Małe wyrzeczenia... Kłopoty. Potknięcia. Co ze sobą niosą i tak właściwie - po co nam one?
Ano przychodzi taki czas, gdy wreszcie je doceniamy...
Uczymy się planować i jak wydatkować energię nie spalając się całkiem i do końca.
Dzięki tym małym krokom i znoszonym cierpliwie wyrzeczeniom, stajemy się inni...
Lepsi. Mocniejsi...
Potrafimy więcej z siebie dać, wykrzesać zapas energii i sił...
Stajemy się bardziej cierpliwi, pracowici i oddani naszemu zajęciu lub zadaniu przydzielonemu nam przez innych...
One to, te "małe wyrzeczenia" - pokazują nam wszelkie możliwe scenariusze. Oswajają i przyzwyczajają do etapu wionącego nudą i codziennością, powtarzalnością i znojem.
Pozwalają je wszystkie przeczekać. Zahibernować się czasem... Trwać.
Możliwy i prawdopodobny czas, wysiłek i praca.
One przygotowują nas na to, co trudniejsze... Na bardziej wymagające chwile, złe oceny, wyśmiewanie czy krytykę ze strony innych... Uczą też, jak żyć i postępować wobec siebie i innych, by zachować godność i spokój. By ostatecznie wygrało człowieczeństwo, a nie tylko chęć, potrzeba i pragnienie... Nie liczył się jedynie wewnętrzny pęd i przymus jednostki...
Okazuje się też z czasem, co dla nas jest ważne, co istotne a co wreszcie z korzyścią dla dalszego rozwoju.
I nie zawsze jest to wygrana, sukces, spektakularna radość z dojścia do celu... Częściej - o sukcesie stanowi fakt przezwyciężenia trudności lub godnego trwania, mimo przeszkód.
Ta trudność, wielokrotnie też - mała przegrana - uczy nas pokory.
Uczy nas tego, że warto nadal walczyć i rozwijać się. Że nie ma niczego za darmo, że pracujemy na wszystko. Że nie każdą rzecz - stanowisko, miejsce, nagrodę, wartościowy przedmiot, symbole czy idee - można kupić. Jedynie kupić...
Zamieniając wszystko i sprowadzając do pieniądza, jego siły nabywczej, lądujemy w ślepym zaułku... Bo czasem trzeba dłużej na nagrodę pracować lub - całe życie - czekać na nią. Umiera się ubogim czy mało znanym.
Najistotniejsze staje się to, że te "wyrzeczenia", cierpienia i troski, prośby i westchnienia - trud i pot, wszystkie one poszerzają nasze granice: wytrzymałości, tolerancji, wzmacniają, utrwalają opanowanie i spokój wewnętrzny. Uczą nas odpowiedzialności i tego, że to my mamy wpływ na wszystko - przestajemy być totalnie zewnątrz-sterowni... zależni...
A co za tym idzie przestajemy być jedynie ulegli, połamani i złamani (duchem i ciałem), złamani na duchu.
Dzięki pracy nas sobą - otwieramy oczy... Nie jesteśmy ślepcami i niewolnikami.
My nie tylko uczymy się godzić z rzeczywistością na jaką nie mamy wielkiego wpływu.
My zaczynamy rozumieć - i ją, i siebie samych, i drugiego człowieka.
To, jak bardzo na siebie nawzajem wpływamy, jak jesteśmy od siebie zależni.
Jak wielka jest rola bieżącej współpracy... Uczymy się tego, jak wiele dla siebie znaczymy, co możemy zrobić jeszcze... Co poprawić, co udoskonalić.
I co zrobić lepiej, co razem tworzyć warto: czyniąc więcej dobra i mądrzejsze sprawy dla innych - każdego nowego dnia.