środa, 9 czerwca 2021

Własnymi siłami

 Każdy chciałby ze swoim życiem się mierzyć, wziąć je za bary i wygrać w zawodach na przeciążanie, napinanie mięśni, dźwiganie ciężarów. Poczuć satysfakcję z tego, ile osiąga sam, w pojedynkę. Zostać człowiekiem roku czy dekady w tej walce.

Wydaje nam się że przez naturę zostaliśmy wyposażeni we wszystko, posiedliśmy wiedzę i umiejętności potrzebne do życia oraz zwyciężania, i że jesteśmy prawdziwie "wybrani", że w ten sposób obdarowani supermocami, jesteśmy po prostu wyjątkowi - ponadczasowi.

W takim złudzeniu wychowują nas szczególnie matki całując czoło i rany na paluszku, na kolanie. Dbając o najmniejsze zranienia. Matki kochają ten rodzaj troski i same starają się być balsamem na duszę... Potem, gdy ich zabraknie - czegoś takiego szukamy w rzeczywistości. Skupiamy się na "zapasowej", tej bezpiecznej kwiecistej spódnicy, jaka dawała ciepło, koiła łzy, była asekuracją i drogą ucieczki. Mamy jakąś zaczarowaną i wizję, i potrzebę. Bardzo głęboko uwewnętrznioną...

Tak naprawdę poddani jesteśmy prawu natury, jak jeden człowiek. Odczuwamy i upał i mróz, i głód czy pragnienie bardzo podobnie. Pracując nad sobą stajemy się ciut mniej wrażliwi, ale w samotności dochodzi do nas (dociera do wnętrza, wpuszczamy ją), jedna z prawd. Człowiek jest stworzeniem, nie stwórcą. Z nim - może więcej - w nim, osiąga pełnię. A bez niego - znika w toni historii a nawet pamięć o nim jest krucha i ulotna...

Jeśli chcemy się mierzyć z czasem i ogromem żywiołów, świata zwierząt i przyrody ożywionej i nieożywionej, wszelką energią rzek i mórz, siłą wody i wszelkich zjawisk fizycznych, ruchem planet, czy zimnym światłem gwiazd - popatrzmy na tę naszą kruchość i niemoc... Żyjąc tu, na ziemi, nie ruszyliśmy się jeszcze prawie o krok. Tkwimy w dziwnych relacjach, w naszym bałaganie... czasem czyniąc to życie innym - trudniejsze, niemożliwe, pełne bólu i nieszczęścia. 

Dlatego, powtarzajmy sobie codziennie prawdę o swojej niemocy. Nie o wyjątkowości... Bo moc tkwi zupełnie gdzie indziej, często nie mamy jej w mięśniach - a w głowie. W naszej psychice. W naszych sercach.


Początki winnicy w Korzkwi, pod Krakowem

Zmieniając siebie i pracując nad rozwojem potencjału i uzdolnień, kształcąc się dla innych a nie tylko dla siebie, troszcząc się wzajemnie o innych, o członków rodziny i zupełnie obcych sobie ludzi (jak lekarz, pielęgniarka to czynią) uczynimy daleko więcej.... Biorąc się za siebie, wspierając innych jesteśmy w stanie uczynić więcej niż jeden krok. 

I nie będzie to ucieczka, a wspólna sprawa, lepsza - przemiana, wspólne wzrastanie czy budowanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz