poniedziałek, 1 października 2018

Kocham cię - choć jestem zła

Dorastanie przypomina ciążę, taką przenoszoną ze wszystkimi jej konsekwencjami zdrowotnymi - bólami, złymi nastrojami, odczuciami, gorszymi i lepszymi porankami...
Nie każdy z nas takiego młodego człowieka pragnie, czasem - mamy go jako rodzice - po prostu dość.

Mówimy: Przeginasz... przestań, ranisz mnie... Tak nie można... Nie chcę się za ciebie więcej wstydzić...

Rodzic jest zrozpaczony lub smutny, czasem od specjalistów usłyszy, że to jego wina, a młody człowiek dojrzewając ma prawo do trudnych zachowań i wszelkiej kontestacji, że tak dąży do autonomii i będzie wspaniałym dorosłym. Że rodzic musi przez to przejść także, przeczekać i znieść to, oraz jeszcze więcej... I niech się stara oraz rozumie cały problem- bo przecież był młody i wie jak to jest.

I choć wali ci się dom i rodzina, i trzeszczy w szwach również małżeństwo, to ty masz być osobą jak powinna zachować spokój. Być opoką i uzdrowieniem - relacji, stanu faktycznego, dać odpowiedź, znosić z godnością i cierpliwością - lub przyjąć ciosy na klatę. 

Milczymy, trwamy.
 
Zwieszamy głowę... myślimy jeszcze trochę, warto... tylko żal nam tego, co było, do czego wspólnie doszliśmy, czego się dopracowaliśmy razem w rodzinie... Co spajało nasze więzi i co dopełniało obraz ideałów ale i marzeń. Co było dotychczas po prostu konsekwencją...

Tak szybko trzeba tę względną równowagę pożegnać. Pewnie - na zawsze... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz