wtorek, 8 marca 2022

Agresja to współczesna obsesja

Agresywnych nie lubi nikt, lecz się ich boi. Każdy wycofuje się przed taką znajomością. Są to zachowania niszczące relacje. Ale my - stwarzamy furtki!!! 

Staje się wygodna, nie trzeba jej zbyt wnikliwie analizować, wchodzić w sytuację i zatracać w empatii. Krótko, rzeczowo i na temat... Wręcz - zadaniowo.

Tak, lęk oraz frustracja są pewną pułapką... Ale to agresywna i bezrefleksyjna postawa zbiera na co dzień żniwo. To "coś" rozbija rodzinę, wspólnotę krwi ale i inne grupy. Nie ma już celu, który jednoczy siły. Który uszlachetnia, spaja, wzmacnia. Są pojedyncze, incydentalne zadania. Taka zmiana powoduje, że nie podejmujemy wspólnych działań wzmacniając jedni - drugich. Doświadczenie rosnących trudności w porozumiewaniu się, kłótni i konkurencji - utrwalają w nas samych poczucie, jak niewiele już możemy wspólnie. Jak trudno dogadać się. Do czego doprowadziłby brak determinacji i podporządkowania, brak współpracy np. sforę wilków - watahę w środku zimy??? Ta świadomość, że nic sami nie zdziałamy, skazuje nas na psychologiczną i społeczną śmierć, na niebyt. Wszystko nas zaskakuje, a cała rzeczywistość rozpada się na naszych oczach i przygniata swym ciężarem... 

Najgorsze jest to, czego dokonujemy w myśleniu. Reinterpretacja - ściśle określona. Według przepisu... Usprawiedliwienie tego, co nie jest rozwojowe... Czasem wręcz mówimy, że ta cecha drapieżcy - jest "cenna" na pewnym stanowisku, w jakimś zawodzie, że jest świadectwem mocy. I tu uwaga.... Tak, cechuje życie, ale tylko samotnika. Strzelca. Snajpera.

Dajemy w ten sposób siłę temu, co nas umartwia, jest kostyczne i brutalne. I pozwalamy trwać i umacniać się w naszym codziennym życiu i w relacjach, otaczającej nas - pewnej patologii. 

Nazywamy normą lub korzystnym to, co rozbija. Co niszczy jedność. 

Naszym chlebem codziennym ma być trwanie w dyskomforcie i cierpieniu. 
Agresja kwitnie!!! Mnożą się współcześni konkwistadorzy.
Agresję wzmacniamy, sami dając przyzwolenie na nią. 
Normalizujemy ją... Usprawiedliwiamy często. 

Kojarzy nam się z sukcesem. Z lepszym wynikiem i z niezależnością. 
Ale też - z wyścigiem szczurów. Nieliczeniem się z drugim człowiekiem, jego stanem i wrażliwością, stratą czy z jego wartościami. 
Chcę - żądam - mam (zdobywam). 






Niszczenie innych osób, tak - konkurencja, stosowanie pułapek i podpuszczanie innych, by poprawić swoją pozycję i samopoczucie. To wszystko staje się tylko formą "terapii naszych niedoskonałości". Zasłoną dymną...

Uważajmy, aby nasza własna nonszalancja i nieświadomość tego, jak bycie agresywnym i uszczypliwym jest zagrożeniem nie oszukały nas. A rodząca się w nas frustracja nie zwiodła nas jak pawi ogon, zwalniając tym samym, od wszelkiej odpowiedzialności... 

Postawa totalnej tolerancji szkodzi w pracy i relacjach w grupie. Warto wymagać od siebie i innych. Luz bowiem jest toksyczny dla życia rodzinnego, towarzyskiego, wpływa wreszcie na całokształt wychowania dzieci. Lansowanie określonych postaw życiowych oraz stylu, formy przekazu, traktowania innych, takie rozmowy potrafią uszkodzić, zniekształcić człowieka ... 

Zamiast radzenia sobie ze złością i rozpoznawania lęku w sytuacji która nas niszczy, pracy z przekonaniami oraz zmiany poznawczej, modyfikacji swojego nastawienia i motywacji, korekty zachowań - ich kierunku i siły, częściej oddajemy się temu, co wynika ze zwierzęcej natury. Głęboko tkwiącej w nas, ale nie do końca nas definiującej.
 
Obserwuję to w ostatnich latach, że nie uczymy się jako ludzie panować nad sobą, a jedynie uciekać i unikać. Nie rozmawiamy, a tłumaczymy siebie. W ten sposób nie konfrontujemy się "po" z naszymi wpadkami - nadal popełniając te same błędy tyczące sposobów przeżywania, a nade wszystko wyrażania i okazywania agresji. 
Krzywdzimy, nie wyrażając słownie prawdziwych powodów... Nie nazywając. Nie sięgamy głębiej, a tylko dotykamy powierzchni problemu. Oddajemy się zwyczajnie surowej, pierwotnej i instrumentalnej agresji skierowanej właśnie na osobę (czasem nasze zwierzę!).

Gdzie jest zysk z takiej sytuacji??? Dać upust niewygodzie, trudności i ulec napięciu, z jakim nie nauczona jestem poradzić sobie w społecznie akceptowany sposób. Uwalniać, nie rozumiejąc. Nie przekładać swojej tendencji na aktywność, działania prospołeczne lub obronę słabszych. Twórczość artystyczną czy literacką. Zainteresowania, pasje i wizje. Sport...

A gdzie odpowiedzialność i wysiłek? Gdzie nasze nieuleganie atawistycznej naturze? Czy to ma być dobre??? Czy ma służyć rozwojowi czy dobrostanowi. Budować, czy rujnować relacje? 

Wykonanie tego tylko, co złe, prymitywne i okrutne obarcza nas swoim ciężarem i niesie ze sobą odpowiedzialność za krzywdę, wyrzut, zgagę i naprawdę zbyt wysoką cenę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz