środa, 15 kwietnia 2015

Rodzice to także my

Dopóki mamy po naście i dwadzieścia kilka lat wciąż nie wierzymy, że już jesteśmy na tyle poważni, starzy i dojrzali by pełnić role rodzicielskie. Rodzice - to nasi opiekunowie. To osoby, którym zmarszczki pokryły znaczną część twarzy, mówiące "innym językiem"...
My młodzi, my młodzi...
Czasem, tak zostaje nam na całe życie, że człowiek nie bierze na siebie trosk, ciężaru i odpowiedzialności za wychowanie, utrzymanie, opiekę... Podrzucamy nasze dzieci innym, jak "grona gniewu" lub jak kukułcze jaja.
Taki "młodziak" i "świeżak" w roli rodzica nie decyduje, nie mówi "tak - nie", nie trzyma się planu i reguł, stawiając na spontaniczne sytuacje i adaptowanie się do - danej tylko - chwili.
Brak nam cierpliwości i konsekwencji. Jeśli mamy pretensje, to nie do siebie. Szukamy usprawiedliwienia, luki, słabości...

Gdybyśmy pozwolili sobie na zachowanie grożące nam przypadkowym ukazaniem naszych słabości, delikatnym i pozornym odsłonięciem, nie darowalibyśmy sobie tego. Zgrzytanie zębów, złość na siebie, strach przed kompromitacją... i delikatna schiza.
W dzisiejszym świecie trudno o odpowiedzi na pytania, jakich nie zadajemy - lub zadajemy je bardzo rzadko...
Oddajmy sprawiedliwość czasom, w jakich przyszło nam żyć. Duże z nas dzieci, warto dostrzec to, i...  pora dorosnąć do roli jaką pełnimy.
Teraz, albo już nigdy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz