Tracimy przyczepność do gruntu, tracimy...i pewność,
że sami dajemy sobie w życiu radę. Że jesteśmy dorośli,
niezależni. Oddani... Ale jak to zrobić? Gdy codzienność daje nam prztyczka w nos...
Zrobiliśmy pozornie wszystko - szkoła, studia, wiara w to,
że wybraliśmy dobrze. Że to jest właściwy kierunek,
że będziemy potrzebni. Twórczy i pracowici,...i to nam
i szefowi wystarczy. Że weźmie to za dobrą monetę...
Potem - gorycz porażki, długie poszukiwania, odrzucane oferty
i pogardliwy uśmiech pracodawcy, którzy “spuszczają nas”,
kolejno, po drucie.
A po tym wszystkim jeszcze wracamy do domu i znów
nie mamy czym nakarmić rodziny, chyba tylko obietnicami
złożonymi i im, i sobie. Karmimy ich goryczą i poczuciem
krzywdy, napychamy, oszukujemy.
Faszerujemy ich kolejnymi nadziejami.
Płonymi...
Bez pracy i bez zadania codziennego nie odczuwamy przecież sensu życia, przepływa ono między palcami,
a nie tylko nasz czas.
Ale życie nasze, całe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz