Sytuacja autentyczna, bieżąca i częsta ostatnio w młodszych klasach czyli 4/5:
(...) dziecko, samo już zauważa, że robi błędy. Mało tego, słyszy to na co dzień... w szkole i domu. Przestaje mu się chcieć, nie próbuje iść dalej ale też nie chce nic zmienić, bo nie wierzy, że cokolwiek z tych zachowań lub umiejętności - może zmienić. Jest coraz bardziej samo - bo wszyscy przechodzą na tę drugą stronę barykady i zwierają szyki...
Spostrzeżenia - lęk, brak wiary w swoje możliwości i wycofanie. Dziecko jest poprawiane codziennie (nauczyciel, nie tylko polonista, ale też przy pracy domowej - mama). Korygowane zbyt często błędy i podczas pisania, i w trakcie czytania, a nie już po lekturze.
_______________
Mamo!!! (...) niech mimo to czyta. Szkoda gasić potencjał pod hasłem "dbamy jedynie o poprawność językową" czy ortograficzną, czy też gramatyczną (gdy pisze ono coś na ocenę, czy bez niej). Bo mniej jest ewidentnego dobra w samej korekcie, zwłaszcza na początku: gdy ciągle poprawiamy... wskazujemy błędy, podkreślamy niedociągnięcia i... nadmiarowo oceniamy, wymagamy tej poprawności.
Niech córka czyta tak, jak potrafi i tyle ile sprawia jej frajdę i przyjemność... Czyli "póki chce". To bardzo ważne...
Niech czyta, niech polubi książki!!!
Bo gdy dziecko czuje, i wie - że popełnia błędy - a jest upominane, poprawiane i tylko korygowane, co zwykle robią nauczyciele - wierzą, że to wynika z powinności i troski o "piękno słowa, języka", żę będzie lepszym uczniem. Tym działaniem jednak niesamowicie zatrzymują, blokują dziecko w rozwoju - języka stylu mówią : "napisz dwa trzy zdania - ale poprawnie, porządnie, dobrze". To częsty błąd... Takimi działaniami odbiera się dziecku i prawo, do popełniania błędów, i możliwość badania terenu oraz uczenia się autokorekty, refleksyjność, poczucie sprawstwa czy twórczość - właśnie...
Często też - wbijamy dziecko tym samym w poczucie winy, w poczucie niemocy... Wreszcie - powodując takim działaniem, że "dobre zdanie o sobie", początkowo krucha samoocena - zanika. Wiotczeje, jest wątpliwa... słabnie. Brakuje dziecku oczywistych argumentów...
(...) jak radzić sobie z własną niemocą i złością??? - pytanie mamy, która zaczyna wątpić, oddala się i przeczekuje (...)
A ze złością, a raczej niecierpliwością - my matki, ale też nauczycielki - matki, analogicznie - radzimy sobie jak potrafimy, jak umiemy, jak ... przyzwyczaili nas szczególnie przez lata wychowania "nasi, naprawdę i zwykle nasi rodzice", osoby ważne i znaczące.
To ich sposoby reagowania dziedziczymy... z pokolenia, na pokolenie.
Często, nie radzimy z nią sobie wcale!!! I niestety, nie zmieniamy tego. Z wygody, z braku pomysłu - czyli alternatyw, z siły autorytetu naszych rodziców, z przyzwyczajenia, czy wreszcie z lenistwa. Bo nauczenie się i ćwiczenie innych zachowań - męczy, utrudnia funkcjonowanie, nowe - jest zawsze na początku trudne, bo wielokrotnie trzeba próbować i nie zniechęcać się początkowy brakiem powodzenia.
Wolimy opuścić pokój lub mieszkanie, by nie wybuchnąć. Lub - by się nie rozpłakać, bo widzimy jak mało skutecznie porozumiewamy się z drugą osobą...
Proszę dać sobie, jako mama, prawo do przeżywania własnych trudności, ale też do poszukiwania i pracy nad sobą (poobserwowania swoich obszarów, jakie chciałaby pani zmienić, popracować nad nimi... Jest teraz tak dużo dobrej i cennej literatury, rozwojowej, psychologicznej, że jest w czym wybrać...
Odwagi potrzeba, by nawet w trudniejszych momentach nie rezygnować - i zwyczajnego powodzenia, w czasie szkolnym - najistotniejsze jest obecność i wsparcie rodzica, rozsądek i cierpliwość. By być z córką, być owocnie i uczyć się, pracować na bieżąco. I oczywiście idzie tu o jakość a nie ilość spędzonego z dzieckiem czasu.
Dać oparcie i także pozwolić jej dobrze wejść w grupę, w klasę, dbając o komfort emocjonalny. O to, by mogła się wygadać, poskarżyć, odreagować wiele codziennych zdarzeń, przykrych słów - rzeczy, przeżyć. Doświadczyć ich nowość, zaskakującą świeżość w repertuarze. Oswoić to zaskoczenie, niepokój lub zatroskanie i lęk, towarzyszący zawsze dziecku w tych momentach, gdy dotykają go liczne, zachodzące w otoczeniu - zmiany... Być z dzieckiem nie w kontakcie, a w relacji...
...lektura...
A dla dziecka, do pracy z nim w domu, skarbem jest mnóstwo pozycji z wydawnictwa "Harmonia" - od relaksacji, budowania samooceny poprzez szereg umiejętności szkolnych, skupienia uwagi, czyli popularnej koncentracji, rozwijania umiejętności matematycznych - itd. Ważne - że są proste, praktyczne, pełne podpowiedzi i ćwiczeń do samodzielnej (z dzieckiem) realizacji w domu.
Reasumując...
Proszę maksymalnie odroczyć diagnozę... Fakt, czasem pismo zwraca uwagę, i pojawiające się błędy... ale to może być wynik tego, że uczennica słabo się nauczyła słówek tego dnia. Na podstawie jednego sprawdzianu, nie powinnam, ani ja, ani nauczyciel, wyciągać pochopnych wniosków...
Do diagnozy - tej wstępnej, także potrzebujemy czasu i obserwacji. Do okazania w poradni - zeszytu systematycznych ćwiczeń, a to wymaga miesiąca - dwóch wspólnej z rodzicem pracy. Czasu, by zdobyć wiedzę o dziecku i orientację, jak funkcjonuje w zespole klasowym, i w szkole w ogóle. Czasu więc potrzeba i jej, i nam, by uniknąć stawiania pochopnych hipotez i by nie wyciągać czasem zbędnych wniosków...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz