poniedziałek, 16 czerwca 2014

'#Jako rzecze Zaratustra' czyli często śni się nam, żeśmy bogami

Żeby uczyć kogoś bycia prawdziwym człowiekiem , trzeba nim być... nie zaś pokazywać ilustracje i regułki w książkach, zasady i paragrafy ilustrujące miraże np. przekazów medialnych, "celebryckich" kłamstw vel. niezbywalnych i jedynie słusznych prawd, no i klasycznie - naszych ulubionych polityków u władzy...
Po wielu latach trudnych ćwiczeń i mocnych doświadczeń, zaskakujących zwrotów akcji i w wyniku szeregu mocnych doznań - zdarza się, że nadal żyjemy... Te, które pozwalają na dokonanie korekty zachowań, pozwalają też skutecznie przeżyć. I to - udaje się nam całkiem nieźle...
Wartości... zasady...
Współcześnie: słowa niezrozumiałe, archaiczne, trywialne... Czasem puste, zwykle zaś - wypierane przez pustkę lub wręcz pochłaniającą wszystko (i wszystkich) - emocjonalną czarną dziurę. 

Długo "nie pociągniemy" sami i bezbronni, niewyposażeni, nieprzygotowani wśród ludzi, bez odrobiny zaufania, nadziei i umiłowania prawdy. Bez pewnej dozy i umiłowania ryzyka - ale i sporej otwartości, ciekawości świata, bez dążenia do poznania... głodu wiedzy...
Uznać jednak musimy, że nie my tu stanowimy zasady, nie my stworzyliśmy ten świat a przede wszystkim dzięki nam on jedynie może przestać istnieć. Nic dodać, tylko godnie trwać, bo nawet co do ilości włosów na własnej głowie... Niewiele możemy ich dodać czy też ująć sobie... Nic nam też nie pozwala wpłynąć na stan wyposażenia nas w potencjał - umiejętności, posiadanych zalet, zdolności, sprawność wrodzoną... Gdyż jeśli je mamy - cieszmy się, i dzielmy nimi... bądźmy szczęśliwi - posiadając. 
Jeśli zaś nie, nic to, nie martwmy się...
Tak widocznie jest, ma być, ale i musi, no i... tak być powinno...
Pytanie, jakie się rodzi w mej głowie, to nie "co" ale "jak". Jak rozwinąć w sobie potencjał, jak nauczyć tego pogodzenia wewnętrznego samego siebie i równocześnie wrażliwości na sprawy innych.
Jak uczyć się ofiarności, dzielenia się dobrem - szacunku, wielkiego serca, zaufania kolejne pokolenia - naszych uczniów, młodzież, wychowanków. I... jak dotrzeć z tą tą prawdą do swoich dzieci i innych podopiecznych. 
Jak inaczej i refleksyjnie postępować, działać mądrze??? Bez zadufania i fałszywej, pustej dumy zamykającej człowieka... 
Bez spłycającego człowieka poczucia wyjątkowości, wybrania, posiadania "boskiego wskazania", "boskiego genu" z pewną dozą bezkarności i nietykalności: "to mój syn/córka - nie rusz...", "milcz, czy ewentualnie - ignoruj jej/jego błędy", czy też "hej ty - nie wtrącaj się", a może: "przestań ich upominać, zabraniam - nie wolno ci tego czynić... tylko ja mam do tego prawo".
Takich ludzi, uzurpujących sobie specjalne traktowanie jest mnóstwo, niektórych dotkliwie boli życie... Inni pozornie oddają się w nasze ręce, zaraz jednak uderzają znienacka, atakują chytrze, za piękne - odpowiadają nadobnym...  

Nie nauczymy się inaczej pracować nad sobą ale i "zmianą wewnętrzną", bez prawdziwego "dociążenia odpowiedzialnością", licznymi trudnościami, nie da się ignorować zasad, znaczenia rozsądku oraz samodzielnego myślenia.
Pora na wysiłek: "nie ma kołaczy bez trudniejszej pracy", bez refleksji, wrażliwości... 
Zdaniem wielu, naprawdę -  "da się żyć", "da się to prze-żyć".
Może i się "jakoś-takoś" da, ale - po ludzku, po prostu, inaczej - nie wypada. Inaczej, czyli byle-jak, to płaskie - lekkomyślne. A dodatkowo i po ludzku mówiąc, jest niegrzecznie, jest nieludzko, banalnie - ale też, haniebnie...  
Krwawy lub lekko krwisty befsztyk, "kanapka z człowiekiem"...  Można powiedzieć, że nie czując, nie współodczuwając, powoli stajemy się mistrzami gry pozorów i absurdów, "bycia" za wszelką cenę... i pomimo innych bliźnich, drugiego człowieka.
Nawet często postrzegając siebie poza godnością, poza dobrem i z daleka od człowieczeństwa. A co w takim razie z pięknem - z tym, co staramy się umieścić na tronie, poza dostatnim życiem, poza jego używkami, zyskiem, ponad pozornymi korzyściami - uprawomocnionymi aktualnie i nieprawnie zasadami... 
W miłościwie panującym nam - czyli w panoszącym się społecznym i politycznym systemie, człowiek zaczyna "nic nie ważyć", nic nie znaczyć,  a przy aktualnie promowanych wartościach - nawet znikać z pola widzenia i działania. 
 Świat bez człowieka (tj. bez bycia na co dzień "Człowiekiem"), jest i będzie nadal  absolutnie... pustym. 
http://aneta-sendra.blog.onet.pl/2014/06/16/249/ ‎

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz