Tak po prostu, i życiowo... Mocno i z całego serca. Uwielbiam...
Śpiewam życiem pieśni uwielbienia... wzmocnienia i wzrostu. Dzięki temu odzyskuję większość zmarnowanych czy straconych lekko sił. Odnajduję się, gdy jestem pogubiona... Liżę rany...Gdy wróg u bram, a zły łypie - gdy człowiek podejrzewa, człowieka... I gdy zaczyna się okres chłodu i pustki, śmierci dookoła, czystego mroźnego nieba i gwiazdy biją pokłon bezkresowi. Mam ten czas - dla siebie...
Ku wzrostowi... Buduje siłę, wnętrze oczyszcza... Pozbawia złudzeń, że wszystko jest w moich rękach i tylko ja, człowiek potrafię swoje sprawy ogarnąć. Uczy pokory, Słowo najpełniejsze. I nadzieja - nieśmiertelna.
"Dlaczego rozpaczasz, ma duszo,
I dlaczego drżysz we mnie? Ufaj Bogu, jeszcze będę Go wielbił, On moim wybawieniem i On moim Bogiem!" Psalm 42
Cichy zakątek, na cmentarzu - Czerna, Krzeszowice k/Krakowa
I gdyby nie to, nie świadomość, że jest coś bardziej ważnego i to o wiele większego ode mnie, coś doskonalszego po stokroć, sensowniejszego niż całe nasze ludzkie - bolesne istnienie, to Coś wiecznego i skomplikowanego - po wielokroć nie dawałabym rady.
To te słowa by mnie za każdym razem powaliły a nie podnosiły... Ciągnęłyby w totalnie niemożliwe, nieogarnione. W dół. Ale świadomość, że jest i istnieje, nieobojętne mu moja życie, praca, wysiłek w nią wkładany. Moje upadki i moje powstania, całe to "moje ludzkie dobro" jest Mu bliskie, znane... I moje bezpieczeństwo i wzrastanie - jest w jego boskich dłoniach...
I zawsze - napawa mnie radością... Szukam w nim siły. Zawsze.
I zawsze - jak On - nieskończonej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz