piątek, 29 stycznia 2016

Dwanaście małp i takie tam - inne

Wirusy - niszczenie naszej planety, gatunku ludzkiego z zachowaniem innych - to co się dzieje aktualnie, ale też to, co kreuje nasza wyobraźnia. Zagrożona planeta Ziemia, wizje jak z apokalipsy... 
Prócz absurdalnych tematów, filmów przez jakie z trudem przychodzi nam przebrnąć, jest kilka takich - które stale budzą lęk. I oczywiście, mimo że hollywoodzkie, amerykańskie - wcale nie kończą się dobrze... Między innymi za to lubię dość stary już "Dwanaście małp".
 
Oglądając takie megaprodukcje, filmy - przeżywamy i doświadczamy, teoretycznie - bo przed ekranem, ale i w praktyce - wszystkiego tego, co może się stać. Symbolicznie przecież - zagłębiamy się w fikcję i fantazję, a jednak... Dziwnym trafem, te nakreślone w kilku filmach zdarzenia, podkreślają czysty absurd ludzkiej egzystencji... Nasz postępujący brak szacunku, empatii i wyrozumiałości...  Brak więzi z naturą, działania wbrew planecie, wbrew systemowi i środowisku naturalnemu...
Powstaje pytanie: Czy to jakiś wewnętrzny imperatyw, motyw naszych działań - rodzaj napędu... Czy mamy w sobie ten niszczycielski okruch - ten pęd do zagłady, Tanatos. Czy drzemie w naszych umysłach jakiś scenariusz, czy też plan - bo przecież człowiek, jakiego rysuje ta produkcja, ma jakiś podły, wredny - na wskroś - "zły cel".

Oddalenie od natury jakiego codziennie doświadczają ludzie, stres wielkomiejski - wszystkich obszarów: codziennego pośpiechu, tempa życia i pracy, ogarniający nas wyścig i karier, cały ten zgiełk i hałas, zniewalają i męczą każdego. Doprowadzają do jeszcze gorszych schorzeń, budzących się w nas obaw i do fizycznego wręcz - cierpienia. 

Nasze własne działania stają się powoli niezdarną próbą zaprzeczenia naturalnym powiązaniom człowieka z naturą... 
Trywializujemy swój wpływ na planetę. 
Nie liczymy się z prawdziwym zagrożeniem... Nie dostrzegamy go, bagatelizujemy...

O zabijaniu i niszczeniu rzeczywistości otaczającej nas wiemy już naprawdę dużo, nie potrafimy powstrzymać rzeczywistości - która częściej niszczy niż kreuje, ponieważ wciąż nie rozumiemy, że sami tak niewiele potrafimy zrobić... 
Działania ludzi coraz mniej przypominają hasło "make peace, not war", i częściej niż dawniej polegają na realizowaniu polityki "dziel, rządź, niszcz - ale bądź! ".

Nie zdajemy sobie sprawy, że bez naszej planety -  bez jej walorów, jej bogactwa naturalnego, zwierząt, środowiska... i my w okrutny, wcale nie przemyślny - ani nieprzemyślany sposób - przestaniemy istnieć... 
A z nami, i za naszą sprawą - zgaśnie i ona... Przestanie być tak niezwykle błękitna... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz