piątek, 30 października 2015

Tylko dla papierka

Szczęka mi tężeje w momentach gdy rodzice niewinnie - pozornie oczywiście - informują mnie, że chcą się starać o zaświadczenie, papier na okoliczność np. dysgrafii czy dysortografii dziecka, czytam między wierszami: "zwolnić siebie i dziecko z odpowiedzialności za język jakiego używa, jaki stosuje i jego ubóstwo w całej mierze"...
Proszę powiedzieć gdzie i jak to zrobić.

Na moje szybkie - "... trzeba ćwiczyć, wykazać się znajomością zasad ortografii - pisowni i interpunkcji", odganiają niecierpliwie dłonią muchy, taaa taaa.

Zaczynam się irytować, biorę cieniutki zeszyt i instruuję, cierpliwie zwracając uwagę ile czasu potrzeba i ile muszą go poświęcić sami, ćwiczącemu dziecku.
Po co ja to mówię, przecież im chodzi nadal tylko o świstek papieru z licznymi pieczątkami który da im spokój, prawo do nie zadawania pytań, a ich dziecko zwolni od tego nadmiaru uważności i pracy...

Najgorzej właśnie i najmniej pracują ci z uczniów, którzy już posiedli ten cenny papier... hulaj dusza, piekło mnie nie spotka... niech się martwi nauczyciel.
Nie ma nawet pozorów czy chęci pracy, nawet deklaracji, obawy - że ktoś sprawdzi, że będzie to systematyczna kontrola, i tak właśnie duch w narodzie umiera, gaśnie, dogorywa.


Ojczysta mowa chyli się ku upadkowi, powszednieje i staje się ciężarem - przecież wkrótce my wszyscy będziemy się posługiwać jedynie obcymi nam językami rozmawiając i korespondując z obojętnymi nam, równie obcymi ludźmi...  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz