Wypowiedzi rodziców już coraz mniej mnie zaskakują, mniej poruszają, im bardziej oderwane są od rzeczywistości, od tematu rozmowy i spotkania. Coraz mniej nawiązują do osoby, która uczestniczyła w zdarzeniu. Wszystko dziś jest zaskoczeniem dla rodziców, zwykle - niemiłym... Na samą propozycję, by przyszli na rozmowę, i że podczas niej będzie kilka osób... już uruchamiają się wszelkie obrony.
Hasłami jakie budzą u mnie uśmiech, ale nie zrozumienie czy wzruszenie, są:
Moje dziecko jest niewinne. To nie on/ona... Ono nic nie zrobiło... Broniło się tylko.
Proszę mi pomóc, proszę to załatwić. Dla nas zabrakło (czasu, terminu, uwagi, pomocy).
Żądam... Nie wyobrażam sobie. Jak mogło to właśnie nas spotkać.
To nie ja powinnam dziś tu być, wyjaśniać, wstydzić się - to znów jakaś on/ona... To oni powinni inaczej wychowywać, zakazać, zmienić się i to szybko, odejść, wypisać się...
Nigdy nie używa takich słów, nie on/ona. Uczymy zupełnie czegoś innego.
To klasa/grupa. To szok dla nas wszystkich. Był/była zaskoczona.
Uwzięli się...
….
Nie ma już dawno w rozmowie otwartości, gotowości, pokory. Nie ma też spokoju, raczej bliżej wszystkim do histerii. Nie ma rozmowy, jest starcie, spięcie lub walka, przepychanie się, szturmowanie... odwoływanie się do...
Do kogo. Kto jeszcze ma tu być. Prócz nas... Tyle miejsca, tyle zadań - i brak ochoty do zmiany w sobie oraz chęci, by wysłuchać do końca. Przecież jakiś "inny" nie może mieć racji...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz