Coraz trudniej przygotować się do sprawdzianu, zmotywować do powtórki, do nauki... do każdej pracy z książką, tekstem, utrwalania materiału i wysiłku. Czy można jeszcze zdać z marszu egzamin - z wiedzy, czy zdajemy go tylko tak naprawdę tylko "z życia".
Nawet jeśli tego nie chcemy i jako rodzice i jako dzieci, jesteśmy codziennie egzaminowani. Oddajemy się chcianym i mniej chcianym czynnościom, kłopoty przekuwamy na sukcesy. Czy tego chcemy, czy nie. Poprawki i powtórki - kosztują nas zbyt wiele, fantazjujemy samotnie i hipotetyzujemy, że w innych warunkach i pod innym słońcem czy księżycem, wszystko byłoby możliwe.
A tak naprawdę, liczy się tylko to, co damy z siebie ten jeden raz. Czy można powtórzyć ten ślub, urodzenie dziecka, to słowo i ten czyn, czy można się tak po ludzku urodzić na nowo czy też ubrać w inną skórę? Czy dostanę szansę przeżycia tego raz jeszcze i poprawy, korekty.
Nie opuszcza nas fantazja i naiwność dziecka, skazani na samodzielność gubimy rezon i tracimy pewność siebie, duma nie okrywa nas jak płaszcz, bliżej nam do płaczu niż do wojennego okrzyku. Cel na dziś, cel na moment, fragmenty drogi... kruche szkło nagród i pucharów.
A potem jeszcze czeka nas sprawdzian praktyczny. Nie wiedzy, a umiejętności wdrażanych i wykorzystanych, tego co użyteczne, nie teorii - a z biegłości, i z wprawy we władaniu słowem, orężem jak mieczem, z troski i opieki a nie fałszywych zapewnień o tym, że podołam. Z realnego poświęcenia czasu i uwagi - przytulenia i okazania serca, pomocy, z pracy, z nieprzespanych nocy, z walki o byt i codzienność. Odnoszenia pieluch do prania i gotowanej kaszki na mleku zamiast odnoszenia spektakularnych sukcesów, z "moje jest mniej ważne", a tak naprawdę to "od ciebie zależy całe moje szczęście, ty jesteś sensem mojego życia". Z miłości...
Bo tylko miłość w ostatecznym rachunku ma zwyciężyć, tylko ona jest przekonująca i mierzalna i tylko dzięki niej trwamy przez tyle pokoleń, ona kreuje rzeczywistość - nie samotność i egoizm zamykające w niewoli nasze serce.
Miłość... nie jedno ma imię...
Miłość ma głos ostateczny, zrodzone z niej dzieła, twórczość malarska i muzyczna, utwory przetrwają - pozostaną nie tylko w pamięci.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz