Można inaczej??? Tak, wielu ludzi ma inne życie. Życie w łóżku czy domu, na podwórku osiedla czy w niewielkiej społeczności...
Te dzieci - którym przychodzi cierpieć, chorować i umierać prawdopodobnie nigdy nie przeżyją tyle dobra i tego "całego dobra", odejdą zanim będzie im dane zrozumieć po co? dlaczego ten świat jest taki dziwny? czemu pada dziś deszcz a jutro śnieg? dlaczego trawa jest zielona i wieczna...
We dwoje - nie ma samotności. Samotność jest wtedy - gdy przy nas zostaje już tylko cisza, jest pusto i nawet echo nie odpowiada zbyt chętnie...
Źle znosimy trudności, stratę, zdecydowane ograniczenia czy deficyty wszelkiego rodzaju - do głowy by nam nie przyszło, że można pływać bez rąk czy też biegać, bez nóg... A mały pacjent, czy on "kiedyś miał inaczej"? Czy było mu lekko lub choćby lżej - w cierpieniu czy bólu... Ktoś wymyślił czy stworzył panaceum na smutki i troski. Mama kocha i jest... Lub też - usłyszał kiedyś pełne nadziei słowa: "tak naprawdę, to będziesz żył tu i teraz, jeszcze .... lat".
My zdrowi, piękni i bogaci - z trudem zdobylibyśmy się na rozdanie majątku, wszelkich dóbr - ważnych, wcale nie tych niepotrzebnych nam (które nam zbywają), do oddania - ale to coś, co szczególnie lubimy. Czy jesteśmy zdolni do zrzeczenia się na rzecz drugiego - swoich błyskotek, skarbów, trofeów??? Ofiarujmy więc coś bezcennego, nieprzeliczalnego, nie do podrobienia czy nieporównywalnego - swoje Małe Życie i jedynie Swój Czas...
Z wielkim trudem bowiem przychodzi nam być człowiekiem, nawet dla dzieci, zwłaszcza dla nich. To dziwne uczucie przybliżać się do innych - a nie tylko - emocjonalnie oddalać... Paradoksalnie tracimy wtedy jakąś cząstkę siebie i mały fragmencik autonomii.
Dlaczego jest tak???
Czy trudno jest kochać???
Kochać - czyli - uczyć się drugiego człowieka...
W cierpieniu wcale nie jest łatwiej kochać, ale - rezygnować z siebie, łatwiej.
Walczymy jednak o siebie, walczymy z całym światem, by zachować siebie takich "all inclusive", a szkoda... Więcej, to mniej...
Więcej dla siebie, to mniej dla innych - często znaczy... Pamiętajmy o tym i o dzieciach, na tej samej planecie, blisko nas. Bo czasem jesteśmy już ostatnią osobą na jaką chory może liczyć, której może powiedzieć coś, która może mu poczytać, trzymać za rękę, podać szklankę słodkiego kompotu... Osobą, której on właśnie może przy sobie chcieć. Dobrym duchem, dobrym wspomnieniem i doświadczeniem.
Nie mówmy więc zbyt szybko: nie dziś, nie teraz - za chwilę, kiedyś...
Nie mam czasu... Nie mam siły...
Czasu - jest wtedy tak niewiele....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz