Nie każdemu dane jest przeżywanie jedynie miłych emocji, odczuwanie zadowolenia i przepełniająca jak koryto rzeka - błogość. Są tacy i chyba jest ich coraz liczniejsze grono, którzy przeżywają trudne stany, bliskie depresji - bo trwają one dłużej, są złożone i bolą duszę człowieka. Potrafią udręczyć...
Wielu z nas myśli, gdyby wziął się w garść - gdyby czymś się zajął a nie tylko myślał zawieszony, od razu byłoby mu lepiej. Nic prostszego. Działać...
Czy naprawdę są to tak oczywiste przeżycia??? Czy nastawienie zmienia wszystko... Czy jest to zależne od naszej woli, od chcę czy nie chcę...
Smutek i poczucie pustki mają tendencję do utrwalania się z czasem, nie chcą opuścić nas tak szybko. Uczą człowieka bezradności, braku nadziei. Często powodują odosobnienie - bo do takich osób się nie lgnie, nie chce się z nimi przebywać. To takie mało budujące... Nie jest on twórczy, i taki nudny... Tak szybo ze wszystkiego rezygnuje. Nie wychodzi z domu... Boisz się??? No co ty, czego tu się bać...
Racjonalizacja to nie wszystko, poza chęcią przeciwdziałania i porzucenia słabych rozwiązań, oczywiście kiełkuje chęć zrozumienia. Ale gorycz samotności i cierpienie utrwala postawę.
Trudno trwać przy takim człowieku, trudno budować z nim związek. Wymaga to pracy i wysiłku obu stron, a raczej - podtrzymywania siebie nawzajem w realizacji. Prościej uciec, odejść...
Smutek i następująca po nim pustka, jaka zalewa życie człowieka faktycznie karmi się brakiem nadziei i perspektywy zmiany. Cierpieniem po każdej nieudanej interakcji - porzuceniu, rozstaniu, ucieczce, rezygnacji z pracy i wykonywanych zadań. Dzień za dniem się ciągnie, człowiek już w poniedziałek myśli o nadejściu weekendu i czasie, gdy nie będzie musiał spotkać się i rozmawiać z nikim. Nie przybliża to ani o krok do sukcesu.
Złudna jest też nadzieja, czy przekonanie - że mnie ten problem nie dotyczy. Skąd ta pewność... Całe życie się zmieniamy, mimo stałego temperamentu, nasza osobowość jest poddawana przeróżnym doświadczeniom i przeżywaniu wszelkich stanów. Owszem, to my odpowiadamy za satysfakcjonujący lub nie, poziom relacji... Ale cierpienie, wewnętrzne cierpienie i przeżywany dyskomfort - na pewno nie jest naszą intencją.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
piątek, 7 września 2018
Niepokój i lęk
Wydaje nam się trywialne i niegodne uwagi to, że jakiś inny człowiek przeżywa w sobie paniczny lęk z którym nie może dać sobie rady. Czasem o tym mówi, ale potem - żałuje bo ktoś śmieje się z niego, nie traktuje poważnie...
Ta inność w przeżywaniu i odczuwaniu, dotyczy większości z nas. Czasem wiąże się z głębszą niedoskonałością, wrażliwością lub chorobą.
Wczoraj przyszła do mnie mała dziewczynka, po prostu asystent psychologa - jak mi się potem wyrwało, z obawą o swojego nowego kolegę. proszę pani, on panicznie boi się chmur. Boi się też burzy i grzmotów, żeby się ochronić - wchodzi pod ławkę... Zdziwiona, stwierdziła: - On chyba ma więcej lęków niż ja... Obydwie uśmiechnęłyśmy się. tak, przypominając sobie ubiegły rok, jej wizyty i rozmowy ze mną... Moje wejścia do klasy, jej potrzebę wtulenia się w człowieka... Stwierdziłam, faktycznie. Znalazła kogoś, kto bardziej potrzebuje. Mało tego, kim może się zaopiekować - oswoić go z rzeczywistością...
Jakże wielka była moja radość, gdy ten nowy chłopiec powiedział o niej: - To moja nowa przyjaciółka. Ona mnie pyta, ona ze mną jest. Ona przy mnie trwa. Ja ją interesuję, po raz pierwszy mi się to przydarzyło... Ona martwi się o mnie...
Dla niego to nowe doświadczenie, wcześniej odsuwany, przeganiany a czasem prześladowany doświadcza zainteresowania i gorącego przyjęcia. Choć mała jeszcze nie ma pomysłu co może dla niego zrobić, sama zaczyna opowiadać mu jaką dobrocią dla nas są chmury, ile dzięki nim się dzieje. I o tym - że deszcz oraz burza, nie zawsze niszczą...
Pokazuje mu - jak sama kiedyś walczyła ze "swoimi lękami". Mówi, że jest trudno - ale da się!!! Nie ma drwiny, nie ma w niej tego, co niszczy kontakt i relację pomiędzy ludźmi.
No ma dziecko zacięcie!!!
Przyjaźń może wykiełkować w potrzebie ale i we współodczuwaniu, gdy odbijam się od swojego dna, już mogę podać dłoń kolejnej osobie. Wtedy razem, wspólnie możemy zacząć płynąć, a kiedyś nawet - wypłynąć na głębię...
Ta inność w przeżywaniu i odczuwaniu, dotyczy większości z nas. Czasem wiąże się z głębszą niedoskonałością, wrażliwością lub chorobą.
Wczoraj przyszła do mnie mała dziewczynka, po prostu asystent psychologa - jak mi się potem wyrwało, z obawą o swojego nowego kolegę. proszę pani, on panicznie boi się chmur. Boi się też burzy i grzmotów, żeby się ochronić - wchodzi pod ławkę... Zdziwiona, stwierdziła: - On chyba ma więcej lęków niż ja... Obydwie uśmiechnęłyśmy się. tak, przypominając sobie ubiegły rok, jej wizyty i rozmowy ze mną... Moje wejścia do klasy, jej potrzebę wtulenia się w człowieka... Stwierdziłam, faktycznie. Znalazła kogoś, kto bardziej potrzebuje. Mało tego, kim może się zaopiekować - oswoić go z rzeczywistością...
Jakże wielka była moja radość, gdy ten nowy chłopiec powiedział o niej: - To moja nowa przyjaciółka. Ona mnie pyta, ona ze mną jest. Ona przy mnie trwa. Ja ją interesuję, po raz pierwszy mi się to przydarzyło... Ona martwi się o mnie...
Dla niego to nowe doświadczenie, wcześniej odsuwany, przeganiany a czasem prześladowany doświadcza zainteresowania i gorącego przyjęcia. Choć mała jeszcze nie ma pomysłu co może dla niego zrobić, sama zaczyna opowiadać mu jaką dobrocią dla nas są chmury, ile dzięki nim się dzieje. I o tym - że deszcz oraz burza, nie zawsze niszczą...
Pokazuje mu - jak sama kiedyś walczyła ze "swoimi lękami". Mówi, że jest trudno - ale da się!!! Nie ma drwiny, nie ma w niej tego, co niszczy kontakt i relację pomiędzy ludźmi.
No ma dziecko zacięcie!!!
Przyjaźń może wykiełkować w potrzebie ale i we współodczuwaniu, gdy odbijam się od swojego dna, już mogę podać dłoń kolejnej osobie. Wtedy razem, wspólnie możemy zacząć płynąć, a kiedyś nawet - wypłynąć na głębię...
Subskrybuj:
Posty (Atom)