piątek, 31 stycznia 2014

"Dziecko w czasie"... dziecko dla świata

Są kultury, w których najważniejsze jest potomstwo, dziecko, jego dobru podporządkowuje się wszystko i wszystkie działania. Są też takie, gdzie istotne jest daleko bardziej, czy przeżyje większa i znacząca grupa. Mająca coś za sobą, jakieś dokonania, znaczenie czy poważanie... mająca zadanie lub jakiś potencjał. Bardziej liczy się więc los "spójnej całości" - grupy oraz jej "ojców", przewodników, najstarszych. Ci, zapewne wybrani - przechowują wiedzę. Do nich należy przekazywanie istoty kultury, dokonań, tradycji i jakiejś osi prawdy - "osi cyklonu?" - danej cywilizacji, narodu, nacji - grupy. Od nich zależy jakość i siła ducha, ale i przyszłość tak wielu. 

O dziwo, podobnie jest u wielu gatunków zwierząt - np. niewielkie drapieżniki ale i ogromna ilość małych ssaków żyjących stadnie, gryzoni czy ssaków morskich - wszystko podporządkowuje potomstwu. Opiece nad nim, trosce i prokreacji, macierzyństwu czy matkowaniu im. To maluchy, młode - karmione są pierwsze. Troska o nie właśnie - jest zadaniem wszystkich dorosłych i starszych w stadzie. One uważane są też za najcenniejszych członków stada.... 
Zupełnie inaczej - zachowują się choćby lwy: samice oraz samce, polujące aktywnie, jedzą pierwsze i to ich siły się ceni... Bo one polują dla stada - i muszą mieć potrzebną do tego sprawność, siłę i wytrzymałość - od nich zależy los stada. Od ich umiejętności, potencjału i jakości mięśni, ekstremalnego przygotowania fizycznego. Paradoks??? Nie - chyba nie... Potrzeba, rodzi pewność. Że jest tak, jak ma być, jak być może...

Natura, Stworzyciel - Pankreator, Autor Stworzenia daje takie prawo/prawa... 
I...  PRAWIE KAŻDE PRAWO OD NIEJ/OD NIEGO POCHODZI.
Natura te szanse i te możliwości i daje, i też - je odbiera. Choćbyśmy nie wiem co usiłowali zrobić w tej dziedzinie...

Natura daje potomstwo, i w naturalny sposób kieruje ich losem, ścieżki wyznacza, i "nadaje znaczenie" - można powiedzieć "reguluje" - daje lub odbiera szanse na jego przeżycie. Czasem człowiek uzurpuje sobie tę moc, tę zdolność. Daje sobie takie prawo - może np. w oparciu o jakieś przekonanie - czy to zasługi, przekonania, fałszywe poczucie mocy. Bo coś takiego "ma" w sobie, a innemu - tego brakuje. 
Zyskał jeden - a stracił, zatracił swe prawa i zasady postępowania - inny.
Spodziewając się specjalnego traktowania - tak żyjemy. 
Zawłaszczając sobie czy uzyskując "wyjątkowe" miejsce w rozwoju cywilizacji...  Lecz to tylko pozór, ułuda, fałsz, nasze złudzenie i przekonanie, że jesteśmy lepsi i zasłużyliśmy. Czy też - można rzec: maligna nasza.... Mrzonki. Gonimy za nią, za nimi...

My, ludzie, stworzyliśmy już sobie (i dla siebie) tak wiele prawd, wzorów postępowania, wyznaczników czy zasad, że gubimy się... Dokonujemy czegoś, głosimy prawdy i prawa - lub też aktywnie przekonujemy innych do ich słuszności. Pokusiliśmy się o kodeksy i reguły życia społecznego, politycznego, gospodarczego, i inne - dajemy im też miano "złych" i/czy "dobrych"...

Nie odkrywamy jednak niczego nowego, co nie byłoby już odkryte wcześniej, pierwsze, pierwotne....
Narzucamy je często - siłą, przemocą, autorytetem, uzbrojeni "po zęby" - innym. Ale też naturze, przyrodzie... "naszym braciom mniejszym". 
Nie dotyczy to jednak tak licznych, jak nam się zdaje, praw... 
Nie "ta" kategoria. Nie ten ciężar... Nie ten kaliber...
Bowiem wielu z wyborów nie możemy nazwać ani ocenić teraz, aktualnie.
Pozwala na to dopiero dłuższa perspektywa, poznanie ich konsekwencji, wyniku.
Ocena potencjalnej szkody czy pożytku. 
Ich znaczenia dla innych ludzi, dla ich życia czy działań - ich moc, długość trwania... 


Owoce. Po owocach - poznacie.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz