Ostatnio bardzo często przychodzą do mnie zasmucone czy wręcz zapłakane (....) po kilku już słowach mamy dzieci, z pytaniem: "jak on czy ona mogą mi to robić..." (....) "Serce mi pęka, krzywdzi mnie - a ja go tak kocham, przecież urodziłam ją czy jego, jest dla mnie wszystkim. Jest całym moim światem (...)".
Urodziłam - to jedno, wychowałam lub przyzwyczaiłam, do pewnych stanów i sytuacji - a tu wszystko jest innaczej niż zamierzaliśmy. A ja, mama, patrzę, i cierpię... Dlaczego??? Ktoś mówi do mnie o moim dziecku, sama też często go doświadczam i widzę, wiem co potrafi...
Każda z nas chce urodzić i donieść go/ją do nastoletniości. Tylko co potem? Już, już mam wrażenie, że staje na swoich nogach, lub tylko się podnosi z kolan... A tu - syneczek, córeczka nadal w symbiozie... Inaczej, nie inaczej.
Tak, całe dni obawa, ból, wątpliwości i to, że zawiodło nasze oczekiwania. Z tego zbudowana jest mama, ale też tata. Z nadziei i poczucia krzywdy lub zawodu. A można powiedzieć, że spóźniona, że potem przychodzi weryfikacja. Czas "sprawdzania" i eksperymentowania: jak, w jaki sposób młody człowiek przystaje do rzeczywistości, w co go wyposażyliśmy, co sam zdobył, walcząc w świecie i mierząc się ze światem jako nastolatek.
Jak go ukierunkowaliśmy. A może w ogóle do świata - nie przystaje? Do nikogo i do niczego... Nic nie wie. Zguba, zagubił się. Oślepł od świateł.
I co ja, jako mama - mogę, czego tak naprawdę chcę. Co jeszcze jestem w stanie zrobić, poprawić, przekształcić. Co wreszcie przyjdzie mi przeżywać... Co usłyszę. O nim, o niej, jakie zwrotne informacje, pochwały czy nagany o dziecku swoim usłyszę, co pomyślą i powiedzą?
Świat przyniesie odpowiedzi i dostarczy wielu informacji zwrotnych.
Zwolnić się czy nie od całkowitej odpowiedzialności za owoc? Okopać i trwać... Przetrwać najgorsze? Zapaść się w sobie ze wstydu i smutku... Co robić jak rodzic żyjąc, z codziennym targaniem wnętrza, i odruchami serca. Czemu dać wiarę, czy działać - czy też może zamarznąć w sobie, przeczekać kryzys i liczne eksperymenty, próby. Uderzenia czy zarzuty. Może warto odpuścić... A może po prostu - odpuścić sobie. Coś zrobił już, zrobiłeś.
Jest tak wiele pytań, a odpowiedzi są niepewne, ryzykowne, mało standardowe. Bo nie ma tu standardu, brak uniwersalnego podejścia. Nawet trudno mówić o "racji" - bo o czyjej...
Mama czy ojciec, zawsze będą jak mur, bęben, żywe ciało wobec którego nastąpi zwrot, wypłata - odpłata... Razy kierowane przez sprawcę, innego obcego, czy ofiarę naszej pociechy, poszkodowanego. Żonę lub męża, biorącego za siebie odpowiedzialność, za siebie i męża, czy za żonę w sumie. Skarżącego się na.... Co poprawiać wciąż musi. A nasze???? Kształtować się musi i będzie do końca życia, nabierać kolorów, nie płowieć, a wybarwiać się. A łatwe to wszystko nie jest, i nie będzie...
Wychowanie to proces. Życie - to ogromny proces a nie stan, zmiana, jak w jądrze Ziemi. Zmiana energetyczna, czasem niszcząca i pochłaniająca, czasem - obdarowująca i dająca radość.
Po owocach - wszystko to poznacie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz