czwartek, 16 stycznia 2014

Media jako arena antycznych igrzysk....

Rozmowa o programie telewizyjnym - planet HD, publicystyka upadku dnia codziennego, jeszcze przed godziną 22, wieczorem:

Greg:
"każdy facet jako zabawka, do posuwania... jeśli zaś facet-pracownik biura podróży i rozrywki, statku wożącego młodzieżowe wycieczki - na jednej z Greckich wysp, "zrobił to więcej niż dwa razy z jedną dziewczyną, tj. "przywiązał się do jednej laski", ten - pije zamiast drinka, z kubka - własny mocz"

Ja:

"dokładnie....wszyscy się bawią, jak szaleni... śmieją się, jakby byli szczęśliwi - mają po 16-17 lat, przyjeżdżają tu głównie z Anglii, na tydzień... lub dwa takiej 'rozrywki'...

Gregory
"no cóż ..równouprawnienie"


Ja
"ohyda... nie równouprawnienie... 

To swoboda, nie wolność, to samowola i swawola... stają się
jak zwierzęta, udają miłość czy inne uczucie, interesuje ich tylko sprawne i szybkie kopulowanie, bez wrażliwości, bez uważności człowieka....
zwierzaki... Zwierzęta, i tylko tyle...... taki obraz??? Ordynarne zabawy i zachęta do używania sobie..."


Gregory
... ależ u nas tak nie ma, u nas panuje "bogobojny sex małżeński, prokreacyjny... co najwyżej Kościół dopuści zapłodnienie...


Ja
"uzupełnij braki w edukacji"


Gregory
"durny jestem, zgadzam się"


Ja
"no właśnie, nie gadaj takich głupot... doczytaj, a i owszem"
 

Gregory
"nawet mama nazywa mnie Doktor Ciućmok"


Ja
"...bo i pewnie dla Kościoła nie jest to obojętne, ale bardzo ważne... prokreacyjna rola i zadanie małżeństwa, rodziny. Bo inaczej, i to twoje, społeczeństwo czy naród zniknie. Wymrze."
 

Gregory
"ależ wiem, co trzeba robić... bzykać się"


Ja
"ale miłość, mój panie, to też postawa, to więź - prawdziwa bliskość opiera się właśnie na seksie, ale bez oderwania od zaufania, troski oraz prawdziwej bliskości i intymności -
co kościół podkreśla za każdym razem. To nie kwestia losowego wyboru, przypadku... rozrywki i zabawy "w  życie"...


Może i - warto, jak mówisz, się bzykać.... ale na siłę, ale - nie: trzeba....
JAK CZUJESZ PRZYMUS... to wolność - kończy się....


TO NIE JEST JUŻ TO NAJLEPSZE - a tylko ZWYCZAJNE, 

CODZIENNE i .....  WKRÓTCE - NUDNE...
Poza tym, nie gadajmy ze sobą tylko o doktrynie Kościoła, i o tym, co jest i nie jest, do przekroczenia w kościele... To nie jest tu, w tym przypadku najważniejsze - i uzasadnione, bo jesteś osobą niewierzącą i ustawiasz się poza Kościołem, nie mając - w twoim przekonaniu - żadnej relacji z Chrystusem (żadnej bliskości, wdzięczności czy innego uczucia względem niego....). Żaden twój związek nie był sakramentalnym, a i ten nie jest pewnie - a tylko są to umowy cywilno-prawne.... o jakie też - biją się teraz i walczą wszelkie mniejszości seksualne oraz ich fanowie i fanki... Ty przecież nie masz swoich dylematów, a cudze - nie są dla ciebie więcej warte niż funt kłaków.... A jednak oburzasz się na ten styl, i słusznie...

Stąd nasze rozważania pozostają na gruncie - niestety - raczej przekonań i estetyki.... ale dotyczą fundamentalnego związku: kobiety i mężczyzny, i tego, czy musi on wyglądać tak, jak tego chcą media czy też - płatne / mniej płatne, ale - chyba dość dochodowe przedsięwzięcia, strony Internetowe, portale randkowe, "sympaty(czne)... i obsceniczne...
Stąd - moja wieczna wątpliwość - nie "kto robi gorzej", czy też problematyczne - kto gorszy, "ja", czy jakaś "ona"... Problemem dla mnie, znaczącym - jest nie tylko to, gdzie - ja -  i gdzie jakaś ona/on ma te wartości. A także - które z nas, i w imię czego, w imię jakich prawd czy wartości, norm czy innych przekleństw losu... nimi szarga. Publicznie. 

Oraz to, do czego takie działania prowadzą. I - czy tacy ludzie - mają prawo robić to, co robią. Ale prawo w sensie "wolności", tego co robią... 
Bo ja trafiam na takie materiały w TV tak, jak może na to trafić ktoś inny - dziecko, czy mało refleksyjny człowiek. Autor jest upojony - swobodą, beztroską ale czy jest "uprawniony"do szargania moją i twoją, naszą... wolnością. 
Wolnością drugiej osoby, moją, twoją czy też.... swoją.... 
Poniżając, czy jak mówisz - "używając siebie - jako 'narzędzia' ", czy to... kopulacji, czy będąc jego ofiarą - podmiotem a raczej, w rzeczywistości -  przedmiotem... 
Obraz "człowieka" wykorzystującego czyjś dołek, naiwność, biedę czy... brak rozsądku. Człeczka powszedniego, sprowadzonego do roli obiektu....

Kiedy zaczynam tak się czuć źle, niewygodnie, zmanipulowana i zmiażdżona tym... Ubrudzona, przerażona beztroską.... to czy tak powinnam "to coś, tę sytuację - czuć"??? 

Chyba i na pewno... tak!!!! 
Ale rzeczywistość i taki program, przeraża mnie - i tyle... Tak, jak i jego autorzy.
Wtedy włos na głowie jeży mi się i wyobrażam sobie, tę sytuację: "podmiotu" i "przedmiotu" takich działań i manipulacji... Gdy widzę oczami mojej wyobraźni naiwną, młodą, bezkrytyczną i ubawioną, nietrzeźwą często osobę... mocno już zmienioną przez takie traktowanie życia... 
I uświadamiam sobie wtedy to, że żadne pieniądze, żadna "kasa" jaką dana osoba zarabia, jaką przyjmuje za "eksponowanie" siebie, za ukazywanie siebie w takim kontekście zwyczajów czy praktyk, nie jest w stanie zrekompensować - wysokości straty, jaką jako człowiek ponosi - na sobie i swej godności, człowieczeństwie, widzeniu samego siebie, samoocenie....

"Wot.... probljiema", jak rzekłby quasi-Raskolnikow, dylemat - podobny poruszonemu w klasycznej "Zbrodni i Karze" Dostojewskiego: "czy jest uprawnione KAŻDE działanie, pozornie dobre - i uzurpowanie sobie prawa do krzywdzenia innych. Czyli, że będąc we własnym poczuciu kimś "lepszym i wyjątkowym", mogę dokonywać więcej zła - w imię dobra. 

Zabić nawet, czy krzywdzić - by coś "niby-dobrego, dać" innym... Pomóc, ratować innych.... Czy tak można coś  (s)tworzyć dla innych, powołać do istnienia, rozwinąć czy czegoś nauczyć się"...

Zawsze, zawsze - w rezultacie - dopadnie cię wątpliwość, starach, panika, u źródeł wszystkiego zaś - sumienie..... 

Cichy strażnik, takie - dojrzałe myślenie w twojej głowie, w duszy, w ciele, a realizowane często w działaniu, woli, słowie....


Im bardziej wrażliwy i mądry jest ktoś, rozwinięty w swej mądrości, w wiedzy, w duchu (duszy) i kulturze, tym silniej to odczuje....  

Jak to mówisz, "prosty" nie zorientuje się nawet, co zrobił, i nie poczuje nic. Pewnie dlatego, może tak łatwo mu przychodzi "dziabnąć nożem", ukraść, zabić czy pobić dotkliwie.... za flaszkę czy dla zabawy, bo brak uczuciowości wyższej i brak "rozwiniętej" wrażliwości - ułatwi mu to bardzo.... 
Szczęście??? Dziś raczej każdy powie - przekleństwo. 
Wolna wola, mądrość i świadomość - zobowiązują...               
I człowiek więcej wtedy musi od siebie wymagać, właśnie od siebie - nie od innych - li tylko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz