środa, 20 stycznia 2016

Jeść ekologicznie... żyć ekologicznie

Czy wychowanie może być ekologiczne, nie tylko modne i na czasie, ale istnieje w pełnej równowadze i ze zdrowiem w tle??? W zgodzie z naturą i z jej towarzyszeniem???
Chętnie ciągniemy nasze dzieciaki w każdy zakątek świata, w upale i deszczu zwiedzamy cuda natury, dbamy - aby nie zostawiać w górach śmieci, odpadków i butelek po sobie, nie karmić lisów - no chyba tylko wiewiórki. Pochylamy się nad rzadkimi gatunkami, endemity obchodzimy bosą stopą z szacunkiem.

I jeszcze tylko to myślenie... 
Zostawić po sobie coś dla innych.


Dzieci odkrywają z nami świat smaków, zapachów i barw, zobaczą i skosztują wszystkiego, oraz poznają z nami miejsca, które mamy szansę zachować i dla innych. 
Nie zapominajmy, że planeta robi się ciasna i że to my, mimo wszystko i świadomie -  zarzucamy ją naszymi odpadkami i śmieciami. Wygląda i pachnie dzięki nam - nieciekawie.

Do tego, trzeba by dodać - uczenie chodzenia z siatką czy płócienną torbą na zakupy - zamiast reklamówek, uczenie by zamykać kran, gdy szorujemy z dbałością zęby, uczyć recyclingu i w szkole i w domu, i w przedszkolu...  Że poszczególnych składników makulatury, plastiku ale i innych zbiorów - jak szkło, da się zrobić po raz kolejny, niezły użytek (np. moi znajomi ceramicy używają kruszonego szkła - stłuczki do szkliwienia prac ceramiki użytkowej i ozdobnej!) Te produkty codziennego użytku w dużej części mogą posłużyć nam wiele razy (opakowania na mydło, reklamówki, butelki - to nie tylko przyszłe wazony ale i doskonałe opakowanie na "domowe wino" lub własny sok).

Każdy podręcznikowy eko-człowiek sprowadza filozofię do pokarmu... "Jestem tym, co jem" -  do eko-produktów w domu - kuchni i łazience, np. orzechów brazylijskich zamiast proszku - do innej jakości w żywieniu, zawartości lodówki - a może zagłębić się we własnej filozofii?.

U nas w domach... w kuchni, słoiku i na talerzu warto zmienić kolory oraz proporcje, zaakcentować dany smak, i inny walor - kolor, po prostu. 
Czy to jest z eko-farmy czy ze społeczności dzielącej się dobrymi i pewnymi wyrobami, czy z własnej działki?  Od zaprzyjaźnionego rolnika czy babci, czy też dobrej cioci... Czasem warto soki i warzywa "oswoić" z naszą kuchnią oraz ze swoją pociechą. Dać im szansę...
Poza tym pokazać jak wyciskamy sok, robimy domowe - niesolone i nietłuste frytki, jak robimy powidła, musy owocowe, przetwory i marynaty - to nie grzech. 
Nawet jak uda nam się spalić przy tym garnek, nie tracimy nic na autorytecie, smaczniej jest zjeść pajdę chleba z własnym dżemem, domowym smalcem - marmoladą czy też powidłem, o smaku naszego domu, wiedząc - że owoce zbieraliśmy u babci na działce sami, swoimi rękami. Wiemy co i dlaczego tak pachnie, smakuje...


Warto myśleć nie tylko o sobie, końcu nosa ale i o planecie na jakiej mamy szansę żyć! Wbić się i pojechać wszędzie, to nasz cel, ale i marzenie. Zaraz jednak przyjdzie taki moment, że nie zostanie na naszej planecie już nic świeżego, dziewiczego czy niezadeptanego - wręcz przeciwnie - wiele z przyrody i natury już zepsuliśmy, zniszczyliśmy, świat znaczymy wciąż naszą ręką... 
Odciskając ślady, róbmy jednak mniej szkody. Zwierzaki, będą nam bardzo wdzięczne jeśli ocalimy i ich, i przecież - nasz świat, oswójmy i siebie, choć troszeczkę... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz