś poza związkiem.
Czy gonimy marzenia??? Chyba nie, raczej - podtrzymujemy ogień pod złudzeniami. Złudzenie zasłania nam z czasem pole widzenia i odbiera pole manewru.
A milczenie, suchość w emocjach, sztywność, pustka i brak słów codziennych - trwa.
W naszej rzeczywistości wielu ludzi odpuszcza sobie związki, relacje. Nie wkłada wysiłku w ich podtrzymanie, odbudowę. Tak jak łatwiej nam zastąpić stary telewizor czy meble w kuchni nowymi, tak staramy się zrobić i ze związkami z ludźmi.
Zerwać, oddalić, odsunąć - często zniechęcić.
Przedsmak stanowią "ciche dni", trudne do zniesienia milczenie, kłopotliwe sytuacje gdy pod jednym dachem mijamy się bez słowa. Nie kończymy wypowiedzi, tylko czynimy jakieś obojętne gesty. Potem mijamy się nawet przy posiłkach, przy stole. Chcielibyśmy może by druga strona nas rozumiała, pojęła intencje, ale nie wytłumaczymy za skarby o co nam chodzi...
W zawieszeniu, cierpiący - ale z zadartą bródką w górę...
Pojęcie wygranej, nie pasuje tu... Tyle tylko, że nie oddajemy pola.
Wściekle zajadli, pewni swego, dumni z pełnego uzbrojenia i gotowości do starcia w każdym momencie...
Życie podtrzymuje w nas tę fikcję, że nie pracuje się z meblem czy rzeczą uszkodzoną, zepsutą... przestaje się człowiek przywiązywać do czegokolwiek i kogokolwiek. Oddaje pola... Z czasem odchodzi, oddala się. Szuka zamienników lub uzupełnienia gdzieś poza związkiem.
Czy gonimy marzenia??? Chyba nie, raczej - podtrzymujemy ogień pod złudzeniami. Złudzenie zasłania nam z czasem pole widzenia i odbiera pole manewru.
A milczenie, suchość w emocjach, sztywność, pustka i brak słów codziennych - trwa.
piątek, 6 lutego 2015
Takie buty
Czasem wydaje nam się, że nie pasujemy do aktualnej rzeczywistości, do czasów w jakich żyjemy. Że córka czy syn są kosmitami i wysysają z nas nie tylko pieniądze, ale wszystkie siły, radość, spontaniczność, gaszą entuzjazm, przynoszą ujmę...
Padamy na twarz by istocie swej zabezpieczyć wszystko i jeszcze więcej, a potem co? Brak wdzięczności, traktowanie tego jak oczywistość. Ależ jasne - że tak... Po to żyjemy... Dla nich, dla niej, to jego prowadzimy, przez świat i życie, w sukces, odzianego w splendor, spektakularne sukcesy. Jak mawia się o niektórych - "złote dziecko" nam rośnie... warte wszystkiego...
A my??? A nasze potrzeby, nasza codzienność i marzenia jakie nadal mamy i którym hołdujemy. Dlaczego zakopujemy je tak głęboko, by nie mieć do nich dostępu??? Czemu skrywamy emocje? Mówimy, nie ważne - nie ważne to, co ja i mnie, dla mnie, we mnie...
Bez nas, nie ma was. Bez naszej samorealizacji - nie istnieją nasze dzieci.
Jedynie brak satysfakcji i cierpienie.
A gdyby tak proporcjonalnie - przynajmniej - zadbać o obie strony. Dojść do połowy drogi, spotkać się tam, odkryć na nowo. Każde z nas jest warte realizacji marzeń, pragnień, tak jak wypoczynku, odrobiny luksusu, szaleństwa czy ekstrawagancji.
Jeśli zapomnimy o sobie, zapomnijmy, że z cudzego szczęścia uda nam się uszczknąć cokolwiek...
To tylko ułuda...
Padamy na twarz by istocie swej zabezpieczyć wszystko i jeszcze więcej, a potem co? Brak wdzięczności, traktowanie tego jak oczywistość. Ależ jasne - że tak... Po to żyjemy... Dla nich, dla niej, to jego prowadzimy, przez świat i życie, w sukces, odzianego w splendor, spektakularne sukcesy. Jak mawia się o niektórych - "złote dziecko" nam rośnie... warte wszystkiego...
A my??? A nasze potrzeby, nasza codzienność i marzenia jakie nadal mamy i którym hołdujemy. Dlaczego zakopujemy je tak głęboko, by nie mieć do nich dostępu??? Czemu skrywamy emocje? Mówimy, nie ważne - nie ważne to, co ja i mnie, dla mnie, we mnie...
Bez nas, nie ma was. Bez naszej samorealizacji - nie istnieją nasze dzieci.
Jedynie brak satysfakcji i cierpienie.
A gdyby tak proporcjonalnie - przynajmniej - zadbać o obie strony. Dojść do połowy drogi, spotkać się tam, odkryć na nowo. Każde z nas jest warte realizacji marzeń, pragnień, tak jak wypoczynku, odrobiny luksusu, szaleństwa czy ekstrawagancji.
Jeśli zapomnimy o sobie, zapomnijmy, że z cudzego szczęścia uda nam się uszczknąć cokolwiek...
To tylko ułuda...
Odseparować się od siebie
Stwarzamy sytuacje z których nie można wyjść, uciec. Wikłamy się w zależności oraz smutne związki. Rozstania są bolesne ale przede wszystkim długotrwałe...
Znam teraz jedną rodzinę - w której ojciec i matka walczą o uwagę i obecność w życiu dwójki swoich dzieci dosłownie wyrywając je sobie. Każdego dnia. Oboje przez 4 dni w tygodniu mają do nich w trakcie kilku godzin spotkań prawa. Wyjścia i dodatkowe uroczystości w szkole - burzą ten i tak, nietrwały porządek. Kłótnie są codziennie, przy dzieciach także. Patrzą zdziwione, zlęknione jak wygląda świat dorosłych. Dwóch synów skażonych nienawiścią i gniewem dwójki dorosłych. Czasem ogarnięci rozpaczą, smutkiem i we łzach - kiedy indziej, chłodni i obojetni. Bezsilni.
Świat dorosłych jest dla nich krainą abstrakcji. Jest trudny i nieprzewidywalny. Do tego też niesprawiedliwy, mocno okrutny. Nie ma w nim nic stałego, codziennie można spodziewać się kary, krzyku lub fochów ze strony walczących dorosłych...
Nie mówię już o tym, że w spór zostają wciągnięci i zaangażowani nauczyciele, wychowawcy, panie ze świetlicy - wszyscy na drodze takich osób. Winni są nawet ci, którzy nie przyłożyli ręki do wymiany zdań czy bojów o dziecko. Coś powiedzieli, skomentowali, napisali, spojrzeli może nie tak...
Pod płaszczykiem miłości, ktoś psuje dziecięce serca - jak zabawkę, jak pozytywkę...
Jakim prawem??? Prawem silniejszego, i odnoszę wrażenie - właściciela - a nie, matki czy ojca.
Znam teraz jedną rodzinę - w której ojciec i matka walczą o uwagę i obecność w życiu dwójki swoich dzieci dosłownie wyrywając je sobie. Każdego dnia. Oboje przez 4 dni w tygodniu mają do nich w trakcie kilku godzin spotkań prawa. Wyjścia i dodatkowe uroczystości w szkole - burzą ten i tak, nietrwały porządek. Kłótnie są codziennie, przy dzieciach także. Patrzą zdziwione, zlęknione jak wygląda świat dorosłych. Dwóch synów skażonych nienawiścią i gniewem dwójki dorosłych. Czasem ogarnięci rozpaczą, smutkiem i we łzach - kiedy indziej, chłodni i obojetni. Bezsilni.
Świat dorosłych jest dla nich krainą abstrakcji. Jest trudny i nieprzewidywalny. Do tego też niesprawiedliwy, mocno okrutny. Nie ma w nim nic stałego, codziennie można spodziewać się kary, krzyku lub fochów ze strony walczących dorosłych...
Nie mówię już o tym, że w spór zostają wciągnięci i zaangażowani nauczyciele, wychowawcy, panie ze świetlicy - wszyscy na drodze takich osób. Winni są nawet ci, którzy nie przyłożyli ręki do wymiany zdań czy bojów o dziecko. Coś powiedzieli, skomentowali, napisali, spojrzeli może nie tak...
Pod płaszczykiem miłości, ktoś psuje dziecięce serca - jak zabawkę, jak pozytywkę...
Jakim prawem??? Prawem silniejszego, i odnoszę wrażenie - właściciela - a nie, matki czy ojca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)