wtorek, 8 maja 2018

Mroczna wieża i... inne opowieści o złożoności dobra i zła

Mroczna wieża...
demoniczna walka, o wieżę, która strzeże i umacnia mój świat, twój świat i wszech-świat... tym samym, czyli światy każdego z nas, z osobna... Tu w plasterku pomarańczy, w tej mapie, wszystko spotyka się i łączy... Jak w znaku mangi, jak w obszarze czerni i bieli... połaczonej, przenikającej się...
W symboliczny sposób - opisanie tego co w nas: istoty dobrej i złej, zarazem, potencjałów jakie każdy ma a jakie umiejętnie rozwijane, będą doskonaliły się i wzrastały...
Jak w diagnozie i badaniu testem Roschacha - widać niewiele, ale... Tak jak w teście Raven'a - i Wechslera - mierzymy, my psychologowie czy ci parapsychologowie z działów HR firm i consultingu, w każdej z korporacji - wszyscy i liczymy, i -"ważymy punkty". Nakładamy na ustalone przez kogoś normy...  Wtedy i tylko tak (???? tylko???) czytamy człowieka, jaki przychodzi do nas czy do pracy, czy do diagnozy, pełnej... 
I przenosimy to (ten wynik konkretnego człowieka) na płaski wykres... Spłaszczamy też całą sprawę sprowadzając do jakichś liczb i ilorazów...

Dlaczego nie postępujemy inaczej... Rozwojowo... 
Jak u Gardenera - w postaci "wielorakiej inteligencji" patrząc na bogactwo cech i przymiotów, rozmaitość ludzką - tu uzyskujemy zakresy i przestrzenną wizję potencjałów. 
Doskonałości, i mniejsze doskonałości... To co Bóg w nas stworzył i co dał, uruchomił - "animate" (ożywił, animował, tchnął  wraz z duszą i duchem, pierwiastkiem życia). Zaczął - a teraz świat i my, kontynuujemy dzieło... My sami, nasi rodzice, grupy koleżeńskie i rówieśnicze - idole, modele i nauczyciele, przewodnicy i guru... Wiemy, że to co wrażliwie można zniszczyć i zabić, można i uruchomić (oni - muszą... bo potrafią?)

By drgnęło...

By czas i przestrzeń - stała się przyjacielem, dokonało się w nas - wzrost i zmiana. 
Rozwój...
Bo jak zawsze piszę i mówię, celem naszym: "rozwój nasz jest, a nie - zwój..."


Teraz o filmie....
Pierwsza część ekranizacji... "Mrocznej wieży", tej powieści - no może obszernego opowiadania, opowiadania jakie można nie tylko raz - przeczytać i przepuścić przez siebie, daje nam wrażenie surowej i prostej. Czasem prostackiej czy taniej produkcji (niski budżet). 
Czujemy, że gdyby to i owo ograniczyć, tnąc dłużyzny, dywagacje, przeciągające się spojrzenia - w nicość, patrzenie w przestrzeń i nieznane - byłby to film lepszy. Ale przez innych, uboższy, bo mało wiarygodny... a my w wartkiej akcji nie znaleźlibyśmy tych głębszych walorów. 
Bo właśnie przez oczy bohaterów... patrzymy "na rzeczywistość taką, jaką ona jest naprawdę"...

To, co pierwotne... jest i było zawsze. 
To, co wtórne - nakłada się i łączy i pomnaża - życie, wartości, obawy czasem i lęki - emocje i bogactwo zachowań - nasze ach i och... uniesienia. 

Świat - zawsze dodaje lub też niweluje, ujmuje z tego co jest. I ujmuje, gdy się gubimy i zatracamy, gdy pozostajemy sami i bez wsparcia - to On jest jak magiczne drzewo z filmu AVATAR, Aiwa... Nawet wtedy, gdy człowiek czy postać ginie, Ono - przejmuje całą jej energię i życie, buduje siebie i buduje innych - nią.
Coś większego, ktoś potężniejszy przecież, niż my, podtrzymuje życie a tym samym cudowną miłość, więź... Bez lęku i bez strat. 

Jedynie przechodzenie coraz to nowych obszarów i energii. To drzewo, to życie i jego początek, jego Stwórca - jak pierwowzór tego drzewa filmowego jak "ze światłowodów" - ma potęgę i moc. I panowanie na tej planecie... gdzie mieszkają duże, błękitne stwory.

Jak dziecko, jak ziarno kiełkujące do słońca - jesteśmy, gdy na śmierć przecież, wcześniej - jest każde z naszych ojców i matek, w ziemię wrzucone. Już na to po części gotowe, aby umrzeć. I - gdy my gaśniemy... Wtedy rodzi się nowe życie, nowa istota, nowy człowiek... Nowa szansa.

To prawda, a nie magia żadna... jest zjednoczenie. Bycie w jednym organizmie, jak w porównaniu z J 15 i J 17 - do tkwiącym w jedności, zapuszczonym korzeniem i ciałem "w krzewie winnym, w prawdziwym życiu, od korzenia po najmniejszą gałązkę...

To drzewo, ta pierwotna istota i siła, w każdym społeczeństwie, na planecie i w kulturze jakiejkolwiek, ma poważanie u starszyzny plemienia, ludzi mądrych - mądrością i tych, posiadaczy wiedzy oraz doświadczenia życiowego - zwanych kapłanami czy duchowymi. Bardziej pragnie prawdy, dobra i podtrzymania piękna - niż pieniędzy, bogactwa i sił... 

To co w nasiono, w nowe, w życie przecież idzie.... Jak z dmuchawca, po przekwitniętym złotym mleczu. Jak zrzuca je Aiwa w jednej z pierwszych scen filmu "Avatar I", jako znak wybrania i naznaczenie. Powtórka z kadru prawie już 10-letniego filmu, czekającego na kontynuację w odmętach mórz. Przypominanego znów w jeden z telewizji polskich. 
To ziarenko przypomina tym samym, bohatera przypowieści z Ewangelii: jest jak zboża ziarno rzucone przez siewcę...

Avatar. Hosty... z "Westworld" 1 i 2. Stworzenie i stwórca...  Stworzenie jakie nie przeskoczy swojego Stwórcy nigdy, bo nie może, nie jest w stanie!!!
 
Początek - jak fresku kaplicy Sykstyńskiej, akt stworzenia i narodzenia, początek życia - "Stań się!!!" Tu jesteś, tu jest On. A gdzie się zakończy i czym??? 
Kto to wie???  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz