sobota, 26 lipca 2014

Gdy życie staje się udręką...

Mówi się często, że nie da się już żyć, gdy ktoś bliski umiera. 
Gdy przychodzi nam żyć dalej samotnie, samemu. Bo matka, 
czy ojciec byli ważni. Także wtedy, gdy odchodzą dzieci, 
nawet oddalając się, a stanowiły dla nas tak istotną część życia.
I gdy refleksja - nas samych - przybliża do rzadko stawianego, nieodgadnionego, 
czasem też - trudnego, bolesnego i kłopotliwego pytania: 
Dlaczego mnie to spotyka? 
Jaki miało to sens? Czemu nas - właśnie nas, to dotknęło? 
Czy potrafię być "sam na sam"? I czy dam sobie teraz radę? 
Co mam począć... Dla kogo mam żyć...

Odpowiedź:  TERAZ  I  ZAWSZE,  DLA  SIEBIE...


Życie nie musi być udręką gdy potrafimy żyć autonomicznie, sami 
ze sobą, gdy poświęcimy czas swoim pasjom, gdy coś zaczniemy 
- kolejny raz, i na nowo...

Kiedy potrafimy się cieszyć jutrem...
Dobre wspomnienie też jest budulcem, zaczynem do kreowania naszego 
wizerunku - do rozpoczęcia na nowo jakiejś drogi, podróży, 
spaceru przez życie... 

Nawet gdy coś się kończy, to coś się jednocześnie zaczyna... 

Oddalenie też może przynieść coś dobrego, nowego, być zaczynem zmiany. 
Rozpoczęciem poszukiwań, dostrzeganiem nowych perspektyw... 

Motywacją, jakiej nigdy nie oczekiwaliśmy - ale i motywem do podążania 
ambitnie i prosto, znów przed siebie... A nie tylko - zatrzymania się i ciągłego 
przeżywania (symbolicznego) naszej straty. 
  

czwartek, 10 lipca 2014

Nie mam szczęścia do szczęścia

Zwrot paradoksalny???
Niekoniecznie. W sytuacji gdy nadchodzą wakacje i pozornie - czasu jest więcej i to w nadmiarze, częściej niż podczas sezonu pracy, na wszelką dostępną aktywność zwykle pozostajemy we wszechogarniającym: Po co? Czy warto? Czy ja zasłużyłam? Czy mi się należy?
Nie dość, że potwornie nie doceniamy siebie, gdy i tak - inni zwykle nie doceniają nas wcale, to jeszcze, próbujemy - celnie kopnąć siebie samych - w kostkę... Ugodzić, w czułe miejsce, dotkliwie skaleczyć.
Nasze serducho i duszę...

Że przecież, nie zasługujemy na miłość, troskę i opiekę, to dobrze już wiemy - prawda. Całe nasze krótkie życie jesteśmy o tym przekonywani. Teraz - bijemy się już tylko o uwagę, i o to, by samemu o siebie zadbać.
Dla kogoś może to być uśmiech i radość dziecka, dla innego - zdrowie, powodzenie członków rodziny... Kto inny odczuwa zadowolenie gdy podróżuje, czyta, gdy jest na dobrym, eksponowanym stanowisku... Kto inny ma się dobrze, gdy ma pełny portfel i żadnych finansowych zobowiązań...
Odczuwamy pełnię dobra i szczęścia... Tak, to czasem nam się wydarza, kiedy indziej - wydaje się nam...
Spróbujmy, no dalej...
Choć przez czas jakiś...
Dać możliwość i szansę przeżycia i doświadczenia czegoś dobrego, bezkarności i bezkrytycznego odczuwania przyjemności i szczęścia - nie tak od razu bezgranicznego. Jakiegoś jednak "dostatku"... Prawdziwie świadomego - rzeczywistego dobra.

Małego, prostego i skromnego...
Jeśli nam się uda, jeśli dostaniemy je, jeśli przeżyjemy i doświadczymy go - już jesteśmy szczęściarzami...