poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kochający tatusiowie...milczące mamusie

Bezkrytycznie, spontanicznie i zawsze... na wyłączność...

Miłość dziecka swojego bywa naprawdę - czasem o zgrozo, szkodliwa. Nie rozwojowa, nie uskrzydlająca czy stymulująca. Nie zachęca do podejmowania aktywności - cudownie bowiem wyręcza...

Pytanie: czy to jest miłość? A jeśli nie, to dlaczego osoba dorosła działa na szkodę własnego dziecka i czyni z niego nieczułego człowieka, o niskim stopniu empatii, ale równocześnie - wrażliwego tylko na własną krzywdę oraz potencjalne korzyści. "Pieszczocha" rodziny, pupila o słodkich i niewinnych oczętach... 
Sposób na wzorowego i wzorcowego członka udostępnionego nam, nowoczesnego i postępowego  społeczeństwa. 
Takich "jam jest, i nic poza mną...", oraz "no tak... po mnie - choćby potop, ja i tak pozostanę". Tym samym, w prosty sposób - rodzic hoduje... małego egoistę... 
Wyjątkowego, jedynego i niepowtarzalnego...
Gruboskórny zwierz....

Gubimy zdrową miłość i zasadę - nie szkodzić. Nikomu... jeśli się tylko da. 
Życie i bezpieczeństwo - zasady i moralność, dobro - są ponad wszystko, ponad każde inne dobro-czy-zło które da się 'kupić-sprzedać-zamienić'.
Coraz większa grupa rodzicieli - chce zamienić jednak wszelkie "ograniczające ich" wartości na materialne i para-materialne dobra: przedmioty lub przywileje, przewagi, zyski, przełożyć na układy i stanowiska, i uczynić z tego przekazywaną najmłodszym normę "do (u)wierzenia".

Gdzie archaiczne - rzekłoby się - zasady??? Gdzie reguły życia i współżycia społecznego. Opieka nad słabszymi, szacunek dla innych i dla siebie, także - "słabszych" stworzeń, małego człowieka. 
Kochać...
Ofiarować się... Rozważać cudze dobro i swoje, dokonywać wyborów... Nawet - rezygnować ze swojej korzyści... Czy tego jeszcze potrafimy nauczyć innych, przekazać drugiemu jako zasadę i sposób na życie??? Czynić podobnie, czynić właśnie - tak...


Przepraszam za moje wrażliwe refleksje, to jednak świeży efekt przemyśleń rodzących się w mojej głowie po kilku spotkaniach z rodzicami małego człowieka, lat ok. sześciu. Wynik ujemny życia "poza zasadami" oraz 'poza większą liczbą wartości'. Po prostu stało się ono nie do wytrzymania - nawet przy tak małym potomku, wyjątkowo trudne i dotkliwe. O ile jakoś trwa sobie, to jest już "nie do zniesienia" dla bliskich... 
Nawet poza wszelkimi wartościami pozostają zwykłe, ludzkie - rodzinne, mądre oraz naturalne potrzeby. 

I tak, myślałam (zakładałam) że proceder ten, odnosi się najczęściej, czy typowo - do rodziców młodych dziewcząt i takowych - i to był mój błąd.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz