środa, 22 kwietnia 2020

Miłość w czasie zarazy ;((

Blogowanie w ogóle jest kłopotliwe i trudne. 
Odsłania. 
Gdy nieczytane, nie wiadomo w jakim kierunku zmierza. 
Pytasz - i nie wiesz nic....
Myślisz, oddalasz się w siebie coraz bardziej.

Czy pomaga, i komu.. Mnie??? Chyba najbardziej...
Czy następuje jakaś selekcja - wybór: komu, szukanie adresata i odbiorcy - i o czym. Gdzie i po co??? Jak go pisać i tworzyć - czyli jak często i jak mocno czy głęboko dotykać i wnikać w człowieka... Czy poruszać jakiś jeden wątek czy pisać o tym, wszystkim teraz, w czasie tzw. zarazy i tzw. "narodowej kwarantanny". 

Zobaczymy...
Okaże się "w praniu".

Na pewno przychodzi mi dotykać ludzkich zasobów. Bo stąd temat dzielenia się... Wykorzystywanie miękkich i twardych umiejętności w pracy z ludźmi, rozmowie i byciu z nimi. Tych zapomnianych, na jakie człowiek zaświadczenia posiadł i schował, może posiada gdzieś na ścianie czy leżą w szufladzie, i te umiejętności jakimi dysponuje na co dzień - i nosi je w sobie. Piszę o zgromadzonych i pulsujących sprawach, doświadczeniach i ludzkich losach zapisanych w moim sercu, w rozumie i głowie... 

O tym wszystkim dobrym - co mamy i czego nie posiadamy na własność, że warto oddać innym i światu to, co do nas nie należy - ale też nazwać, czym to wszystko jest...
 
Czas, i swoje zacne plany, to co mamy - nasze uzdolnienia i usposobienie całe można spożytkować dla innych, i o tych wątpliwościach warto wspomnieć... gdy pytamy sami siebie czy warto w tym przypadku... 

Ale też o czasie pandemii gdy go przeżywamy w izolacji - dlaczego tu, razem my wszyscy - co ma nam dać ten czas...

Bo może drugiemu człowiekowi jest on bardziej potrzebny, może on się mu przyda. Jest wybawieniem lub umocnieniem, i nie wiem, czy z tego wszystkiego nie urodzi się coś jeszcze. 
Jedni piszą drugim, chcą być z kimś w lepszej i pełniejszej relacji - rozmawiając szczerze - tworząc jakiś wielki, wspólnotowy, ogólnoludzki blog.



O zimnej relacji i dziwnej miłości, depresyjne dziecko

Dziecko w rozpaczy... Dziecko po rozstaniu rodziców... Mówi, komunikuje nam inaczej... Oczywiście - mówi o pretensji do ojca, no bo jak tu otwarcie powiedzieć mamie "pozwoliłaś na to, by odszedł". I jeszcze: "To pewnie przez ciebie go nie mam na wyłączność"... 

Dzieciom trudno to zrozumieć - a nam, rodzicom - nie idzie tak łatwo im to wszystko wyjaśnić, wytłumaczyć... Powiedzieć szczerze i prawdę, jak pomiędzy dorosłymi było, do czego dochodziło - jak się czuła mama, a jak jest. 

Jak jest teraz... I że "tak jest mi dobrze"... I przyznać się, że nie żałuję, że jestem zadowolona.




Najważniejsze jest przyzwyczajenie się, a potem - zaakceptowanie tego, jak jest. Jak być może - warto ustalać na bieżąco bo dla 12-latka to dynamiczna sytuacja. Najgorsza dla dziecka jest ta "podwójność", dwa domy - ten jeden z przeszłości i drugi aktualny, odbudowywany czy tworzony z nową osobą. I dziecko - w tym tkwi, w tym co było. A przecież już jest teraźniejszość, inny świat i rzeczywistość inna - w was, w rodzinie - niezależne życie byłych małżonków w dwóch domach, dwóch rzeczywistościach. Dla dziecka, to wciąż niepoukładane, z szansą na zmianę - czyli powrót...  Ale wy - rodzice - wiecie swoje. 

Macie każdy swój świat - i jeden wspólny - "stary dom" i "pierwsze dziecko".

Obwinianie, choć jest tylko etapem w rozstawaniu, u niego trwa... i faluje. Te pretensje czy zarzuty, proszę się tak przyglądnąć - bez nadmiarowej reakcji na to, kryją większą głębinę i gęstwinę emocji, niepokoju, braku pewności siebie i obaw.

Do tego dochodzi rzeczywistość szkolna. Często w tej sytuacji - gdy dziecko w klasie nie ma prawdziwego przyjaciela, grupy, akceptacji na to - jakim jest i z czym przychodzi. Na to co ma, kim jest... 

Do tego dochodzi rzeczywistość koronawirusa. 

Teraz w tej izolacji - też może być znacznie utrudnione nasze życie (samo bycie ze sobą). Choć pozornie - to najbardziej lubimy, z dzieckiem jakie nam pozostało. To teraz, mamy jej dość. Choćby nie wiem, jaka ta miłość była. 

Jeszcze jedno, co mówię zawsze w takiej sytuacji: dziecko uderza ze swoimi emocjami, z odreagowaniem w tego, kogo ma najbliżej. Polecam do przeczytania taką szaloną i mądrą - choć amerykańską propozycję: "Ratunku. Moje dziecko jest kosmitą..." - czyli książeczkę o dorastaniu - o nastolatku... Przyda się. U nastolatka z tym jego światem emocji i ich odczytywaniem oraz wyrażaniem - jest właśnie taki kosmos...

Wtedy sprawdza się teoria, że dziecko - jest młodym ptakiem, tak w zasadzie. I że ma taką właśnie zaborczość, a i czasem - walkę o wyłączność w gnieździe, o pokarm i opiekę - w sobie. A potem, już w świecie - tzw. chorobliwą terytorialność...