Wątpliwości na każdym kroku.
Podsycają je media, podsycają ci co ucierpieli, którzy stracili coś w relacji - godność, prawo do tajemnicy, do odejścia samemu, a nie - bycia porzuconym, odrzuconym...
Samotni z wyboru... Zdradzeni...
Przyjęło się to, że bronimy się przed wyborem innych częściej niż ufamy ślepo. Mówimy o starych przyjaciołach, gdy dzwonią po latach - właśnie się dowiedzieli gdzie mieszkamy lub że mamy stałą czy dobrą pracę, usłyszeli od naszych bliskich i/lub innych znajomych. Mówimy - "interesowny". Dzwoni, bo czegoś chce. Z niepokojem...
Z wyrzutem, ostrożnie czy podejrzliwie: "ma jakiś biznes". Odnawia starą znajomość, bo mu trudno. Sam lub w kryzysie. Bo zaległe przeprosiny? Nie, nawet nie zaczyna od przepraszam - znów fałszywie uwodzi...
Tacy właśnie jesteśmy? Gdzieś głęboko, pod skórą? Ach, czuję pismo nosem (włącza się ta nasza pierwotna podejrzliwość), w kilku wariantach...
1. Wiem, dzwoni, bo zależy mu na powrocie do "starego i sprawdzonego schematu". Chce wyjechać na wakacje ze mną, z nami... bo to zawsze korzystne i ciekawe, a miejscówka pozwala na prawdziwy relaks...
2. Kiedy indziej, rzadko pamięta o mnie czy moim święcie. Przechodzi obok mnie bez słowa, nie zauważa w sklepie czy sytuacji publicznej, pomija wzrokiem, robi coś "mimo" i od niechcenia.
3. Coś śmierdzi mi... On chyba "kluczy i kombinuje"... O co chodzi tak na prawdę. Gdzie jest to "drugie dno" i jaka towarzyszy mu motywacja.
Jesteśmy uwarunkowani naszą historią, dotychczasowymi doświadczeniami i przeżywanymi trudnościami oraz kryzysami.
Dobro - gdy spotyka nas rzadko, od święta - zbyt słabo buduje przyzwyczajenia... Słabo cementuje nas, słabo wyposażeni łatwo dajemy się wciągnąć w spiralę podejrzliwości i lęku.
Nie ufamy i nie wierzymy, zakładając czarny scenariusz...
Dzieciństwo może nas ukształtować pięknie. Życie zaś z jego przewrotnymi doświadczeniami i osobami niekoniecznie nam przychylnymi, a spotkanymi wiele razy, wciąż i od nowa niesie zamęt. Odmieniając - zwyczajnie - tę idyllę.
Stąd tak ważne jest w życiu przeżywanie różnorodnych doświadczeń. By do czegoś nie przyzwyczaić się zanadto, nie przesiąknąć nieufnością i strachem. Wątpliwościami...
Przytulenie, bliskość osób w życiu, pomocne dłonie, odwdzięczanie się tym samym bez przeliczania - kalkulacji i konieczności odwzajemniania, to dobra szkoła życia...
Dar z samego siebie, bez pozostawiania kogoś dłużnym i w obowiązku. Wspomnienie tego stanu, tego przeżywania, tego doświadczenia - pozostanie w pamięci: w każdej sferze - dotykowej (jak w rodzinie), skojarzeniu, powidokach...
Doświadczając dobra, niesiemy je dalej, niesiemy je innym - też całym organizmem, w najdrobniejszych porach naszej skóry... A nawet, gdzieś głębiej, w naszym mózgu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz