środa, 11 maja 2016

Uwaga nadwaga

"Uwaga - nadwaga..."
Stoję nad przepaścią, goni mnie baton... nade mną ciężar wczorajszego kawałka sernika, cień porcji lodów - lub dwóch jaj na twardo zjedzonych z majonezem... Budzę się spłoszona 
z oddechem jak po maratonie, mokra od potu a może i łez... wyrzuty mnie zżerają jak paczkę słodkich żelków...


Cała jestem jednym wyrzutem... I  wkurzeniem zarazem. Na siebie, na moją słabą wolę. Znów się nie udało. Zajadałam rozpacz i jeszcze - a już ze smakiem - kilka kromek z masłem oraz żółtym serem, jakimi uwielbiam otwierać wieczór. I do czego ja dojdę przed zasłużonym urlopem czy wakacjami...

Macie tak??? Przynajmniej czasem, macie???... 
Gdy członkowie teamu już w was nie wierzą, nie widzą postępów, oceniają na mniej niż dostatecznych, czy określają "cienias" i "nieudacznik". Fajtłapa, grubas. Nikt. Zupełne zero.
A może nie wystawili was w składzie drużyny na zawody. Jesteście w drugim lub trzecim składzie. Gdzieś w zawieszeniu - pomiędzy jedną a drugą siłownią, salą treningową 
i parkurem a konsorcjum. Życie zostawiacie w "stajni treningowej", bo to już są "stajnie", jak te, o jakich mówi się w przypadku samochodów wyścigowych... Formuły#1.

Miejskie "Stajnie dla mężczyzn" - gardening czy crossfit dla młodych i starszych, spragnionych wrażeń, endorfin i adrenaliny, głodnych wyniku i rozrywki, zapachu potu, popularności i efektów wizualnych, podniesienia sprawności oraz siły: wyrzeźbionych mięśni. Lepszego docisku, podrzutu, wymyku... ciężarki, skakanki, rękawiczki, odzież sportowa, markowa - wyczynowa, do tego - odżywki i napoje, wyjątkowe i zabójczo drogie marki ciuchów, o kosmetykach i środkach do depilacji - nie wspomnę... Buty a nawet gadżety świadczące o przynależności do "drużyny"...

I kicha, brak mojego wyjątkowego i jedynego, niepospolitego mężczyzny, mąż - wciągnięty, wchłonięty w rytm i podporządkowany cyklowi ćwiczeń i zapiskom trenera, na mankiecie koszuli - niemalże - zrzucanej zaraz po przyjściu do domu. 

Nie chcę i nie przeżyję, chcę mojego starego, dobrego faceta...

Dwa sny...
Jeden gorszy od drugiego. 

Chyba zacznę śnić o zaśnieżonej dolinie Rostoczańskiej, o mgle jaka nadciąga nad Babią Górę (Diablak) albo nad Zawrat czy Kozi Wierch - totalnie ograniczając pole widzenia. Zmuszającej mnie do odstąpienia i kapitulacji. Wracam do mojej poduszki  - i do "snu o dolinie"...

#Sport to zdrowie?

Czy sport to zdrowie, zaraz zaraz... ale czy jesteśmy przygotowani do uprawiania tego sportu,dyscypliny jaką wybraliśmy. Na coś zdecydowaliśmy się - a tu, piętrzą się przed nami upór, dyscyplina i praca. Systematyczna praca... Sprzymierzeńcem zaś nie staje się dla nas czas. Jego upływ...

W dzieciństwie i młodości większość z nas coś "uprawiała". I nie mówię tu o działce, ogródku działkowym czy pelargoniach w skrzynce, za oknem czy na balkonie wysiewanej cebulce czy sałacie... Każdy marzył o karierze lekkoatletycznej, chyba mniejsza liczba - pięściarskiej czy MMA, nie było takiej mody. Co drugi chłopak chciał strzelać bramki - i to koniecznie "ruskim"... Reszta grała w siatkę lub kosza... dla rozrywki, dla bycia razem.

Teraz sport stał się wyrafinowaną działką, kopalnią pieniędzy, wylęgarnią "osobistych trenerów" i doradców, psychologów w tej dziedzinie - dyscyplinie sportu, sztabowców całych teamów... Bez amatorszczyzny - sport stał się areną zawodowców. Nawet pojedyncze jednostki jak ty czy ja... ubierają się, trenują na... używają kosmetyków i sprzętu czołowych firm - liczących się, z nazwy i tradycji na rynku w cenach przyprawiających o zawrót głowy...
Wszyscy chcący lepiej wypaść - przygotowują koktaile i odżywki, mikstury polepszające nasze funkcjonowanie - i - odżywiają czymś co nosi jedną markę, góra dwie - trzy tzw. "znane i poważane". Bo działa... bo skuteczne - bo przyrost tkanki mięśniowej i spalanie tłuszczu jest rewelacyjnie szybkie i godne uwagi.

A teraz kilka pytań do zastanowienia się: Co z naszą kondycją, co z tym tajemniczym i ważnym czasem przed? Co z przerwą jaką mieliśmy i wyobrażeniem, że mamy się świetnie. Że jak zwykle, damy radę... bo wciąż jesteśmy w kwiecie wieku... Wydaje nam się, że nadal oscylujemy wokół lat 30-stu - choć mamy grubo po 40-stce. Pytanie: Jak szykujemy nasze ciało na "nowe" - na wysiłek, pracę i w jaki sposób szlifujemy formę, bo teraz będzie zupełnie inaczej i "po nowemu" (inna dieta, sen, aktywność, reżym ćwiczeń... - inna przemiana materii oraz stan zdrowia). Choć celem jest forma, kształtny biceps, klatka godna pozazdroszczenia... genialna pupa !!! 
:((
Jedyne czego nie możemy nadrobić to czas, jaki sieje spustoszenie w naszym ciele, co z nim robiliśmy przez okres ostatnich lat, ostatnią zimę czy dwie zimy temu, brak przygotowania. To też brak wcześniejszego doświadczenia ze sportem, zwłaszcza - treningiem i treningiem wydolnościowym oraz siłowym. Puszczają nerwy, spinamy się bo motywacja jest duża, ale wtedy niezwykle prosto o kontuzję - nie takie buty, masa ciała zbyt wielka do takiego obciążenia lub dynamiki ćwiczeń i - kontuzja stawów gotowa. Gips, stabilizator i przymusowy odpoczynek, przerwa jaka niweczy wiarę oraz nasz misterny plan... "kaleczy organizm", kara...

Dzieje się to wtedy, gdy wszystko dla naszego ciała jest nowe, inne, nienaturalne - bo sprzeczne z naszą naturą, naszym zwyczajem. Ono - chce odpoczynku i relaksu, my - zmuszamy organizm do całkiem innej organizacji i mobilizacji. Triumf nie polega tu na wyniku li tylko, ale na sprostaniu temu wyzwaniu i utrzymaniu się w ryzach, w wyznaczonych zestawach ćwiczeń i ilości ich powtórzeń. Prawie - dzień w dzień...