Prawdziwa miłość, dojrzała jest czymś głębszym niż tylko uczucie jakie żywimy do drugiej osoby. Ulotne, chwilowe, skore do zmiany lub do wygaśnięcia, do przeniesienia na kolejny obiekt.
Miłość ta sprawdzana jest jak stal przez kowala, poddawana obróbce - raz w gorącu ognia, kiedy indziej - lodowatej wodzie emocji. Jakiś totalny maniak kazał jej się zmienia i rozwijać - ale nie - wypalać i odchodzić...
Nawet po śmierci człowieka miłość może trwać i nie pogrzebie jej nikt, nie można jej zamknąć w trumnie z osobą...
Nie na darmo, święty Paweł napisał w 2.Liście do Koryntian o trwałych postawach i cnotach - nadziei, wierze i miłości: "... z nich zaś najmocniejsza i najtrwalsza jest miłość". A teraz właśnie taki Pawłowy jest czas w kalendarzu liturgicznym - wciąż czytania z Dziejów Apostolskich... Taki wierny "odzyskiwaniu formy" i poszukiwaniu nowego, głębszego siebie. Czas trudnych dowodów i braku kompromisów.
Ale życie ludzi, jest tylko realizacją tworzonych przez nich samych scenariuszy. Lepszych lub gorszych... Ich sumy lub ich różnicy...
Dziś rozmawiałam z kobietą, która po blisko pół roku zaczęła dopiero godzić się wewnętrzne ze swoim rozwodem, po 25 latach małżeństwa. Mówiła o tym jako o "nowej sytuacji do jakiej cały czas stara się przywyknąć". I o tym, że czuła się dziwnie gdy po 15 minutach rozprawy, gdy wszystko co było pomiędzy nimi, małżonkami - nagle (- i tu pstryknęła palcami), "ot, tak...", decyzją sądu i za porozumieniem stron - przestało być... "Zniknęło nasze 25 lat", bez szarpaniny... Bez krzyków... I bez świadków, jakich często małżonkowie ciągną za/ze sobą do sądów. Na szczęście też, obyło się bez ofiar - bez dzieci - bo ich nie mają razem...
Decyzją sądu zmienia się "rzeczywistość osób". Zmienia się życie, aktywność i dzień codzienny...
Poddaję się, bo nie wiem jak to można nazwać, gdy ludzie wkładają ręce do kieszeni - odchodząc, nie trzymają się już za dłonie - gdy żegnają się z tym, co było treścią ich codziennych dni właśnie "ot, tak".
Teraz już coś innego przyszło im realizować, ktoś inny, dzień za dniem - w głowie tylko inne jakieś "nic" lub/i pustka. Obawa przed kolejnym związkiem, człowiekiem lub też strach przed nowym niepowodzeniem i wejściem "na poważne" w nową znajomość. Jak przekreślić 25 lat bycia razem jedną decyzją???...
Nie wiem i nie umiałabym tego zrobić...
Mimo że dni w małżeństwie są różne, ale kiedyś dokonując takiej decyzji podtrzymujemy ją i potwierdzamy każdym następnym dniem, każdym działaniem.
W sądzie dzieją się sprawy różne, czasem też - przestają się dziać. Czasem głośno ludzie idą w swoim kierunku, kiedy indziej - rozstają się głośno lub z rozgłosem. Dziwne, że coś "ma się zadziać" tam, gdzie liczą się konkretne działania, podejmowane kroki i fakty... fakty... fakty...
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz