sobota, 26 października 2013

Błogosławieństwo i ryzyko

Dziecko po 40-stce... Lub w jej okolicy.
Owoc miłości, czasem przypadku, czasem grzechu czy fali pożądania...
Bez kontroli, spontanicznie, nieodpowiedzialnie - wreszcie...

Zaskoczenie i uniesienie chwili mające konsekwencje w przyszłości, przyszłości własnej i tego małego człowieka. Rzadko myślimy wtedy ile już mamy lat i ile będziemy, gdy ono dojdzie do pełnoletności. Bywa, że czasem - walczyliśmy o nie całe swe życie!!!

Nie, nie wolno odpuścić sobie wtedy, bo ile bylibyśmy wtedy warci jako dorośli, jako rodzice, jako "obiekty miłości i nadziei". Nie po to przecież niepowtarzalną część siebie (dwóch osób) i okruch miłości oraz wszechświata ktoś rzucił w nasze dłonie...   
Miłość potrafi wszystko przetrwać, zdecydowana i dojrzała, umożliwić nam zebranie sił, myśli oraz zaplanowanie tego co w najbliższych tygodniach mniej ważne a co na pierwszym miejscu. I to, że czasem przyjdzie zrezygnować z pracy i dodatkowych obowiązków, trudno. Pojawienie się dziecka, fakt jego poczęcia przeniesie nas może w inne, fascynujace światy i sfery - w poznanie jeszcze raz siebie, w zadawanie pytań, zrewidowanie prawd ukrytych, zgłębienie tajemnic, odkrycie w sobie nietylko potrzeby przygotowania się do narodzin przez przegląd zawartości szafy, piwnicy i pokojów... ale serca.
Naszej wewnętrzej gotowości, otwarcia na nowe, przeżycia zaskoczenia - w nowym obiekcie miłości. Dziecko, cały mój świat...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz