Nikt z urodzenia nie jest przygotowany i predysponowany do tej roli...
Nie stajemy się też matką jedynie w czasie ciąży, choć faktycznie zachodzące w nas hormonalne zmiany - załatwiają część problemu.
Nawet nasza intuicja i to, co niejako zwierzęce odziedziczyliśmy - czyli nasz instynkt, sprzyja stawaniu się nie tylko Rodzicielką - Karmicielką, ale właśnie tym człowiekiem w jakiego ręce złożony będzie trud i praca z dzieckiem już od najwcześniejszego etapu... Matka, jako dawca życia i tej wyjątkowej, intuicyjnej i troskliwej opieki... Jako strażniczka i gwarant poczucia bezpieczeństwa i wreszcie jako osoba udzielająca odpowiedzi - reagująca - na wszelkie podstawowe pragnienia i potrzeby maleńkiej istoty...
Wiele kobiet nie czuje tego, jest przerażona, lęka się - że nie potrafi. Bo nie miały takich doświadczeń, bo tego nie czuje... Nikt nie dał jej z serca nic dobrego. A ten lęk - przewyższa pragnienie. Gasi je...
Obawa zmusza do rezygnacji, ucieczki w siebie lub prowokuje do odczuwania i przeżywania wątpliwości. Jakby jej coś zabierano, jakby coś traciła.
Jeszcze gorzej gdy z zadaniem pozostaje sama, samotna...
Matka... mamusia... mama... motherhood!
To nie jest zawód, ni profesja. To nie cel w sam sobie... Tu nie ma medali ani pochwał, wyróżnień... Na efekt przychodzi czekać całe życie.
To zadanie dla optymistów, cierpliwych pasjonatów, dla ludzi którzy nie przestraszą się gorszych dni, porażek, potknięć. Nie boją się ryzyka i działania czasem na oślep, "na czuja". Nie wstydzą się upadać i prosić o pomoc. Wyciągają rękę prosząc, ale też dają innym wsparcie. Nie oceniają i nie przeceniają siebie i innych... Nie niszczą wiele, ale budują nie tak mało... Wciąż wstają, podnoszą się z kolan teraz, i codziennie.
To nie jest wyjątkowość w człowieku ale zwykła ludzka przyzwoitość.
Życie naprawdę i bez specjalnych złudzeń.
Mamy są w gotowości... Podnoszą się mimo zmęczenia - z łóżka... by utulić płacz, scałować łzy, być lekarstwem na ból i wszelką dolegliwość, by uspokoić i uśpić w ramionach nawet wtedy, gdy ledwie sama mama trzyma pion, pada ze zmęczenia - w chorobie i bólu...
Czy macierzyństwo to zadanie, profesja, przeznaczenie??? Na pewno realizuje się poprzez codzienne "stawanie się", wchodzenie głębiej, poprzez nieskończoną ilość prób i uczenie się na błędach...
Budowanie swojego obrazu, jego cząstki. Jest to mądra równowaga pomiędzy sporą ilością wielu składowych zadań, misji. To jakaś chorobliwa pasja i przeznaczenie... Trafia w człowieka, zakorzenia się w nim, zasadza się i kiełkuje. Albo nas rozwija, albo przytłacza.
Na pewno - otwiera na bogactwo, umożliwia jego doświadczanie.
Matka to nie funkcja, nie zawód - nie profesja czy rzemiosło jakieś.... To jakiegoś rodzaju misja - otwiera nas, buduje i konstytuuje. I nieprzerwanie zaskakuje.
Stwarza w nas (z nas) nowego człowieka...
Działa i rozrasta się w nas jak pasożyt, samodzielne życie czy pnącze, w różny - nie zawsze przynosząc jakiś spektakularny efekt - sposób.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz