Uwielbiam wszelkiego rodzaju doradców... Ekspertów którzy najpierw odmienili swoje życie, odkryli siebie na nowo, a teraz tę wiedzę tajemną chcą przekazać innym.
Oni mają patent i sposób na wszystko, mają rację. Czasem nawet biorą za to spore pieniądze. Nie zaraz że towarzyszą, ale stawiają przed nami wyzwania, wytyczają cele, budują ścieżkę działań czy kariery - trochę jak w sporcie czy w wyczynie. Trening mentalny, połączony z obudową i nadbudową ideologiczną.
Przyspieszają zmianę nawet kosztem jej trwałości. Wydają poradniki lub cale książki... Lansują się w mediach, jak gdyby ich produkt był uniwersalny. Unikalny i uniwersalny jednocześnie... Są jak alchemicy, którzy pierwsi wpadli jak z ołowiu zrobić złoto, coś z niczego.
Oddalają pracę i wysiłek, pot i łzy na rzecz "szczęśliwych rozwiązań". W ogóle są to takie oczywistości, że za chwilę głupio nam i żałujemy, że sami na to nie wpadliśmy. Rozwiązanie problemu było oczywiste i znajdowało się tak blisko, że tylko my mamy problem ze wzrokiem czy innymi doznaniami. Jasnowidze... Siedzą w naszych głowach, a my - w ich kieszeniach.
Co innego cała rzesza osób pomagających, przyjaciół, specjalistów "niższego rzędu" czyli tych co mozolnie służą na szczeblach przedszkoli czy szkół, diagnozując lub wspierając - pracują z dziećmi w grupie, w klasie. Wiecie, taki perm czy kreda... dinozaury dookoła, las paproci, grad meteorów i gdzieś tam - my... Archaiczne czasy, archaiczne metody - obserwacja, wywiad, zabawa, rysunek i rozmowa.
Wiecie jak wygląda ta codzienność bez fajerwerków, makijażu i ulepszaczy??? No właśnie, to niezliczona ilość powtórzeń i prób, uników i kolejnych podejść. Reagowania na opór, negację a czasem na wycofanie się i ucieczkę. Taka ludzka codzienność, czasem nudna, często szara.
Zbawcza misja, szereg niepowodzeń i jak borowiki w lesie, z rzadka - takie cuda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz