wtorek, 22 listopada 2022

Wspierać potencjał dziecka

Sytuacja autentyczna, bieżąca i częsta ostatnio w młodszych klasach  czyli 4/5:

(...) dziecko, samo już zauważa, że robi błędy. Mało tego, słyszy to na co dzień... w szkole i domu. Przestaje mu się chcieć, nie próbuje iść dalej ale też nie chce nic zmienić, bo nie wierzy, że cokolwiek z tych zachowań lub umiejętności - może zmienić. Jest coraz bardziej samo - bo wszyscy przechodzą na tę drugą stronę barykady i zwierają szyki...

Spostrzeżenia - lęk, brak wiary w swoje możliwości i wycofanie. Dziecko jest poprawiane codziennie (nauczyciel, nie tylko polonista, ale też przy pracy domowej - mama). Korygowane zbyt często błędy i podczas pisania, i w trakcie czytania, a nie już po lekturze.

_______________

Mamo!!! (...) niech mimo to czyta. Szkoda gasić potencjał pod hasłem "dbamy jedynie o poprawność językową" czy ortograficzną, czy też gramatyczną (gdy pisze ono coś na ocenę, czy bez niej). Bo mniej jest ewidentnego dobra w samej korekcie, zwłaszcza na początku: gdy ciągle poprawiamy... wskazujemy błędy, podkreślamy niedociągnięcia i... nadmiarowo oceniamy, wymagamy tej poprawności. 

Niech córka czyta tak, jak potrafi i tyle ile sprawia jej frajdę i przyjemność... Czyli "póki chce". To bardzo ważne... 

Niech czyta, niech polubi książki!!!

Bo gdy dziecko czuje, i wie - że popełnia błędy - a jest upominane, poprawiane i tylko korygowane, co zwykle robią nauczyciele - wierzą, że to wynika z powinności i troski o "piękno słowa, języka", żę będzie lepszym uczniem. Tym działaniem jednak niesamowicie zatrzymują, blokują dziecko w rozwoju - języka stylu mówią : "napisz dwa trzy zdania - ale poprawnie, porządnie, dobrze". To częsty błąd... Takimi działaniami odbiera się dziecku i prawo, do popełniania błędów, i możliwość badania terenu oraz uczenia się autokorekty, refleksyjność, poczucie sprawstwa czy twórczość - właśnie...

Często też - wbijamy dziecko tym samym w poczucie winy, w poczucie niemocy... Wreszcie - powodując takim działaniem, że "dobre zdanie o sobie", początkowo krucha samoocena - zanika. Wiotczeje, jest wątpliwa... słabnie. Brakuje dziecku oczywistych argumentów... 

(...) jak radzić sobie z własną niemocą i złością??? - pytanie mamy, która zaczyna wątpić, oddala się i przeczekuje (...)

A ze złością, a raczej niecierpliwością - my matki, ale też nauczycielki - matki, analogicznie - radzimy sobie jak potrafimy, jak umiemy, jak ... przyzwyczaili nas szczególnie przez lata wychowania "nasi, naprawdę i zwykle nasi rodzice", osoby ważne i znaczące. 

To ich sposoby reagowania dziedziczymy... z pokolenia, na pokolenie. 

Często, nie radzimy z nią sobie wcale!!! I niestety, nie zmieniamy tego. Z wygody, z braku pomysłu - czyli alternatyw, z siły autorytetu naszych rodziców, z przyzwyczajenia, czy wreszcie z lenistwa. Bo nauczenie się i ćwiczenie innych zachowań - męczy, utrudnia funkcjonowanie, nowe - jest zawsze na początku trudne, bo wielokrotnie trzeba próbować i nie zniechęcać się początkowy brakiem powodzenia.

Wolimy opuścić pokój lub mieszkanie, by nie wybuchnąć. Lub - by się nie rozpłakać, bo widzimy jak mało skutecznie porozumiewamy się z drugą osobą... 

Proszę dać sobie, jako mama, prawo do przeżywania własnych trudności, ale też do poszukiwania i pracy nad sobą (poobserwowania swoich obszarów, jakie chciałaby pani zmienić, popracować nad nimi... Jest teraz tak dużo dobrej i cennej  literatury, rozwojowej, psychologicznej, że jest w czym wybrać... 

Odwagi potrzeba, by nawet w trudniejszych momentach nie rezygnować - i zwyczajnego powodzenia, w czasie szkolnym - najistotniejsze jest obecność i wsparcie rodzica, rozsądek i cierpliwość. By być z córką, być owocnie i uczyć się, pracować na bieżąco. I oczywiście idzie tu o jakość a nie ilość spędzonego z dzieckiem czasu. 

Dać oparcie i także pozwolić jej dobrze wejść w grupę, w klasę, dbając o komfort emocjonalny. O to, by mogła się wygadać, poskarżyć, odreagować wiele codziennych zdarzeń, przykrych słów - rzeczy, przeżyć. Doświadczyć ich nowość, zaskakującą świeżość w repertuarze. Oswoić to zaskoczenie, niepokój lub zatroskanie i lęk, towarzyszący zawsze dziecku w tych momentach, gdy dotykają go liczne, zachodzące w otoczeniu - zmiany...  Być z dzieckiem nie w kontakcie, a w relacji... 

To nam dziecko ustawia na głowie świat, nie my - jemu...


...lektura...

A dla dziecka, do pracy z nim w domu, skarbem jest mnóstwo pozycji z wydawnictwa "Harmonia" - od relaksacji, budowania samooceny poprzez szereg umiejętności szkolnych, skupienia uwagi, czyli popularnej koncentracji, rozwijania umiejętności matematycznych - itd. Ważne - że są proste, praktyczne, pełne podpowiedzi i ćwiczeń do samodzielnej (z dzieckiem) realizacji w domu.

Reasumując...

Proszę maksymalnie odroczyć diagnozę... Fakt, czasem pismo zwraca uwagę, i pojawiające się błędy... ale to może być wynik tego, że uczennica słabo się nauczyła słówek tego dnia. Na podstawie jednego sprawdzianu, nie powinnam, ani ja, ani nauczyciel, wyciągać pochopnych wniosków... 

Do diagnozy - tej wstępnej, także potrzebujemy czasu i obserwacji. Do okazania w poradni - zeszytu systematycznych ćwiczeń, a to wymaga miesiąca - dwóch wspólnej z rodzicem pracy. Czasu, by zdobyć wiedzę o dziecku i orientację, jak funkcjonuje w zespole klasowym, i w szkole w ogóle. Czasu więc potrzeba i jej, i nam, by uniknąć stawiania pochopnych hipotez i by nie wyciągać czasem zbędnych wniosków...


czwartek, 27 października 2022

Cyberbezpieczeństwo już dziś

Na pewno posiadacze kont "gmail" są zorientowani są już troszkę w temacie, właśnie zmienia się polityka bezpieczeństwa, kolejne zagmatwanie z podwójnym - teraz już obowiązkowym logowaniem. Do tego też przygotowuje nas i część ogłoszeń, mediów, banki... Operatorzy i dostawcy usług.

Internet i media - nie są jednoznacznie złe, ani jednoznacznie dobre. To zależy do czego służą, kto się nimi posługuje, jaka jest intencja nadawcy/autora. 



Nie chronią nas ani mury, ani bramy ni portale. Granice stawiamy lub budujemy aktywnie my...
wszystko co możemy zrobić, to czuwać i bronić się - być w gotowości!!!


Wszystko zależy od narracji i interpretacji oraz wykorzystania tego zjawiska... 

Strach przed "utratą danych" lub "utratą danych dostępowych" jest nadal silniejszy, łatwiej go wzbudzić i wywołać (pieniądze... oszczędności i ich utrata, czyjaś prawie ukończona książka w wersji elektronicznej). Łatwiej, niż nauczyć się zachowywać się po ludzku w sieci, chronić siebie, bliskich ale i innych - przed ekspansją. Trudniej nam przenieść wiedzę życiową, wykrzesać kulturę czy uczynić zwyczajem dobrym, "nawyk" nie okradania kogoś z własności intelektualnej - w sieć... (tu: prawo o ochronie własności intelektualnej, nie tylko patenty chronią bowiem autorów pomysłu, leku, wynalazku).

W miejscach edukacji i wychowania w ramach pedagogizacji rodziców usłyszymy pewnie, że każdy ma swoje prawa, ale i swoje obowiązki - zadania do realizacji, do wykonania. Że dzielimy się odpowiedzialnością, bierzemy to na klatę... Czasem mamy pomysł, że załatwi to za nas "kontrola rodzicielska", czy techniczna - jako aplikacja, kod, funkcja u operatora sieci/multipleksu... Ale czy może nie jest bardziej skuteczne i wymierne nasze fizyczne, a nie techniczne, zainteresowanie i kontrolowanie treści??? Oczywiście - to już wybór, jak kiedy i gdzie to robimy. Ile nas to czasu i pracy kosztuje.

Po moim zebraniu, z rodzicami w klasie starszej, najstarszej mam dwie główne refleksje: rodzice chętnie i dużo o tym dyskutowali, widać, ma to znaczenie dla znacznej ilości osób (na szczęście !!!!): 

to szacunek dla drugiej osoby (m.in. nie traktowanie kogoś instrumentalnie, nie bawienie się osobą, jej emocjami, jej wrażliwością!!!), 

oraz - "kultura języka". Poziom rozmowy - czyli język ojczysty czy inne języki jakimi się porozumiewamy, dokonujemy wymiany posługując się nimi - bez wulgaryzmów, poniżania i obrażania "adwersarza", wyśmiewania innych, 

wreszcie - działanie bez brutalnego wykluczania kogoś. Każde wykluczenie ma rys brutalności, dysproporcji, jest manifestacją przewagi lub siły.

I wreszcie na koniec nasunęło się mi, i innym dorosłym - taka tęsknota, pragnienie, powrót do korzeni - "dobre słowo"!!! Zapominamy o nim...

Dobrych słów i wspólnych aktywności - nigdy dość... 

Do tego też doszliśmy w rozmowie z rodzicami, była ich spora grupa i spędziliśmy dwie godziny na rozmowie, na dyskusji, na klasycznej "wymianie" obaw, lęków, ale zaraz potem - zrodziły się pomysły, co można zrobić, a co zrobić i zaplanować trzeba. Czymże jest wychowanie, jak nauczyć i przyzwyczajać do tego świata, siebie i dziecko. Jak się odnaleźć...

Rodzice i ja, i moi znajomi z branży i przyjaciele - mamy świadomość, że tego pokolenia, już nie zdominujemy, a na pewno "nie przeskoczymy" w TIK, w umiejętności, szybkości, biegłości, sprawnej obsłudze, a może??? W uczeniu się nowych sprzętów i urządzeń - ale jest inny obszar. 

To dla nas właśnie zadanie: bądźmy zdecydowani i odważni, dookreśleni w rozmowie, sztuce porozumiewania się. Zaprezentujmy taki poziom i zaangażowanie osobiste, taki poziom kultury czy znajomość tematu - np. wykorzystanie treści, w życiu, praktyce, by przybliżyć się do tego, co naprawdę wymyka się nam, jest odległe poznaniu. Choćby w kilometrach czy latach świetlnych...

W oswojeniu i poznaniu tematu elektronicznych mediów, dostępu do treści, jak w życiu - możemy naprawdę jeszcze wielu wielu osobom, uczniom i nie tylko, pomóc. Czasem zaimponować ukierunkowując. Znaleźć rozwiązanie w sytuacji dramatycznej.

Jest taka mądra myśl jednego z pionierów nowych technologii jeszcze z lat 90-tych... "badajcie rzeczywistości, analizujcie i poznawajcie - zanim zaczniecie im ulegać, i się nimi zachwycać, oddając się im w posiadanie". 

Czego i wam dziś, i w październiku - ale i każdym codziennym dniu pracy i przemierzania Internetu jako ogrodu dobrego i złego, kuszącego i odpychającego swym chłodem- życzę!

środa, 18 maja 2022

Mentalne przygotowanie do życia

Na większość życiowych aktywności, działań podejmowanych każdego dnia, decyzji czy kroków, nie posiadamy żadnego "papierka". Żadnej bumagi typu: "zdolny, ale leń", "nieudacznik", "żadnej wiedzy" czy "niedoświadczony". Te wszystkie działania jakie szybko, automatycznie wdrażamy na co dzień, są mocno intuicyjne, stronnicze, nasze... Związane często z posiadanym kręgosłupem moralnym, wyznawanymi wartościami. Czasem - przypadkowe czy losowe. 

A może by tak coś zmienić i przeorganizować w sobie... Nadać kształt swojemu życiu zanim czegoś dokonamy, zaczniemy eksperymentować, sprawdzać... Może choć mentalnie, przygotować się właśnie do życia. Zacząć świadomie i odpowiedzialnie działać. 

Najpierw, poznać zasady panujące w świecie, nawet te umowne. Próbować je odnieść do siebie, zrozumieć, zatrzymać się nad kruchością i ulotnością czasu. Pomyśleć o tym, że nie da się cofnąć konsekwencji już podjętych działań. Czasem rozważyć - jakie skutki będzie miało nasze postępowanie dla innych, jak wpłyniemy na siebie i na Ziemię. Czy mój wybór - ma znaczenie dla innych?

Zacząć badać i dociekać - czego chce mój znajomy, mój przyjaciel, bliźni. Do kogo lub czego łatwiej mi się odnieść.


Najciekawsze są właśnie te, niezbyt proste drogi...

Czy ja zagrażam komuś, czemuś, jakiemuś układowi - rodzinie, światu? Czy rujnuję czyjąś miłość lub przyjaźń. Krzywdzę, a może manipuluję sytuacją, myśląc tylko o sobie i jakimś "moje/nasze/swoje/ja".

Zacznijmy od pytań, dopuśćmy wątpliwości. Nauczmy się myśleć przed, zanim popełnimy klasyczne czy też często powtarzane - błędy. Skoro można nas opisać czy określić w wielu zdaniach - napisać jakąś opinię, to może też warto uzasadnić to nasze krótkie istnienie?

Kto nie potrafi rozwijać się sam, a czuje potrzebę, mógłby na ten przykład - skorzystać z pomocy eksperta czy chociaż mentora, tutora, zaufanego rodzica czy dziadka... zapytać o wskazówki, o cel, co on/ona myśli na ten temat. Czy podejmowana decyzja nie będzie bolała, czy może zmieni życie wielu osób...  

Myślicie może, że to tylko trudna droga, przeznaczenie... wybór czy filozofia. Że to nowe, zbędne, nie do osiągnięcia dla przeciętnego Kowalskiego, dla codziennego zjadacza chleba... I że nie ma szans, nie wejdzie w krew? Zobaczymy!!!

Jeśli w ogóle myślicie, zastanawiacie się, zatrzymujecie się na chwilę - to już jest pięknie!

piątek, 1 kwietnia 2022

Egzamin czy sprawdzian z życia

Coraz trudniej przygotować się do sprawdzianu, zmotywować do powtórki, do nauki... do każdej pracy z książką, tekstem, utrwalania materiału i wysiłku. Czy można jeszcze zdać z marszu egzamin - z wiedzy, czy zdajemy go tylko tak naprawdę tylko "z życia".

Nawet jeśli tego nie chcemy i jako rodzice i jako dzieci, jesteśmy codziennie egzaminowani. Oddajemy się chcianym i mniej chcianym czynnościom, kłopoty przekuwamy na sukcesy. Czy tego chcemy, czy nie. Poprawki i powtórki - kosztują nas zbyt wiele, fantazjujemy samotnie i hipotetyzujemy, że w innych warunkach i pod innym słońcem czy księżycem, wszystko byłoby możliwe.

A tak naprawdę, liczy się tylko to, co damy z siebie ten jeden raz. Czy można powtórzyć ten ślub, urodzenie dziecka, to słowo i ten czyn, czy można się tak po ludzku urodzić na nowo czy też ubrać w inną skórę? Czy dostanę szansę przeżycia tego raz jeszcze i poprawy, korekty. 

Nie opuszcza nas fantazja i naiwność dziecka, skazani na samodzielność gubimy rezon i tracimy pewność siebie, duma nie okrywa nas jak płaszcz, bliżej nam do płaczu niż do wojennego okrzyku. Cel na dziś, cel na moment, fragmenty drogi... kruche szkło nagród i pucharów.

A potem jeszcze czeka nas sprawdzian praktyczny. Nie wiedzy, a umiejętności wdrażanych i wykorzystanych, tego co użyteczne, nie teorii - a z biegłości, i z wprawy we władaniu słowem, orężem jak mieczem, z troski i opieki a nie fałszywych zapewnień o tym, że podołam. Z realnego poświęcenia czasu i uwagi - przytulenia i okazania serca, pomocy, z pracy, z nieprzespanych nocy, z walki o byt i codzienność. Odnoszenia pieluch do prania i gotowanej kaszki na mleku zamiast odnoszenia spektakularnych sukcesów, z "moje jest mniej ważne", a tak naprawdę to "od ciebie zależy całe moje szczęście, ty jesteś sensem mojego życia". Z miłości...

Bo tylko miłość w ostatecznym rachunku ma zwyciężyć, tylko ona jest przekonująca i mierzalna i tylko dzięki niej trwamy przez tyle pokoleń, ona kreuje rzeczywistość - nie samotność i egoizm zamykające w niewoli nasze serce. 





Miłość... nie jedno ma imię...

Miłość ma głos ostateczny, zrodzone z niej dzieła, twórczość malarska i muzyczna, utwory przetrwają -  pozostaną nie tylko w pamięci. 


wtorek, 8 marca 2022

Agresja to współczesna obsesja

Agresywnych nie lubi nikt, lecz się ich boi. Każdy wycofuje się przed taką znajomością. Są to zachowania niszczące relacje. Ale my - stwarzamy furtki!!! 

Staje się wygodna, nie trzeba jej zbyt wnikliwie analizować, wchodzić w sytuację i zatracać w empatii. Krótko, rzeczowo i na temat... Wręcz - zadaniowo.

Tak, lęk oraz frustracja są pewną pułapką... Ale to agresywna i bezrefleksyjna postawa zbiera na co dzień żniwo. To "coś" rozbija rodzinę, wspólnotę krwi ale i inne grupy. Nie ma już celu, który jednoczy siły. Który uszlachetnia, spaja, wzmacnia. Są pojedyncze, incydentalne zadania. Taka zmiana powoduje, że nie podejmujemy wspólnych działań wzmacniając jedni - drugich. Doświadczenie rosnących trudności w porozumiewaniu się, kłótni i konkurencji - utrwalają w nas samych poczucie, jak niewiele już możemy wspólnie. Jak trudno dogadać się. Do czego doprowadziłby brak determinacji i podporządkowania, brak współpracy np. sforę wilków - watahę w środku zimy??? Ta świadomość, że nic sami nie zdziałamy, skazuje nas na psychologiczną i społeczną śmierć, na niebyt. Wszystko nas zaskakuje, a cała rzeczywistość rozpada się na naszych oczach i przygniata swym ciężarem... 

Najgorsze jest to, czego dokonujemy w myśleniu. Reinterpretacja - ściśle określona. Według przepisu... Usprawiedliwienie tego, co nie jest rozwojowe... Czasem wręcz mówimy, że ta cecha drapieżcy - jest "cenna" na pewnym stanowisku, w jakimś zawodzie, że jest świadectwem mocy. I tu uwaga.... Tak, cechuje życie, ale tylko samotnika. Strzelca. Snajpera.

Dajemy w ten sposób siłę temu, co nas umartwia, jest kostyczne i brutalne. I pozwalamy trwać i umacniać się w naszym codziennym życiu i w relacjach, otaczającej nas - pewnej patologii. 

Nazywamy normą lub korzystnym to, co rozbija. Co niszczy jedność. 

Naszym chlebem codziennym ma być trwanie w dyskomforcie i cierpieniu. 
Agresja kwitnie!!! Mnożą się współcześni konkwistadorzy.
Agresję wzmacniamy, sami dając przyzwolenie na nią. 
Normalizujemy ją... Usprawiedliwiamy często. 

Kojarzy nam się z sukcesem. Z lepszym wynikiem i z niezależnością. 
Ale też - z wyścigiem szczurów. Nieliczeniem się z drugim człowiekiem, jego stanem i wrażliwością, stratą czy z jego wartościami. 
Chcę - żądam - mam (zdobywam). 






Niszczenie innych osób, tak - konkurencja, stosowanie pułapek i podpuszczanie innych, by poprawić swoją pozycję i samopoczucie. To wszystko staje się tylko formą "terapii naszych niedoskonałości". Zasłoną dymną...

Uważajmy, aby nasza własna nonszalancja i nieświadomość tego, jak bycie agresywnym i uszczypliwym jest zagrożeniem nie oszukały nas. A rodząca się w nas frustracja nie zwiodła nas jak pawi ogon, zwalniając tym samym, od wszelkiej odpowiedzialności... 

Postawa totalnej tolerancji szkodzi w pracy i relacjach w grupie. Warto wymagać od siebie i innych. Luz bowiem jest toksyczny dla życia rodzinnego, towarzyskiego, wpływa wreszcie na całokształt wychowania dzieci. Lansowanie określonych postaw życiowych oraz stylu, formy przekazu, traktowania innych, takie rozmowy potrafią uszkodzić, zniekształcić człowieka ... 

Zamiast radzenia sobie ze złością i rozpoznawania lęku w sytuacji która nas niszczy, pracy z przekonaniami oraz zmiany poznawczej, modyfikacji swojego nastawienia i motywacji, korekty zachowań - ich kierunku i siły, częściej oddajemy się temu, co wynika ze zwierzęcej natury. Głęboko tkwiącej w nas, ale nie do końca nas definiującej.
 
Obserwuję to w ostatnich latach, że nie uczymy się jako ludzie panować nad sobą, a jedynie uciekać i unikać. Nie rozmawiamy, a tłumaczymy siebie. W ten sposób nie konfrontujemy się "po" z naszymi wpadkami - nadal popełniając te same błędy tyczące sposobów przeżywania, a nade wszystko wyrażania i okazywania agresji. 
Krzywdzimy, nie wyrażając słownie prawdziwych powodów... Nie nazywając. Nie sięgamy głębiej, a tylko dotykamy powierzchni problemu. Oddajemy się zwyczajnie surowej, pierwotnej i instrumentalnej agresji skierowanej właśnie na osobę (czasem nasze zwierzę!).

Gdzie jest zysk z takiej sytuacji??? Dać upust niewygodzie, trudności i ulec napięciu, z jakim nie nauczona jestem poradzić sobie w społecznie akceptowany sposób. Uwalniać, nie rozumiejąc. Nie przekładać swojej tendencji na aktywność, działania prospołeczne lub obronę słabszych. Twórczość artystyczną czy literacką. Zainteresowania, pasje i wizje. Sport...

A gdzie odpowiedzialność i wysiłek? Gdzie nasze nieuleganie atawistycznej naturze? Czy to ma być dobre??? Czy ma służyć rozwojowi czy dobrostanowi. Budować, czy rujnować relacje? 

Wykonanie tego tylko, co złe, prymitywne i okrutne obarcza nas swoim ciężarem i niesie ze sobą odpowiedzialność za krzywdę, wyrzut, zgagę i naprawdę zbyt wysoką cenę. 

Chcę "na Ukrainę"

Musimy pamiętać, że dla dzieci, to kraina marzeń, miejsce dorastania i dzieciństwa. One żyją nadzieją powrotu, mało tego - zostawiły tam swój świat, część przeżyć, doświadczeń, miejsc, ludzi, dziadków i babcie jacy nie zdecydowali się na długą i męczącą podróż w nieznane, niepewne... Wcześniej beztroskie i radosne, teraz poważne, wycofane i posępne dzieci. Wątpią...

Wczoraj miałam spotkanie z taką dwunastką w wieku 8-10 lat. Nawet nie do końca rozumiemy się, one mnie a ja ich, pomagają sobie tłumacząc słowa. Dają sobie wsparcie, są ustami, są wolą i prośbą - w ich imieniu. Posiadają niewiele, ale też niewiele im trzeba w razie potrzeby kolejnego przemieszczenia się. Na razie ich rodziny wybierają większe miasta w Polsce, bo czują, że tu są większe szanse. Ale czy też nie większa jest anonimowość...

Utożsamianie się jest ważne, ale ich wewnętrzna duma - też.... 

Te rodziny nie izolują się - wchodzą godnie i ze spokojem w środowisko, trudno im prosić, przyznać się do umęczenia, utrudzenia. Tęsknią, bo to w większości matki z dziećmi... samotne, bezbronne, w tragicznym rozkroku wobec dwóch światów. Z zawieszonymi marzeniami i planami... 

Co dalej??? Jak i czy lepiej będzie...

Niektórzy tylko transferem, bo zamknęli już za sobą wszystko, jak w orzeszku...

Inni, czekają na połączenie rodziny. Dzieciom, najtrudniej. Nie rozumieją wiele, a czują - zagrożenie, smutek, wątpliwości, niepokój, samotność, izolację, często czai się w nich nieufność i strach. Warto im czymś zaprzątnąć głowę, spowodować, by wmieszały się w grupę, by "pobyły razem" ale nie do końca na swoich warunkach. By nie myślały cały czas tylko o jednym. O najgorszym...

By przestały się budzić w środku nocy, z lękiem i krzykiem - jak ptaki!!!



    

Dzieci które potrzebują pomocy


Konflikt zbrojny i napaść na Ukrainę szybko przyniosły ofiary, codzienną śmierć, utratę. Zrodziły błyskawicznie falę uciekinierów, emigrantów - uchodźców, ludzi bez domów. Tych co długo nie powrócą - z przeszłością, ale często bez przyszłości. Sieroty i wdowy. Samotność.

Cierpią wysoko wrażliwcy, przeżywają tę niekończącą się apokalipsę. Nie rozumieją, nie chcą tego tłumaczyć ani racjonalnie ani w żaden inny sposób. Boli już sam stan wojny, bycie blisko miejsc które się znało i kochało a teraz są ruiną, gruzem, grobowcem dla innych. 

Ci, którzy potrzebują skupiają się na obecności innych, potrzebują akceptacji, spokoju i wyciszenia, by dojść do siebie - i aby zrobić krok naprzód. Bo trzeba zamknąć coś za sobą, by nowe otworzyć...

Ból utraty, nawet perspektyw jest straszny. Niewiara, pozostawienie samym sobie, brak zaplecza - obca ziemia i obca mowa - dominuje dziś. Panicznie, w popłochu i pośpiechu - lud Ukrainy, szuka sobie nowego miejsca. Wielu z tych ludzi nigdy nie wyjeżdżało poza granice kraju.

 

 

Samotni, osieroceni - zdają się nie mieć żadnego wyboru. Żadnej też motywacji i nadziei. 

W czasie tej wojny zapomina się o przeszłości i o zaszłościach, o stereotypowym patrzeniu na innych, o narosłych wcześniej antypatii i o urazach, o przekazie i narracji historycznej. Tym co zawsze było treścią wspomnień naszych babć i ojców... 

Teraz wypełniają nas empatia, troska i zrozumienie, wspierająca miłość, motywująca odwaga, zachęta, stawanie ramię przy ramieniu. Jest współczucie, jest miejsce na wsparcie... Nie wspominamy o tym, że ktoś coś zabiera lub czemuś zagraża... Wszyscy i wszystko, każde działanie jest pomocne, jest dobrem, jest sercem okazanym innej osobie... Jest chlebem.

Są ci co wspierają modlitwą, inni czynem, transportem, posiłkiem, rozmową... i ci, którzy przezwyciężają swój ogromny opór lub trudność. Nie wińmy się za to. Nie wińmy się już za nic. 

A przede wszystkim w obliczu walki, wojny i cierpienia - nie chowajmy się ani za polityków, ani - głowy w piasek. Skoro człowiek człowiekowi taki los kolejny raz już gotuje, my bądźmy promykami nadziei i miłości, i róbmy swoje..

Róbmy dobro. Ono zawsze wraca...