Bliskość... emocjonalna bliskość...
Wysoki stopień ryzyka, niskie rozproszenie. Zjawisko ciekawe a niektórym ludziom obce, kiedy obserwujemy swego rodzaju dystans - odległość - ale zjawisko wcale nie fizyczne. Określenie dotyczące różnych sposobów bycia z drugim człowiekiem, jednak oparte o kilka ważnych zasad - jedną z nich jest "poczucie bezpieczeństwa", jego optymalny poziom - coś co tkwi głęboko w nas. Drugie - wysoki stopień "autentyczności". W tym "jak" jesteśmy z kimś, w jaki sposób przebywamy z drugą osobą - czy czujemy się w tym kontakcie dobrze, komfortowo, optymalnie... szczęśliwi i spełnieni.
Czasem odczuwamy bliskość w stosunku do wybranych, ale to nie jest swego rodzaju stan - a jedynie jedna z opcji. Ćwiczymy swoją elastyczność, ale nie autentyczność. U podstaw leżą nasze wcześniejsze doświadczenia w kontakcie, przeżycia, bilans sukcesów i porażek, ilość odniesionego w relacjach z innymi - bólu czy zranień. To kształtuje i predyspozycje, i postawę - pewną gotowość. Gotowość na odrzucenia lub zbliżanie się do innych.
Nie będzie najprawdopodobniej żadnej bliskości bez wytworzenia się w nas ufności, naturalnej konsekwencji wielu pozytywnych doświadczeń. Staramy się przełożyć takie zdarzenia nie tylko na język matematyczny, jakiś bilans czy powtarzalność zjawiska, sumę dobrych doświadczeń. Bliskość ukazuje się nam w wielu aspektach i kolorytach, a my - prezentujemy ją przecież nie "na zawołanie" choć mamy w sobie namiastkę tej gotowości.
Dojście do głębszej relacji, osiągnięcie bliskości trwa... Rozciąga się w czasie. Przez blisko rok badamy jej powtarzalność, testujemy osobę i przede wszystkim obserwujemy ją - dokonujemy bilansów, prób i porównań, zestawiamy z innymi. Po blisko roku zbliżamy się już do automatyzmu w ufności, wciąż czujni, gotowi do uniku czy powtórnego wycofania się - zamknięcia się w sobie...
Bliskość jest efektem wielu życiowych doświadczeń, rezultatów naszych prób wejścia w relację partnerską, koleżeńską, zawodową, intymną, przyjacielską... rodzicielską wreszcie... Nie polega na odgrywaniu ról. To pewna wypadkowa eksperymentowania, ale też naszej gotowości do ponoszenia sporego ryzyka. Dojrzewając w nas, bliskość, częściowo opiera się naszemu zwątpieniu, wciąż i wciąż - dając nową szansę.
Trudność z byciem autentycznym, powtarzalnym, ale też w jakiś sposób wyjątkowym i oryginalnym - a wciąż sobą, jest kolejnym jej kolorytem. W jakiś sposób bliskości można się uczyć, przyzwyczajać do niej, oswajać siebie... Tacy, jacy jesteśmy dziś i będziemy jutro oraz każdego kolejnego dnia.
Żywym przykładem i dokładnym obrazem coraz większej bliskości, dopuszczania do siebie innych jest motyw lisa z książki, cudownej opowieści o poznawaniu siebie i świata, o poszukiwaniu i odkrywaniu skarbu - róży, aż po kres życia - w utworze "Mały Książę"... Jedna osoba pozwala drugiej właśnie na oswajanie, przybliżanie się do niej, bycie coraz bliżej - siadanie coraz bliżej siebie. Rodzi się bliskość, zaufanie a potem - wreszcie szansa na przyjaźń.
To dla mnie najpiękniejsza ilustracja. Każdego dnia bliżej o krok, o centymetr, o jeszcze jedno muśnięcie - dotyk...
Czujemy swój oddech i ciepło, dowiadujemy się o sobie coraz więcej... a potem - naprawdę - nie potrzebujemy już tak wielu, nic nieznaczących słów.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz