środa, 25 listopada 2015

Rozwód bez stylu i charakteru


Młodzi rodzice i małżonkowie rozstają się teraz strasznie... 
W stylu potwornym, kosztem dzieci i swoich najbliższych, tym samym - koszmarnie ranią siebie i dzieci...
Wyobrażenie o rodzinie jakie mam nie jest sielankowe, jest całkowicie pozbawione lukru u pompatyczności. Rodzina zaczyna się wtedy gdy nie jest różowo i nie marcepanem się karmi. Gdy potrzebne są wyrzeczenia, cierpliwość, pomoc i współpraca - wyręczanie się i dawanie oparcia, czasu a nawet pieniędzy, gdy ich brakuje... na powszedni chleb i mleko.
Nie sprzedaje się w niej umiejętności i czasu. Oddaje się go darmo, gości przy stole bliskich - dzieli się posiłkiem, talentem, wytworami ale i samymi dobrami wytworzonymi zespołowo, z dziećmi. Wtedy można się poczuć "w domu, w rodzinie..."

Ale nie każdy zna taką sielankę, czasem ludzie rozstają się, rozwodzą - oddalają się od siebie - a coraz większa liczba w stylu podłym, najgorszym z możliwych, raniąc się i uderzając mocno, używając jako zasłony najczęstszego  z argumentów, dzieci. My - dorośli, jak nikt inny, trafiamy współmałżonka w czuły punkt. Chcemy by bolało, chcemy zobaczyć obnażone wnętrze - mięso, ciało. Stracone nerwy - i gorzkie łzy...

Nie jesteśmy istotami idealnymi, mamy swoje wady, ale zbyt często nie rozwiązujemy trudności. Podejmujemy nie ryzyko, ale rezygnujemy na starcie i izolujemy się. Szukamy prostszego i łatwiejszego - bycia... Życia, trwania w innym złudzeniu. Rozwalamy cudzy świat dając sobie prawo do tej inwazji. 

Rzeczywistość drugiego człowieka, jego zdanie, jego marzenia i życiowe cele jest jak szklana bombka...Krucha i delikatna, wymagająca wrażliwości a nie imadła zemsty.


Co nas oddala, co nas różni??? Dziś już - zbyt wiele... 
Nadeszły takie czasy, że nie doceniamy wysiłku, nie traktujemy poważnie "cudu ciężkiej pracy". Wzajemne oskarżanie się, uderzenia - traktujemy jak sport, jak rozrywkę. Nie interesują nas koszty emocjonalne takiej aktywności... nie przywiązujemy wagi do dobra dzieci czy dalszej rodziny. Ktoś patrzy, ktoś widzi, inny czuje... ma serce. My jednak rozwodząc się - mamy na myśli i na celowniku, wygraną.

Daleka droga do siebie. 
Przez zimę, przez chłód emocji wygasłych jak ognisko. 
Coraz dalsza droga. 
Stajemy się powoli wykształciuchami ale bez stylu, bez klasy i z marnym charakterem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz