wtorek, 16 sierpnia 2016

Mamo, chyba jestem autystyczny

Są tacy rodzice, którym długo wydaje się że ich dziecko było zdrowe, i nagle - zupełnie nie wiadomo dlaczego, zaczęło się rozwijać inaczej. Są i tacy, którzy długo nie przyjmują diagnozy, bronią się przed nią. Osoby - które mówią im, że coś jest nie tak z dzieckiem i rozwija się inaczej - wyklinają i wyrzucają z serca. Oddalają się od świata, bo ten przynosi im tylko złe nowiny. A oni - mają inną prawdę...
Świat szybuje, biegnie i goni, staramy się być coraz doskonalsi, lepsi, niezawodni, fenomenalni - oczytani i wykształceni. A tu... choroba i uszkodzenie - jakiemu nie zawiniliśmy, ale na które nie ma rady.

Przepraszam, jest jedna - zaakceptować, pogodzić się, mocniej kochać...  
Dziecko chore, inne i trudne nad wyraz - trudniej jest jednak kochać tą samą miłością, zadajemy sobie pytania o to kto winny, czego zaniedbaliśmy, co się stało... w ciąży lub jeszcze wcześniej. To nie kwestia przygotowania i mądrości lecz ryzyka puszczenia serca na głęboką wodę - otworzenia się na trudną, dozgonną miłość i dozgonną - opiekę...

Dziecko nie będzie zdrowe, nie "poprawi mu się", jego stan będzie falował i oscylował i stanowił wielką niewiadomą. Raz lepiej, remisje oraz upadki, regres goni regres. Trudności, kłopoty w relacjach. Pytania, obawy i dziwne spojrzenia na ulicy, w sklepie, w szkole, podczas wypoczynku.

Trochę inaczej gdy jesteśmy za granicą, bo tam - otwartość i akceptacja jest dużo, dużo większa. Choroba w Polsce to wyrok, przekleństwo - upośledzenie czy choroba psychiczna odbierają na zawsze godność, ludzie nie chcą już znać nas i naszych dzieci. Grono znajomych kurczy się... Nawet w rodzinie nie brak jest rozłamów i odrzucenia, wypierania i zaprzeczania faktom. 
Coraz mniej zaproszeń, mniej odwiedzin. Niektórzy udają - że się nie znamy, jest okres "przed" i czas "po".

Czy to moja lub twoja wina kobieto??? 

A jednak, bierzemy ją i niesiemy na barkach - do końca naszych dni. I tylko my, rodzice...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz