wtorek, 23 sierpnia 2016

Co siejemy, to zbieramy

Jeśli rodzina ma być naszą najlepszą inwestycją to nie możemy tego robić tylko na pół etatu, na pół gwizdka - bo jedna z mądrości mówi o zbieraniu takich owoców, jakie się posieje, z wierzby nie zbierze się gruszek a na oście nie wyrosną figi. Choćby nie wiem co...
Przekłada się na to czas spędzany z najbliższymi, jakość rozmowy, ilość uśmiechów oraz przytuleń, głaskanie... dosłowne i to "słowami", zainteresowanie sprawami innych oraz gotowość wsparcia...   

Rodzina nauczy nas wszystkiego, eksperymentujemy tu, sprawdzamy siebie i własną osobę w relacji z innymi, nasze słabości ale i mocne strony można w ten sposób poznać i przy pomocy bliskich - rozwiązać czy problemy - zmniejszyć. Bez drugiej osoby jesteśmy mniej obiektywni lub zobiektywizowani, mniej krytyczni a co za tym idzie - nie tak ostrożni... Czasem mówi się - walimy prosto z mostu...

Tło rodziny pozwala na samopoznanie, na usłyszenie od tych - których kochamy i darzymy zaufaniem uwag krytycznych o sobie, bez ściemniania, ugłaskania i fałszu. Możemy się z tym mierzyć, korygować lub chociażby - zastanowić się jak daleko nam do celu...
Rodzina, właśnie ona wybacza szereg błędów, kochająca - cierpliwie czeka i daje kolejną szansę raz za razem... tylko brać!!! Prawdziwa rodzina wspiera swoich członków, podaje dłoń, słucha i zawsze czeka na zmianę, na lepsze, na "innego nas", daje okazję i czas na rozwój, amortyzuje upadki po wzlotach, dba o całość... 
Nie wyrzekajmy się jej, nie pomstujmy zbyt wcześniej, nie ironizujmy, że to tylko "rodzinka" i "że dobrze z rodziną, to tylko na zdjęciu". 

Dostaliśmy i dostajemy od niej tak wiele, tak liczne szanse, tak niesamowitego kopa, tak mocne, zaskakujące i odpowiedzialne zadania, że zostać jedynie dłużnikiem - byłoby nieelegancko, niewyjściowo... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz